Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phanthom. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Phanthom. Pokaż wszystkie posty

20 mar 2020

Od Phanthoma cd. Shanti

Po co mi kopyta, gdy mam skrzydła? No tak, żeby całkowicie nie stracić kontaktu z rzeczywistością.
Za każdym razem czułem się tak samo podczas lotu. Chociaż wiatr wciskał się między oczy, wywoływał dreszcz na skórze, a im byłeś wyżej, tym ciężej było oddychać, to mimo tego latania sprawiało mi za każdym razem tyle samo przyjemności. Może już nie dokładnie tak dużo, jak kiedyś, w końcu robiłem to minimum raz czy dwa dziennie, a jednak czułem, że bez skrzydeł nie byłbym sobą. Tak jak ryba bez łusek, albo żaba bez długiego języka. Chociaż dziwne określenia, tak właśnie bym się czuł. 
Gdy wstałem, rozłożyłem skrzydła, które były teraz nieco większe, niż je zapamiętałem. Czasem zapominałem, że one dalej rosną. Niekiedy lubiłem sobie żartować, że na łożu śmierci będą na tyle duże, że okryje się nimi całkowicie i nikt nie będzie musiał zakopywać mojego ciała. Poskubałem trochę świeżej trawy, skropionej rosą, po czym ruszyłem przed siebie kłusem. Rozłożyłem znowu skrzydła i zacząłem się unosić. Przeleciałem nad zbiornikiem wodnym, kopytem zahaczając o taflę i płosząc wszystkie ryby, które mogłem zobaczyć z góry, w tej czystej wodzie. Potem wzniosłem się wyżej i leciałem. Robiłem to każdego ranka, taka rutyna, czy nawet rytuał, bez którego dzień nie byłby udany. Jakie więc jest mój smutek, kiedy pogoda nie sprzyja i nie pozwala mi polatać, tylko siedzieć wśród drzew i czekać na koniec burzy.
Zniżyłem swój lot, aby zatrzymać się na małej polance. Wydawała się bezpieczna, a dzisiaj na prawdę nie miałem żadnej ochoty na ucieczkę przed jakimś wilkiem, czy coś podobnego. Może dawniej by mnie to nawet bawiło, spędzałbym w ten sposób każdy wolny dzień, razem ze znajomymi tylko czekalibyśmy na tę cenną chwilę, by poczuć adrenalinę. Teraz jednak wolałem zachwycać się spokojem tego dnia, świeżym zapachem, jaka niosła wiosna i nareszcie poczuć to ciepło słońca, którego mi trochę brakowało podczas zimy. Nie musiałem się martwić, że odmrożę sobie kopyta czy pysk, grzebiąc w śniegu, w poszukiwaniu jakiegoś mchu. Mogłem przysłuchiwać się radosnym śpiewom ptaków i słuchać innych dźwięków, które nadeszły po obudzenie się ze snu zimowego małych gryzoni i innych zwierzątek. Czy coś mogło popsuć ten piękny dzień?
Nim się spostrzegłem, przy moich kopytach leżała klacz. Była to czarna samica, widocznie zaciekawiona moimi skrzydłami. Przyznam, byłem z nich dumny, a najbardziej z ich wielkości, szerokości i tego, że były to pierzaste pióra, jak u orła, a nie nietoperza, które miało kilku moich znajomych. Przyznam, że niekiedy bardzo to się przydawało, niektórzy uciekali na sam widok tych strasznych skrzydeł, ale nie oddałbym swoich za nic.
- Wiesz, to nic trudnego – tak naprawdę nie wiedziałem, co powiedzieć.
- Szkoda, że nie mam skrzydeł – dodała z lekkim smutkiem.
- Jak się czegoś nie ma, zawsze się wydaje, że to wspaniała rzecz – przyznałem szczerze.
- Nie lubisz swoich skrzydeł? - pokręciłem głową.
- Lubię, ale mam je od małego. Jakbyś nagle dostała skrzydeł, ugięłabyś się pod ich ciężarem – powiedziałem poważnie, na co ona się lekko uśmiechnęła rozbawiona.
- Może i racja – przyznała. - Ale można latać niczym ptak – dodała rozmarzona.
- Fakt, to bardzo przyjemne uczucie. Ale ziemskie konie chyba też się nie nudzą – zerknąłem na nią.

Shanti?

29 sty 2020

Od Phanthoma cd. Alexii

Byłem kompletnie bez sił, bolało mnie całe ciało, jakby wczoraj zleciał z dużej wysokości i uderzył w kilka gałęzi. Skrzydła ciągnąłem po ziemi, nie interesując się, czy się pobrudzą. Szedłem przed siebie, aż nie dotarłem do źródełka. Tam postanowiłem odpocząć, położyłem się blisko wody, napiłem się zimnej cieczy i położyłem łeb na trawie. Czułem się wyprany ze wszystkich sił, a nawet uczuć, bo nie czułem żadnej irytacji, złości, czy nawet zdziwienia tym, co się ze mną działo. Może będę wkrótce chory? Miałem nadzieje, że nie, wtedy Głos całkowicie się uwalnia i słyszę go ciągle. Bez przerwy o czymś mówi, opowiada, a najgorsze jest to, że gdy staram się sobie przypomnieć, co mi powiedział, nie pamiętałem i nie ważne, jak silnie bym wytężał swój umysł, słyszałem tylko jego śmiech.
Nie wiem ile przespałem, ale niebo się nie zmieniło, a słońce dalej chowało się za koronami drzew. Podniosłem łeb, teraz czułem się tylko niewyspany, aby pożegnać to uczucie, zmusiłem się do wstania i się rozciągnąłem, rozkładając skrzydła na boki. Wypiąłem grzbiet i wtedy usłyszałem czyjeś kroki. Powoli złożyłem skrzydła i zaciekawiony ruszyłem w stronę dźwięku. Po chwili zobaczyłem konia, konkretnie, to klacz, jednorożca o jasno brązowych barwach. Co ciekawsze, zamiast jego rogu, miała poroża.
- Kim jesteś? - zapytałem z tej racji, że jej nie znałem. Nie miałem pojęcia, czy należy do stada, czy nie, w końcu wróciłem do całkiem nie dawno, nie mogę się zdziwić, jeśli April przyjęła do stada kogoś jeszcze. Samica nie odpowiedziała, tylko się na mnie gapiła.
Może głucha jest? Nastrasz ją.
- Pytałem, kim jesteś – powtórzyłem pytanie, ignorując Głos.
- Nazywam się Alexia – jakiś postęp.
- Należysz do tego stada? - wolałem się upewnić, przed przedstawieniem się.

