Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meriel & Meara. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Meriel & Meara. Pokaż wszystkie posty

15 lut 2020

Od Meary CD Mauer

Pomimo ogromnego zmęczenia które odczuwałam, na sam widok ścieżki poczułam jakby na moment dodano mi skrzydeł. Wszystkie zgodnie przyśpieszyłyśmy w stronę wyjścia, a gdy już znalazłyśmy się w bezpieczniejszym miejscu opadłam na ziemię wraz z Mauer. Meriel jedynie odeszła kilka kroków dalej i stanęła tuż obok drzewa, wlepiając swój wzrok we własne kopyta.
Nie dzielimy już ciał, nie jesteśmy już połączone, już nie jesteśmy dla siebie samych przeszkodami...
To wydawało się tak nierealne, że pomimo patrzenia na własny tułów i ten siostry, wciąż miałam wrażenie, że to nie jest na prawdę. Nie mogło być, w końcu... dlaczego las miałby nam w jakikolwiek sposób pomóc na koniec...?
Obejrzałam się jeszcze za siebie, a widok mrocznego lasu sprawił, że po mym ciele przeszły nieprzyjemne ciarki. Wciąż czułam tą nieprzyjemną aurę, zmęczone czy nie, powinnyśmy były jak najszybciej oddalić się jeszcze bardziej od tego miejsca.
Mroczne obrazy które wciąż przewijały mi się przed oczami sprawiały, że do oczu nalatywały mi łzy, kiedy przez najmocniej jak mogłam zaciśnięte zęby starałam się wstrzymać od płaczu. Gdy z lekka się uspokoiłam otworzyłam pysk by odezwać się do towarzyszek, jednak nie wydostało się stamtąd nic więcej oprócz piskliwego dźwięku którzy brzmiał jakby ktoś skrzywdził małego chomika.
- M...Mauer... Zabierajmy się stąd... - mruknęłam w końcu ledwo, na co klacz tuż obok skinęła tylko łbem i choć dość opornie to podniosłyśmy się z ziemi i podeszłyśmy do Meriel, która w milczeniu ruszyła za nami. W tym momencie nie liczyło się nawet dokąd idziemy, byle daleko stąd, byle w bezpieczne miejsce, byle tylko odpocząć. Nie miałam nawet pojęcia jak dużo czasu spędziłyśmy w tym piekle, nie wiem nawet czy chciałam do końca wiedzieć. Byłam cholernie zmęczona, głodna i przerażona.
Po dłuższym czasie przy naszym dość niezgrabnym poruszaniu się dotarłyśmy w końcu na rzadziej uczęszczaną polankę należącą do stada, która była na tyle daleko od lasu, że mogłyśmy w spokoju odetchnąć. Położyłyśmy się w zacisznym kącie, zupełnie nie zważając na porę dnia. Nic nie miało większego znaczenia przy naszym obecnym zmęczeniu.

~ • ~

Gdy po naprawdę długim czasie zaczęłam otwierać oczy spostrzegłam się, że Meriel wciąż spała. Spała tuż obok mnie, wciąż we własnym ciele, a ja wciąż nie rozumiałam co się tak właściwie wydarzyło. Mauer natomiast kawałek dalej od miejsca gdzie kładła się spać leżała w ciszy, podczas gdy jej oczy skierowane były w niebo. Doczłapałam się do niej po cichu i położyłam tuż obok, mając cichą nadzieję, że nie przeszkadzam jej szczególnie w tym momencie.
- Skoro już się wyspałyśmy musimy w końcu ustalić plan działania. Sama widzisz co stało się ze mną i Meriel... Jak inni to zobaczą zaraz coś zaczną węszyć, nie możemy dopuścić żeby ktoś poznał prawdę... Przyznam, że...Przyznam, że nie wiem co robić... Boję się, że April może nie potraktować nas ulgowo... Boje się o Meriel... Nie wiem co tam widziała, ale widzę jak bardzo jest przerażona. Gdy wychodziłyśmy z lasu wciąż wpatrywała się dziko to we mnie, to w ciebie... Ten las był przerażający, ale ja... Założę się, że nie widziałam tak okropnych rzeczy jakie widziała Meriel...  - urwałam nagle, bardziej przypatrując się klaczy obok - Mauer, skoro już zaczęłam ten temat... Co ty  tak właściwie widziałaś? I jak się czujesz...? - nie byłam pewna czy powinnam zadawać jej w tym momencie tyle pytań, jednak troska przemawiała teraz gorliwie przeze mnie. Gdy leżałyśmy tak pod ciemnym jeszcze niebem, mimo długiego i solidnego odpoczynku wciąż nie potrafiłam w pełni się zrelaksować. Wszystko poszło jakby za lekko, nieprzyjemna aura wciąż nas otaczało... Zupełnie tak, jakoby jeszcze nie opuściłyśmy lasu i wciąż byśmy w nim tkwiły zupełnie nieświadome, tracąc czujność i stając się łatwiejszymi ofiarami, a to wszystko było tylko iluzją...