Alexia?

27 sty 2020

Od Phanthoma cd. Shadowa

Czy to głupie cieszyć ze zwykłego lotu? Z wyścigu z orłem? Z powrotu na stare śmiecie? Chyba nie, bo tak się nie czułem. Pierwszy raz od tak dawna czułem, że żyje i żaden durny Głos nie namiesza mi we łbie i nie zmusi mnie do powrotu do starego domu, który nim już nie jest. W tej chwili trzeba było mieć nadzieje, że przywódczyni przyjmie mnie z powrotem; chociaż pewnie tak będzie, April to wyjątkowo miła osoba, a mnie już zna. Oczywiście nie można wykluczyć, ze weźmie mnie za zdrajcę, wroga, który trzyma z innym stadem, czy coś, w końcu nie wiem co tu się działo pod moją nieobecność, ale czy w tak krótkim czasie można rozegrać jakąkolwiek, poważniejsza wojnę? Szczerze w to wątpiłem.
W końcu odnaleźliśmy jednorożca. Była pogrążona we własnych myślach, leżąc na środku polany. Otworzyła oczy dopiero gdy Shadow się do niej odezwał. Ja wylądowałem dosłownie po krótkiej chwili, złożyłem skrzydła i stanąłem przed samicą.
- Witaj April – odezwałem się. Klacz z początku nie dowierzała, ale zaraz się uśmiechnęła i wstała, witając się ze mną.
- Wróciłeś? - skinąłem łbem, pierwszy raz będąc tego w stu procentach pewien.
- Jeśli mogę, to chciałbym znowu zostać w stadzie – wyjaśniłem.
- Oczywiście, ale powiedz, gdzie byłeś taki szmat czasu?
- Tułałem się po świecie bez celu – powiedziałem szczerze, pomijając fakt, poszukiwania czegoś, co pozwoli mi się pozbyć Głosu.
O nie, na mnie nie ma lekarstwa. Chyba, że Śmierć.
- A czemu wróciłeś? - dalej pytała. Wiedziałem, że bez tego się nie obejdzie.
- Stwierdziłem, że samotność nie jest dla mnie – April przez chwilę milczała, kiedy z tyłu pojawiła się nowa sylwetka. Od razu rozpoznałem Avianę.

Shadow, April lub Aviana?

25 sty 2020

Od Phanthoma cd. Shadowa

Przed nim stał brązowy ogier w białe plamy o czarno-siwej grzywie. Na początku sądził, że to zwidy, ale gdy zobaczył orła, którego imienia nie zapomniał, zrozumiał, że to nie iluzja i przed nim stał Shadow. Pierwszy koń, którego zdążył polubić za ciszę, jaka wokół niego panowała. Automatycznie przypomniał sobie swoje pierwsze dni, entuzjazm April, gadatliwość Aviany i wilki. W sumie to ostatnie było najciekawszym zdarzeniem, na jakie tutaj trafił.
A jednak dalej to lubisz.
Zastrzygł uszami i spojrzał na ptaka nad sobą, który dalej nad nimi krążył. Nagle nabrał ochoty na rozłożenie swoich skrzydeł i sprawdzenie, czy coś się zmieniło w terenach. Może któreś utracili? Albo zbadali nowe? Mógł zapytać, ale wolał to sam sprawdzić, mimo wszystko jego charakter po tej podróży nie zmienił się w żadnym stopniu.
- Chyba tak – odpowiedział w końcu.
- Chyba? - dopytywał się, na co Phanthom pokiwał głową. - Mogę wiedzieć, skąd ta zmiana decyzji? - ziemski koń podszedł bliżej i spojrzał na krajobraz. Pegaz stanął obok i także obserwował dolinę.
- Chyba nie jestem stworzony do samotności – odpowiedział, pierwszy raz szczerze.
A ja to co?
- Więc chyba przydałoby się znaleźć April – stwierdził.
- Akurat jej szukam – przyznał, po czym rozłożył skrzydła. - Twój Surm dalej jest taki szybki? - minimalnie się uśmiechnął do ogiera.
- Nawet szybszy – Phanthom skinął głową, po czym oboje ruszyli biegiem przed siebie, po chwili pegaz wzniósł się w powietrze i dołączył do Surma, który w końcu przestał robić nad nimi kółka. Ptak przez chwilę leciał obok konia, ale zaraz go wyprzedził i leciał nad swoim właścicielem. Phanthom pierwszy raz się cieszył, że wrócił do starego miejsca. Może dalej nie potrafił się do niego przyzwyczaić, ale na razie było najlepszym wyjściem. Czas odnaleźć April i być może jej kuzynkę.

Shadow?

22 sty 2020

Od Phanthoma

Ile ofiar błagało o życie; nie potrafił zliczyć. W imię czego oni wszyscy ginęli; nie potrafił zrozumieć. Jak często dostawali rozkazy; nie pamiętał. Czy kiedyś tam świeciło słońce; zapomniał. 
Mam ci przypomnieć? 
Ogier pokręcił głową, chcąc pozbyć się natrętnych myśli. Szedł przed siebie od kilku minut, aby znaleźć jakiegoś konia. To na pewno ten las, zapamiętał go, chociaż był tu nie długo i chociaż wszystko było zasypane śniegiem. Opuścił to miejsce kawał czasu temu, ale wrócił szybciej, niż myślał. Nie potrafił się odnaleźć jako samotny ogier, przebywający świat w poszukiwaniu przeznaczenia, czy czegoś podobnego. Skoro od małego był uczony pracy w grupie i zawsze przebywał wśród innych, jak miał żyć samotnie? Nie ważne jakby tego nie chciał, musiał należeć do jakiegoś stada, a tylko to znał i tylko w tym się zatrzymał na jakiś czas. Reszta stad go nie interesowała, bo wtedy sądził, że jest w stanie mieszkać sam i może by mu się to udało, gdyby nie Głos. Ten denerwujący typ, siedzący w jego głowie, odzywał się coraz częściej, gdy Phanthom był sam. Wykorzystywał te chwile cichy, próbując mu namieszać w głowie. Jedyny ratunek od niego, widział w stadzie. Dlatego wrócił.
Kilka koni nie sprawi, że zniknę.
Nie odpowiadał mu już, nauczył się go ignorować, chociaż niekiedy był bardzo denerwujący. Wyszedł z lasu i nie spotkał nikogo. Podniósł łeb, przed sobą zobaczył polanę śniegu. Wszedł na niewielką górkę, pomagając sobie skrzydłami, gdy wpadał w zaspy. Gdy był na górze, mógł podziwiać zaśnieżony krajobraz Północnej Serani. Ale co z tego, gdy nie było tu żadnych koni? Nagle usłyszał za sobą kopyta. Odwrócił się do konia.

Ktoś chętny na wątek?

20 sty 2020

Powrót Phanthoma!

Z radością ogłaszamy, że do stada ponownie zawitał Phanthom! Witamy ciepło! ☽


opaque-studios
19.02 | 5 lat | Zwykły członek | Pegaz | Pandemonium.

14 sie 2019

Od Phanthoma cd. Mauer

Zamknąłem oczy i głęboko odetchnąłem. Po chwili poczułem się lżejszy, wiatr przestał muskać mą grzywę, a trawa dotykać mych kopyt. Nawet gdy machnąłem skrzydłami, drzewa nie stanowiły żadnego oporu. Otworzyłem oczy i ruszyłem przed siebie, na drzewo, po chwili przez nie przechodząc. Lubiłem moc Uśmiercania, mogłem się poczuć jak duch w czyśćcu, przechodziłem przed drzewa i nic nie mogło mnie dotknąć. Szkoda, że to zabiera dużo energii… ale trenować trzeba. Szedłem przez jakiś czas z zamkniętymi oczami, łamiąc prawa fizyki i przechodząc przez wszystko, co stanęło mi na drodze, w tym zwierzęta, które mnie nie widziały. Po nie całej godzinie byłem wyczerpany, a słońce schowało się za horyzontem, co oznaczało, że czas na odpoczynek, a tym bardziej po wyczerpującej mocy. Zatrzymałem się, zamknąłem oczy i na spokojnie wróciłem do ciała żywego i namacalnego. Zając, którzy był obok mnie, na moje nagłe pojawienie się, szybko uciekł do nory, a ja pomachałem skrzydłami. Zawsze po powrocie do ciała, przechodziły mnie ciarki i było mi dziwnie zimno. Zacząłem się kierować w moje ulubione miejsce do snu.
Kto by pomyślał, że było zajęte?
– Och, widzę, że tu już zajęte – stwierdziłem słabym głosem. Na moim miejscu leżała biała klacz, która była jednorożcem; przyznam, że był to ciekawy widok, w końcu nie byłem tu jedynym „odmieńcem”. W końcu otaczały mnie same konie ziemskie, to dziwne, kiedy jako jedyny masz skrzydła, chociaż dalej wierzę, że to się wkrótce zmieni.
– Nie, ja mogę sobie pójść dalej, wybacz – powiedziała i wstała, była mniej więcej mojego wzrostu, może trochę niższa. – Mam na imię Mauer, jestem tu nowa i nie miałam okazji poznać wszystkich – dodała. Rzeczywiście, nie znałem jej, ale czy chciałem poznawać konia o tej porze?
- Ja nazywam się Phanthom – przedstawiłem się, po czym położyłem się w miejscu, w którym stałem. Tu także był mech, więc nie narzekałem. - I nie musisz odchodzić, w końcu miejsce nie było podpisane – dodałem.
- Wyglądasz na zmęczone – stwierdziła, kładąc się na stare miejsce, naprzeciwko mnie.
- Trochę – przyznałem. - Trenowałem dość wyczerpującą moc – odpowiedziałem. To śmieszne, że kiedy jest się zmęczonym, można więcej powiedzieć, a tylko dlatego, że się nie ma sił na zastanawianie. Po prostu odpowiadasz, aby tylko twój rozmówca był usatysfakcjonowany z rozmowy i dał ci spokój.
- Rozumiem. To może jutro porozmawiamy – zaproponowała, na co skinąłem głową. Położyłem łeb wzdłuż ciała i zamknąłem oczy.
- Miłych snów – życzyłem.