< Mauer? >

2 lis 2019

Od Meriel CD Mauer

Zarówno Mauer jak i Meara nie potrafiły uciszyć się choć na chwilę. Nieustannie gadały o jakiś bzdetach, zupełnie chyba zapominając po co tutaj jesteśmy. Ich chichotanie pod nosem sprawiało, że miałam ochotę po prostu zapaść się pod ziemię i nigdy więcej spod niej nie wychodzić. Toteż mój wzrok wiódł po glebie na której stąpałyśmy i nieszczególnie miałam ochotę go podnosić ani na na przód ani tym bardziej na moją siostrą czy samą Mauer. Czy cieszyłam się z tego, że z nami idzie? Skłamałabym odpowiadając, że tak.
Im głębiej w las tym cichsze stawały się ich rozmowy, aż w końcu zupełnie zakończyły swój dialog. Dziękowałam wszystkim bóstwom w duchu za to, że wreszcie mogłam w spokoju iść przed siebie. Nie do końca interesowało mnie jak ten cały las wygląda, interesowało mnie co ma mi do zaoferowania i czy jest w stanie zdjąć ze mnie, z nas to przekleństwo.
Gdy jedynym źródłem hałasu były nasze kroki i łamane gałęzie zupełnie straciłam czujność. W momencie kiedy coś huknęło w oddali ze strachu gwałtownie się zatrzymałam, całkowicie zdezorientowana. Meara nie zareagowała równie niespokojnie co ja, przez co zupełnie wybiłyśmy się z rytmu na co klacz w odpowiedzi spojrzała na mnie gniewnie. Potrząsnęłam tylko łbem wracając do przytomności i obejrzałam się powoli za siebie.
- Gdzie Mauer? - zapytałam dziwnie niespokojnie. Nie żebym się jakkolwiek o nią martwiła, ale skoro ona tak nagle mogła zniknąć to co może przydarzyć się zaraz nam? Wolałam o tym nie myśleć jednak milion czarnych scenariuszy przewijało mi się nieustannie przed oczami.
- Ja... Nie wiem... Była tuż obok nas, a teraz... Pewnie jest gdzieś blisko, musimy tylko jej poszukać. Zaraz się znajdziemy i zabieramy się stąd. To był zły pomysł, to był beznadziejny pomysł. Kurewsko zły pomysł. - skomentowała zaraz cała spięta Meara. Strach tańczył jej dziko w oczach kiedy starała się odnaleźć wzrokiem zagubioną klaczy.
- Ja na pewno nie mam zamiaru jej szukać. Sama chciała tu przyjść i my nie bierzemy za nią odpowiedzialności. Zgubiła się, trudno. Jakoś się znajdzie. Jedyne co musimy to wykorzystać okazję i znaleźć rozwiązanie wszystkich naszych proble-
- MERIEL! - wrzasnęła nagle, a ja stałam jak wryta w ziemię. Nigdy nie słyszałam aby Meara aż tak głośno krzyczała, nigdy. - Meriel, proszę cię! Zgodziłam się, ale to za dużo! Po prostu za dużo... Teraz nawet nie mamy pojęcia gdzie jest Mauer, a jeżeli coś się jej się stało... to to będzie nasza wina... Proszę cię Meriel, po prostu znajdźmy ją i wyjdźmy stąd. Nie chcę tu przebywać ani chwili dłużej niż jest to konieczne. - w oczach klaczy zaczęły zbierać się słone łzy, a z każdym słowem było ich więcej i więcej. Westchnęłam tylko ciężko i przytuliłam ją, starając się chociaż w minimalny sposób ją wesprzeć.