<Mauer?>
Wiem, wyszło nijakie, się poprawię

13 sie 2019

Od Phanthoma cd. Vanitasa

Kto by pomyślał, że mój sen przerwie seria huków, które były jednocześnie znane, jakbym je kiedyś słyszał, ale z drugiej nie potrafiłem określić, co to było. Musiałem to sprawdzić, ponieważ hałas nie dobiegał skąd z daleka, wręcz przeciwnie. Jeśli to zagrożenie, należało się dowiedzieć, co to. Na dodatek spotkałem Vanitasa, który tak samo jak ja, został zbudzony przez głośne dźwięki, które co jakiś czas się powtarzały. Kto o tej porze nie śpi i przerywa sen innych? Wszystko zostało wyjaśnione, kiedy odnaleźliśmy źródło dźwięku. Rzeczywiście, kiedyś spotkałem się ze strzelającymi ludźmi, konkretnie, to dwa razy. Kiedy mieszka się w świecie odizolowanym od tych dwunożnych istot, nie tak łatwo ich spotkać, a tym bardziej z bronią. W końcu kto będzie grzebał w chmurach, w poszukiwaniu pegazów? Łatwiej już złapać jednorożca, ponieważ one mieszkały na ziemi. 
- Poczekajmy i poobserwujmy na wypadek – zaproponowałem. Zawsze była możliwość, że będą się kierować na zachód, czyli w stronę naszego stada, wtedy należałoby ich zatrzymać albo chociaż powiadomić resztę o zbliżającym się zagrożeniu. Czy oni naprawdę nie mogli wybrać sobie lepszej pory na polowanie? Dlaczego noc? Normalne istoty o tej porze śpią… nie licząc nietoperzy, borsuków i podobnych zwierząt, żyjących w nocy – ale człowiek się do nich nie zalicza.
- Jak myślisz, na co mogą polować o tej porze? - zapytał Vanitas, z którym śledziliśmy ludzi, kierujących się na razie na południowy zachód. Jeśli nie skręcą w prawo, nie będziemy mieli się czym martwić. No może poza jednym… czy nas nie zobaczą. Noc z jednej strony nas kryła w cieniu, z drugiej jednak ten mocno świecący jasnym promieniem księżyc mógł nas zdradzić, jeśli przypadkiem staniemy na jego drodze. Czego to się nie robi dla stada…
- Chyba na wszystko, oby tylko nie szukali nas – odpowiedziałem po chwili ciszy, w której kompletnie nic. Ani naszego oddechu, ani kroków ludzi, ani zwykłego pohukiwania sowy, czy nawet szumu wiatru w liściach. Kompletnie nic, jakby cały las nagle umarł. I wtedy strzały się ponowiły, wycelowane w jakąś kłodę. Sądziłem, że coś im się przewidziało, ale kiedy jeden z nich podszedł w to miejsce, kucnął i wyprostował się z martwym królikiem w dłoni, poczułem ciarki.
Boisz się? Tchórz. 
- Już wiesz, na co polują – odezwałem się szeptem do Vanitasa i trochę się odsunęliśmy. Niestety któreś z nas, albo jakieś inne zwierzę, które postanowiło skorzystać z okazji i uciec, narobiło hałasu, stając na suchą gałązkę, która się złamała. Dlaczego to zawsze musi być patyk?
Zerknęliśmy w stronę ludzi, którzy odwrócili się w naszą stronę. Byliśmy skryci w cieniu, nie widzieli nas, ale zaczęli podchodzić.
- Uciekajmy – zasugerował Vanitas, zgodziłem się z nim. Kiedy on zaczął biec, ja rozłożyłem skrzydła, z zamiarem wzlecenia w górę. Kiedy moje kopyta oderwały się od ziemi, poczułem ukłucie w tyłku. Nie miałem czasu sprawdzić, co wywołało słaby ból, wzniosłem się wyżej i zacząłem lecieć nad koronami drzew i… dalej nie dałem rady. Nagle poczułem się strasznie zmęczony, a całe ciało dostało jakiegoś paraliżu. Nie mogłem machać skrzydłami, a kopyta nie chciały się ustawić do lądowania, dlatego runąłem na ziemię, łamiąc przy okazji kilka gałęzi i tworząc prawdziwy hałas. Kiedy ostatni raz zerknąłem na bolące miejsce, zobaczyłem małą strzałkę z czerwonym piórkiem. Czyżby to był pocisk usypiający? Nim sobie na to odpowiedziałem, zamknąłem oczy i zasnąłem, nie mając żadnego wpływu na powieki.

<Vanitas?>

8 sie 2019

Od Phathoma cd. Shadowa/April

Wataha wilków? Nie mogły sobie wybrać inny kierunek swej trasy? Gorzej, jak się okaże, że będą chciały przejęć teren. Nie chciałem walczyć, ten rozdział życia miałem za sobą, ale przecież nie można dopuścić do odebrania terenów. Chociaż zawsze istnieje możliwość, że mają pokojowe działania – tak, wolałem w to wierzyć, szkoda, że nie mogłem wykluczyć pozostałych opcji.

Ale z ciebie ciota.
Zamknij się.
Przecież wiesz, ze z chęcią byś walczył.

- Zawsze jest możliwość dogadania się z nimi – powiedziałem na głos moje przemyślenia. Chociaż April przyznała, że myślała podobnie, Shadow nie był przekonany.
- A jeśli nie? I chcą walczyć? - zauważył.
- Macie jakieś moce, które by się przydały? - zapytałem. Trzeba w końcu coś wymyślić.
- Ja panuje nad ogniem – odpowiedział Shadow, a mi od razu coś w głowie zaświtało.
- Mam pomysł – odezwałem się po chwili. Oba konie spojrzały na mnie, oczekując mojego planu. - Ty z Avianą podejdziecie do nich – zacząłem tłumaczyć. - i z nimi porozmawiacie. Jak oznajmią, że chcą walczyć, dacie mi sygnał, a ja wytworze iluzją całe stado, gotowe do walki. Będzie o wiele liczniejsze od nich, więc może się wycofają. A jeśli coś się stanie i od razu się na was rzucą, będziesz mógł odgrodzić nas od nich ścianą ognia. Pasuje wam to? - zaproponowałem. Shadow i April spojrzeli po sobie i pokiwali głowami, zgadzając się na mój pomysł. Ruszyliśmy w dół do watahy wilków, która ciągle szła w naszym kierunku. Przywódczyni razem z Shadow’em wyszli przeciwko drapieżnikom, które widząc ich, zatrzymali się i czekali, aż podejdą. Ja zostałem z tyłu i czekałem na znak, byłem skupiony, aby w każdej chwili stworzyć iluzję.
Spokojnie podeszli do watahy, Surm latał nad ich głowami, przygotowany do wsparcia. Nie słyszałem o czym rozmawiali i jak przebiegała rozmowa, ale po jakimś czasie April się do mnie odwróciła i zarżała, tym samym dając mi do zrozumienia, abym wkroczył. Zacząłem używać mocy i zza drzew zaczęły wychodzić konie; ziemski, jednorożce i pegazy. Wychodziły z ukrycia, było ich na pewno więcej niż 10, czyli w tej chwili mieliśmy udawaną przewagę liczebną. Czekałem i miałem nadzieje, że nie dojdzie do walki, że nie zobaczę ściany ognia, a wilki postanowią się wycofać. 

<April, Shadow?>

7 sie 2019

Od Phanthoma cd. Vanitasa

Kompletnie nie miałem pojęcia, co to ta Cykoria Podróżnika, więc zbierałem to, co pokazał mi ogier. Miałem tylko nadzieje, że na tej polanie nie występują jakieś dwie odmiany, które są do siebie bardzo podobne, a ja przypadkiem nie zbieram tej złej, ale skoro Vanitas nie zwrócił mi uwagi (a raczej by powiedział, że mam uważać na drugi egzemplarz), to znaczy, że musiałem zbierać dobry. Trochę żałowałem, że nie posiadałem mocy, dzięki której zebrałbym te roślinki, nie biorąc ich do pyska, ale czy pirokineza by coś tu zdziałała? Tylko bym to wszystko podpalił, a zbiory poszły się walić. Pilnowałem tylko, by przypadkiem któregoś nie połknąć, gdyż nie chciałem sprawdzić, czy ogier nie okłamał mnie ze skutkiem ubocznym. Kiedy mieliśmy już nazbierany zapas, ruszyliśmy do jego jaskini. Przy okazji obejrzałem sobie jego kolekcję roślinek, których praktycznie nie znałem. Z jego magazynu, mogłem się tylko pochwalić wiedzą na temat pokrzywy i jaskółczego ziela. Tak, moja wiedza do roślin była bardzo, ale to bardzo ograniczona, w końcu gdy nabawiłem się jakiejś rany, albo szedłem do medyka, który od razu się nią zajmował, albo sam czyściłem i dawałem jej możliwość samouleczenia.
- Zapamiętam – oznajmiłem. Teraz wiedziałem gdzie się udać, jeśli za bardzo zaszaleje. Dobrze mieć w stadzie medyka, samemu nie trzeba się przejmować ranami i innymi obrażeniami. - Widzę, że masz dość spore zbiory – zauważyłem i spojrzałem na ogiera, który dokładał do magazynu roślinę, którą zebraliśmy.
- Wszystko się może przydać – pokiwałem łbem. Po chwili wyszliśmy na zewnątrz, zbliżał się wieczór, słońce chyliło się ku zachodowi, robiło się coraz zimniej, a ja nabrałem ochoty na lot.
- Jeśli będę ranny, zajrzę do ciebie, albo zobaczymy się kiedy indziej – odparłem odwracając się do konia. Ten pokiwał łbem, pożegnaliśmy się, po czym rozłożyłem skrzydła i poleciałem do góry. Przyznam, że polubiłem Vanitasa. Nie było trzeba na chama wymyślać rozmów, aby się poznać. Wystarczyła cisza i wspólne spędzanie czasu, które bardzo mi odpowiadało, tym bardziej, że jeszcze nie do końca oswoiłem się z nowym miejscem.

<Vanitas?>

25 lip 2019

Od Phanthoma cd. Shadowa

Nie powiem, trochę się zdziwiłem. Poleciałem za orłem, by mu się przypatrzeć, co takie ptaki robią w nocy, ale najwidoczniej moja postura go tylko wystraszyła. Chyba być musiał być źrebakiem, żeby go móc śledzić. Widok Shadowa mnie nieco zaskoczył, ponieważ nie wyglądał na kogoś, kto nie dawno spał i w jednej chwili musiał zerwać się ze snu, bo jego orzeł mógł mnie wziąć za wroga.
- Cześć, nie myślałem, że jesteś na kopytach – odezwałem się, składając skrzydła wzdłuż ciała. Shadow mi się przyjrzał.
- I vice versa – odparł. Przytaknąłem mu, rzeczywiście mógł mieć podobny powód, by nie spać, co ja.
- Racja – przez chwilę panowała między nami cisza, aż nie odezwał się jego orzeł.
- Tak w ogóle, to go chyba wystraszyłeś – przyznał po chwili. Spojrzałem na ptaka, który siedział na gałęzi i mi się przyglądał, chyba mając mi to za złe.
- Nic dziwnego. Poleciałem za nim z ciekawości – odpowiedziałem.
- Z ciekawości? - zapytał, a ja skinąłem głową. Konkretnie, to nie potrafiłem mu wyjaśnić, co chciałem zobaczyć. Widziałem jak pikował w dół, może miałem nadzieje zobaczyć, jak poluje? Albo co robią ptaki w czasie wolnym?
- A ty? Nie chce być wścibski, ale dość daleko się zapuściłeś – stwierdziłem, Shadow nie był tym poruszony.
- Chciałem się przejść, zwiedzić tereny - „w nocy” przeszło mi przez myśl, ale postanowiłem nie pytać. Gdybym miał albo mógł o czymś wiedzieć, dowiedziałbym się. A może mówił prawdę? W końcu w nocy niektóre krajobrazy są o wiele piękniejsze, niż za dnia. Zwykła polana może zamienić się w świetlistą i błyszczącą, kiedy pojawią się na niej świetliki, a woda odbija gwiazdy.
- Odradzałbym tylko Las Zguby – stwierdziłem, wiedząc, że do tego terenu nie został mu duży kawałek drogi. A może to właśnie do niego zmierzał? Nie moja sprawa.
- Jasne – przytaknął. Rozłożyłem skrzydła i nimi zamachnąłem. Pożegnawszy się z ogierem, poleciałem na polanę, na której się jakiś czas tego wylegiwałem. Miałem zamiar pójść spać, póki Głos się nie odzywa.

<Shadow?>

21 lip 2019

Od Phanthoma cd. Vanitasa

Nareszcie. Mogłem się z kimś przejść, spędzić czas, bez zbędnego gadania, po prostu mieć towarzystwo do codziennej rutyny i się nie przejmować niezręcznym pytaniem, które by padło w nieoczekiwanym momencie. Także nie miałem zamiaru się odzywać, przynajmniej na początku, chciałem się rozkoszować tą ciszą i myślą, że nie jestem sam, w końcu jako zwierze stadne, mam czasem ochotę pobyć z kimś, a to, że nie chce mówić, to inna sprawa. Może i rzeczywiście kogoś by zainteresowała moja historia, w której od małego zabijałem i byłem uczony nienawiści i zemsty, ale jak bym wtedy wyszedł z oczach innych? W końcu nie zawsze przemiana się udaje, być może pewnego dnia wróci stary Phathom, wyzwie ich wszystkich i powie „dowiedzenia”, udając się w nieznane, tylko po to, by odnaleźć kogoś ze swoich. Tak swoją drogę… ciekawe gdzie oni się podziali.
Idź ich poszukaj.
Nawet gdybym ich znalazł, nie przyjęliby mnie.
Chyba, że byś przyniósł czyjś łeb.
Albo stoczył walkę.
Czy to nie ekscytujące?
Nie odpowiedziałem Głosowi, wróciłem do rzeczywistości, w której znajdowaliśmy się na Ostoi Dmuchawców. Nie miałem pojęcia ile czasu minęło w tej przyjemnej ciszy, ale poczułem się głodny. Nim się odezwałem, zrobił to mój brzuch. Vanitas rozumiejąc sytuację przystanął i oboje zaczęliśmy skubać trawę. To było cudowne, jak można się porozumieć bez słów. Nagle na moim nosie usiadł biały motyl, uniosłem łeb i przyglądałem mu się chwilę, aż nie zaczął poruszać swymi haczykowatymi nóżkami po moich nozdrzach. Nie wytrzymałem i kichnąłem, przy okazji zwalając motyla oraz płosząc jego towarzyszy, którzy siedzieli na mleczach. Przez chwilę obserwowałem, jak zmieniając miejsce.
- Czasem są strasznie natarczywe – mój głos w tej ciszy wydał się taki odległy, że przez chwilę się zastanawiałem, czy to on, czy może Głos.
- Po prostu się nas nie boją – odpowiedział Vanitas, przytaknąłem mu. Kiedy dalej się pożywialiśmy trawą, poczułem, jak motyle mnie obsiadły. Ogier przede mną uniósł łeb i spojrzał na mnie z delikatnym rozbawieniem na twarzy. Uniosłem głowę i poruszyłem skrzydłami, rozpraszając owady.
- Czy ja im wyglądam na kwiatek? - zapytałem bardziej samego siebie, machnąłem łbem, gdy jeden z nich usiadł na moich uchu. Po chwili zobaczyłem, jak część z nich siada także na Vanitasie. - Teraz nie tylko mnie będą męczyć – stwierdziłem.

<Vanitas?>
Trochę pomysłu nie miałam

19 lip 2019

Od Phanthoma cd. Shadowa

Możliwe, że się dogadamy. Obydwoje byliśmy skryci i nie mieliśmy ochoty rozmawiać o przeszłości. No i nie mieliśmy ochoty odpowiadać szczerze na pytania Aviany, więc wiedziałem, że jeśli któregoś z nas zmęczy czyjeś rozgadane towarzystwo, a mimo wszystko będziemy chcieli spędzić z kimś czas, mamy się do kogo zwrócić. 
A co? Ja ci nie pasuje?
Ty mnie już znudziłeś.
Bo się obrażę.
Wróciliśmy na polanę, kiedy zapadł zmrok.
- Jeżeli chcesz, jutro pokażę ci resztę terenów, chyba, że ktoś mnie wyprzedzi - powiedziałem, jednocześnie przerywając cisze między nami, która swoją drogą, wcale nie była męcząca. Ogier skinął głową, po czym się rozstaliśmy. Shadow poszedł w swoją stronę, a ja ruszyłem nad pobliski wodospad. Tam ugasiłem pragnienie i chwilę poleżałem na trawie, rozkoszując się ciszą, delikatnym wiaterkiem, muskającym moją grzywę oraz cudnym zapachem różnych kwiatów, których była tu masa. Przyjemnie wdychało mi się świeże nocne powietrze i oglądało rozgwieżdżone niebo. Nareszcie spokój. 
Ty się nim tak nie ciesz.
Sam byś z niego skorzystał, zamiast mi ciągle marudził.
Głos w głowie popsuł całą atmosferę, tak jak to robił zawsze. Podniosłem się na równe kopyta, rozłożyłem skrzydła, machnąłem nimi dwa razy, po czym wziąłem rozbieg i wzbiłem się w powietrze. Od razu poczułem jak chłodna noc przeszywa moje ciało, co mnie jeszcze bardziej wybudziło. Leciałem przez chwilę nad taflą wody, kopytami zahaczając o ciecz, aż w końcu sięgnąłem nieba. Trwałem w tym locie kilka minut, czując, jak spokój na nowo ogarnia moje ciało, a Głos zniknął gdzieś w ciemnych zakamarkach mego umysłu. Nareszcie, tego mi brakowało. Marzyłem, by ta chwila trwała wiecznie. Kiedy leciałem wśród chmur, czułem się, jakby ziemskie sprawy mnie nie dotyczyły, tak samo jak reszta świata. Po tak długim czasie ciągłej walki w młodości, aktualny stan był dla mnie wybawieniem, gdy nagle został przerwany przez ptaka. Orzeł przede mną zakwilił i powędrował w dół. Zaciekawiony jego zajęciem, podleciałem nieco bliżej, aż rozpoznałem w nim orła Shadowa.

<Shadow? Ja mam nie odpisać? Pf>

18 lip 2019

Od Phanthoma cd. Shadowa

- Zobacz, April idzie z kimś nowym – zauważyła Aviana, z którą spędziłem ranek. W dalszym ciągu próbowała mnie zachęcić do opowiedzenia o sobie, ale kiedy uprzejmie dałem znać, że to jeszcze nie ten czas, dała spokój. Cieszyłem się, że nie była natarczywa, chybabym musiał wtedy pozwolić odpowiedzieć swej dawnej naturze, czego nie chciałem robić. Po co zrażać do siebie nowych towarzyszy?
Lepiej zbierać przyjaciół, by potem sobie z nich skorzystać, prawda?
To już nie w takim sensie.
Podeszliśmy do klaczy i nowego towarzysza. Był to dereszowaty ogier z ciemną grzywą i, co ciekawsze, jego towarzyszem był orzeł, który usiadł na pobliskim drzewie. Kiedy Aviana, jak to ona, zadawała pytania ogierowi, ja uważniej przyjrzałem się ptakowi. Teraz byłem w stu procentach pewny, że moje skrzydła, to kopia skrzydeł ów ptaków. Taka sama budowa i kształt piór, tylko inna wielkość i kolor. Może to się wydać śmieszne, ale nigdy nie mogłem zobaczyć tych ptaków z bliska, owszem, widziałem je gdy leciałem po niebie, ale one wtedy schodziły mi z drogi, może dlatego, że byłem większy?
- Długo podróżujesz? - usłyszałem pytanie klaczy. Odwróciłem głowę w ich strony i westchnąłem.
- Owszem – odpowiedział w dalszym ciągu spokojnie, chociaż wiedziałem, że pytania Aviany mogą być męczące, a tym bardziej po długiej podróży.
- Pewnie jesteś zmęczony – wtrąciłem się, nim klaczka zadała kolejne pytanie. - Czy wolałbyś obejrzeć trochę tereny? - dodałem. Ogier przytaknął łbem na drugą propozycję. - Oprowadzę cię i pokaże przyjemne miejsce na odpoczynek – powiedziałem. Obie klacze się zgodził, po czym poszły w swoim kierunku, a ja zaprowadziłem Shadowa na najbliższą polanę. Opowiadałem mu krótko o górach Erith i melodyjnej polanie, po czym przystanęliśmy blisko Ostoi Dmuchawców.
- Cicho tu – zauważył ogier.
- Jeżeli chcesz się przespać, nie krępuj się. Kiedy ja dołączyłem, odpocząłem pod tamtym drzewem, pierwszy raz wstałem tak bardzo wypoczęty – powiedziałem szczerze. Byłem pewien, że to przez panującą wokół ciszę oraz fakt, że położyłem się na miękkim mchu, który zamiast sypkiego piachu, który wbijał się wszędzie za czasów mej wędrówki, był niczym puszysta chmurka. - I nie zraź się do Aviany, lubi pytać o wiele rzeczy – dodałem.
Pamiętasz, co się stało z tą młodą siwą klaczką, która o wszystko wypytywała?
Nic. Po prostu zniknęła.
Myślisz, że to normalne? Nie u nas.

<Shadow?>
jak coś te po lewej dialogi to głos w myślach

16 lip 2019

Od Phanthoma cd. Aviany (do Vanitasa)

Aviana była bardzo miłą klaczką, chociaż równie tak samo rozgadaną. Nie przeszkadzało mi to, dzięki temu nie musiałem nic mówić, a między nami nie panowała cisza, idealnie. 
A co? Cisza ci przeszkadza? Taka cisza przed burzą?
Wrócił. Sądziłem, że pozbyłem się tego natarczywego głosu w głowie, kiedy opuściłem tereny poprzedniego stada, ale najwidoczniej nic do niego nie docierało. Znowu dał o sobie znać i czułem, że życie w nowym miejscu nie będzie tak proste, jak mogłoby mi się to wydawać. 
Twoje życie nigdy nie było proste, nie pamiętasz?
Zamknij się.
Znowu musiałem się pilnować. Nigdy nie zapomnę, kiedy podczas zmiany mych nastawień do panującego rządu, pojawił się Głos. Nie miałem pojęcia czym był, moim sumieniem? Ofiarami? A może miałem w sobie drugiego Phanthoma? To by się wiązało z rozdwojeniem jaźni, a nigdy mi się nie przytrafiło zrobienie czegoś w innej osobowości. W takim razie jak wytłumaczyć Głos?
Szukaj, a i tak nie znajdziesz.
- Phanthom? - z zamysłu wyrwał mnie głos klaczy. Spojrzałem na April, stojącą naprzeciwko mnie. - Wyglądałeś, jakby się coś stało – stwierdziła. Zamrugałem kilka razy, by dojść do rzeczywistości.
- Jestem zmęczony – oznajmiłem, na co samica pokiwała głową i także poszła się położyć. Znalazłem miękkie miejsce na mchu przy skale i zasnąłem.

(…)

Spałem długo, kiedy otworzyłem oczy, słońce wisiało wysoko na niebie, a drzewo rosnącego obok mnie, ochraniało mnie przed promieniami. Wstałem i się rozciągnąłem. Dzień zapowiadał się spokojnie, byłem sam na polanie, najwidoczniej klacze musiały zawędrować na śniadanie, mimo to nie postanowiłem ich szukać. Potrzebowałem chwilę ciszy, by oswoić się z nowym miejscem. Mimo wszystko nie dochodziła do mnie jeszcze myśl, że to koniec mojej wędrówki. 
Chyba śnisz, nigdzie nie zaznasz spokoju.
Tutaj go odnajdę.
Przestań bujać w obłokach, prędzej czy później zatęsknisz.
Za czym?
Za przeszłością.
Pomachałem głową. Chociaż słyszałem głos, nie potrafiłem go określić. Tak jakby mój umysł mówił słowa, ale bez tonu i dźwięku. Nie potrafiłem nawet określić, czy to męski, czy damski głos. To było denerwujące, niestety nic nie mogłem z tym zrobić, dlatego ruszyłem przed siebie, z głową zwieszoną w dół. Szukałem dobrej koniczyny, aż znalazłem ją w lesie. Panowała w nim cisza, nie licząc ćwierkotu ptaków i szumu wiatru. Gdzieś niedaleko po prawej płynął strumyk, a po lewej kicał zając. A przede mną… uniosłem łeb. Przede mną stał koń ziemski, nieznajomy mi ogier. Przełknąłem zieleninę i uważnie mu się przyjrzałem. 

<Vanitas?>
mam nadzieje, że nie zrazi was jego psychika i napisy po lewej stronie

5 lip 2019

Od Phanthoma CD Aviany

Spojrzałem na czarną klacz, zastanowiłem się, po co chciała się tak bardzo poznać. Owszem, było to normalne, wszyscy na początku się pytają skąd jesteś, kim, co robiłeś w przyszłości i takie tam bzdety, ale ja nie widziałem siebie, opowiadającego o całej przeszłości. Gdyby się jeszcze jej dowiedziała, możliwe, że by już nie stała tak blisko mnie i uśmiechała. Mimo to nie chciałem jej pokazać, że nie mam ochoty na rozmowę, nie chciałem rozmawiać na swój temat, nie potrzebowałem też wiedzieć o jej przeszłości. Było o wiele za wcześnie na takie ważne rozmowy, wolałem zostać, zjeść i zwiedzić teren. 
- Aviano, nie chciałbym wyjść na egoistę, ale nie chce opowiadać o swoim życiu prywatnym, ciebie także o to pytać nie będę – poruszyłem uszami, gdyż usłyszałem jakiś szmer, jednak kontynuowałem dialog. - Przejdę się z chęcią, chciałbym poznać tereny – przyjąłem jej propozycje. Może chociaż to sprawi, że nie będzie taka niezadowolona z obrotu spraw, gdyż pewnie oczekiwała innej odpowiedzi, ale ja po prostu nie umiałem się otworzyć przed koniem, którego poznałem kilka godzin temu. - A co do znaków, mam je od małego – skończyłem, tym samym odpowiadając na jej pierwsze pytanie.
Samica nie wyglądała w pełni na zadowoloną, ale uśmiech nie zszedł z jej twarzy. Pokiwała głową, dając mi znać, ze wszystko rozumie.
- Nie ma problemu – powiedziała miło, na co poczułem ulgę. Mam kilka dni, by przywyknąć do tej dwójki, a potem szykować się na ponowienie pytania, w końcu jako tako będę je znał.
Klacz opowiedziała mi, że zamieszkujemy północną Seranie, a aktualnie znajdowaliśmy się na Ostoi dmuchawców. W południowej Serani leżało pustkowie, a ja słuchając jej krótkiej historii na ten temat, zacząłem się zastanawiać, czy im powiedzieć, że byłem tam. Co prawda, tylko przechodziłem i przypadkiem natrafiłem na te tereny, a nie wiedząc co ze sobą zrobić, parłem przed siebie. Postanowiłem na razie milczeć.
Potem dowiedziałem się o Lodowej Krainie i Mieście Chmur, które wydawały mi się znajome, ale w dalszym ciągu się nie odzywałem, w końcu nie mieliśmy rozmawiać o przeszłości. Dalej zaszliśmy nad jezioro Gai, gdzie postanowiliśmy ugasić pragnienie.

<Aviana?>

4 lip 2019

Od Phanthoma CD April

Zerknąłem na swoje kopyto, zdziwiony, że nie czułem bólu. Co ona zrobiła? Przez chwilę sądziłem, że tylko mi się wydaje, że jest lepiej i zaraz znowu da o sobie znać, ale gdy postąpiłem jeden krok przed siebie… noga była zdrowa. Spojrzałem na klacz dość zdziwiony jej umiejętnościami, ale delikatnie się uśmiechnąłem.
- Tak, lepiej, dziękuje – powiedziałem i kontynuowaliśmy wędrówkę. Teraz szło mi się o wiele lepiej, chociaż musiałem sobie dać chwilkę, by przyzwyczaić się do nagłej zmiany.
- Długo wędrujesz? - zapytała klacz, przerywając nagłą ciszę.
- Parę miesięcy – odparłem zgodnie z prawdą. Wtedy dotarliśmy do wyznaczonego celu, którym była polana. Zobaczyłem na niej kolejnego konia, pewnie kuzynkę April. Kiedy do niej podeszliśmy, samica wstała. Była to czarna klacz, z niebieskim kwiatem w grzywie oraz bladymi poziomymi znakami na szyi, niczym blizny po rozcięciu.
- Witaj – odezwała się łagodnie, uśmiechając się przy tym. Przywitałem się z nią.
- Aviano, to nowy członek, nazywa się Phanthom – przywódczyni mnie przedstawiła, a klacz przywitała się ze mną po imieniu.
- Skąd jesteś? - położyliśmy się na trawie i zaczęliśmy rozmawiać, chociaż w głębi duszy wolałem odpocząć.
- Z daleka – odpowiedziałem zdawkowo. - Jeśli to nie będzie problem, chciałbym się położyć – dodałem, Aviana pokiwała głową i się odsunęła, a April pokazała mi miejsce idealne do tego. Zaciszne, w cieniu i bezpieczne. Bez zwłoki się położyłem na trawie i zamknąłem oczy, sen przyszedł szybciej, niż myślałem.
Czasem śniłem, że byłem wilkiem, drapieżnikiem polującym na konie. Nie przeszkadzał mi ten sen, nie był nawet koszmarem, gdyż atakowałem tylko te konie, które przyczyniły się do zaginięcia mojej młodszej, kochanej siostrzyczki. Wiele razy śniłem, że ją odnalazłem, ale tak naprawdę miałem takie przeczucie; kiedy bym przekroczył granicę lasy, jaskini lub innego miejsca, znalazłbym ją, bo ona na mnie czekała, ale ja się zawsze budziłem. Raz zaszedłem na tyle daleko, by zobaczyć jej ciemne skrzydła. 
Teraz było podobnie, w wilczej postaci goniłem szkarłatnego jednorożca, kiedy ten zniknął. Zostałem sam w lesie, czułem się obserwowany i zagrożony, ale nic sen się rozwinął, obudziłem się. Konkretnie, to obudził mnie orzeszek, który spadł na moją głowę, kiedy wiewiórka nade mną, napchała do pyszczka więcej, niż mogła utrzymać. Podniosłem się, byłem wypoczęty, więc zacząłem w ciszy skubać trawę. 

<April? Albo Aviana, która chce?>

3 lip 2019

Od Phanthoma CD April

Byłem bez sił, a ból w tylnej kończynie nie polepszał mojego stanu. Leżałem i odpoczywałem w jakiś lesie, przy okazji skubiąc trawkę blisko mnie. Musiałem coś zrobić, gdyby coś mnie zaatakowało, nie zdołałbym uciec. Nagle, jak na zawołanie, przede mną pojawił się zając. Przekicał obok mnie, nie zwracając na mnie uwagi, postanowiłem go wykorzystać. Skupiłem się na jego biciu serca, które usłyszałem po chwili. Szybkie i żwawe stworzenie miało dość sporo energii, którą mogło się podzielić ze mną, bez obawy, że stanie mu się coś złego. Po chwili się zatrzymał i zamknął oczy, wtedy niewidzialna dla wszystkich strużką, którą ja widziałem w postaci złotego dymu, która miała początek u mniejszego, a koniec u mnie, dostarczyła mi siły. Trwało to chwilę, gdyż po chwili znowu straciłem kontrolę, a zająć się nagle spłoszył i zwiał stąd szybciej, niż się pojawił. Wiedział, że jeśli długo tak będzie biegł, padnie wyczerpany, ale to już nie moja sprawa. Teraz mogłem wstać, opierając się na trzech kopytach. Niestety dalej byłem za słaby, aby móc wzlecieć na skrzydłach, dlatego powędrowałem przed siebie pieszo. Chciałem znaleźć jakieś schronienie na następne dni, a przybyłem tutaj, gdyż wyczułem zapach innego konia. Nie spodziewałbym się jednak, że mógłbym sobie coś zrobić w nodze, podczas ucieczki przed wrogiem. 
Las się skończył, za zaczęła polana. Mimo to długo na niej nie zostałem, słońce zaczynało się chylić ku zachodowi, dlatego szybko musiałem znaleźć miejsce na nocleg. Obok polany widziałem jezioro, a przed sobą znowu miałem drzewo. Postanowiłem zaryzykować i wszedłem w gąszcz, mając nadzieje gdzieś dotrzeć. Po drodze znalazłem strumyk, z którego napiłem się trochę zimnej wody. Wtedy usłyszałem, że ktoś za mną był. Hałas łamanej gałązki zwrócił mą uwagę, odwróciłem się i wtedy zobaczyłem konia. Była to zwykła klacz, z szarym umaszczeniem i ciemniejszą grzywą. Pierwsze, co chciałem zrobić, to zapytać, dlaczego mnie śledziła, ale zaraz sobie przypomniałem o moich poszukiwaniach. Może by mi pomogła?
- Kim jesteś? - zapytałem.

<April?>

2 lip 2019

Nowy członek, Phanthom! ^-^

Powitajmy nowego członka naszego stada, Phanthoma! ^^

opaque-studios

 19.02 | 5 lat | Ogier | Zwykły członek | Pegaz | Pandemonium.