~ ○ ~

Z każdą upływającą minutą miałam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Pomału dopadało mnie znużenie, a zaginionej klaczy jak nie było tak nie ma. To poszukiwanie było bezcelowe, ale wiedziałam, że Meara tak łatwo sobie nie odpuści.
Chciałam się odezwać kiedy znikąd coś przepełzło tuż przed nami, znikając zaraz za drzewami. Nastawiłam czujnie uszy, dostrzegając kątem oka, że moja siostra poczyniła identycznie. Zwolniłyśmy kroku kiedy to same tajemnicze stworzenie przeleciało tym razem tuż za nami. Znikąd do naszych uszu zaczęły dochodzić dziwne szepty, a pełzający stwór przewijał się nam już bezpośrednio pomiędzy nogami.
- Meriel! Meriel pomóż mi!
Kiedy podniosłam łeb dostrzegłam nikogo innego jak samą Mauer. Walczyła z dziwnymi korzeniami które oplatały ją szybciej i szybciej. Szarpanie się było coraz mniej skuteczne, ktoś musiał jej pomóc.
Ruszyłam przed siebie bez większego zastanowienia, zupełnie ignorując szepty czy cokolwiek to co pełzało po tej rąbanej ziemi. Używając telekinezy zaczęłam wyrywać wszystkie korzenie po kolei, wspomagając się zębami które choć mało skuteczne, zawsze jakiś efekt dawały.
Im szybsze były moje ruchy, tym szybciej działały korzenie ściskając drobne ciało klaczy.
- Meriel! Meriel, kochanie! - ryknęła nagle i zaśmiała się mi prosto w twarz. Jej śmiech brzmiał jakby setka demonów zamieszkała w niej, na raz krzycząc i śmiejąc się do rozpuku. Cofnęłam się przerażona, a korzenie całkowicie pożarły jej ciało, miażdżąc je, kiedy spomiędzy nich zaczęła wypływać czerwona ciecz. Krzyknęłam i upadłam na ziemię, chwilę po tym gdy oberwałam czymś twardym w tył łba.

~ ○ ~

Cały świat wirował, a ja czułam jakby ktoś właśnie porządnie mnie skopał i zostawił na pastwę losu.
- Me...meara... - wyszeptałam pod nosem starając się obrócić łeb aby sprawdzić stan siostry. Jednak tam jej nie było. Serce zaczęło walić mi jak młot kiedy przez myśl przeszło mi, że jej głowa mogła zostać ścięta i zagubiona gdzieś w tym przeklętym lesie. Ale jej po prostu nie było, Meary, całej. Nie było nawet śladu, że kiedykolwiek mogłybyśmy być połączone. Niepewnie poruszyłam obcymi mi dotąd kończynami i byłam już pewna, byłam pewna w stu procentach, że moje marzenie nareszcie się ziściło. Wszystkie cztery kończyny należały do mnie, nie tylko dwie. Nie było drugiego łba z którym musiałam spędzać dzień i noc bez chwili wytchnienia. Tylko i wyłącznie moje ciało. Uśmiechałam się, uśmiechałam jak głupia, jednak moje szczęście nie trwało długo kiedy na pierwszy plan wkradła się ogromna troska o siostrę. Opornie, lecz jakimś cudem stanęłam o własnych siłach i przez dziwnie rozmazany obraz starałam się czegoś wypatrzyć. Czegokolwiek.
Po kilku sekundach wyłapałam tylko dużą jasną plamę która powiększała się z każdą chwilą aż w końcu zatrzymała się. Ze wszystkich sił próbowałam dostrzec z kim miałam do czynienia i kiedy zorientowałam się, że to nie kto inny jak Mauer poczułam nagłą radość jak i przerażenie. Zrobiłam krok do przodu jednak zaraz się zatrzymałam, mając przed oczami straszny widok krwi która powoli zmierzała w moją stronę z ciemnych korzeni, otulających martwe ciało klaczy.
- Meriel...? - zapytała niepewnie, jednak kiedy nie otrzymała żadnej odpowiedzi przez jakiś czas kontynuowała. - Meriel, to ja, Mauer. To naprawdę ja, co się stało? Dlaczego ty... Gdzie jest Meara?
Gdy dokończyła swoją wypowiedź poczułam jak całe moje ciało zaczęło się trząść, a w oczach pojawiła się masa łez. W tym momencie już nie obchodziło mnie czy była to prawdziwa Mauer czy też nie, po prostu podbiegłam do niej i rzuciłam się jej na szyję, przytulając z całej siły i rycząc jak małe dziecko. Nie wiedziałam co mam mówić, nie miałam nawet siły na jakiekolwiek rozmowy. Choć ciężko było mi to przyznać to szczerze cieszyłam się, że odnalazłam klacz, a raczej, że to ona odnalazła mnie.


< Mauer? >

14 paź 2019

Od Meriel CD Mauer

Wykrzywiłam pysk w niezadowoleniu i wbiłam wzrok w ziemię, nie mając już zupełnie ochoty na dalszą rozmowę z klaczami. Wiedziałam, że bez zgody Meary nie uda mi się zawędrować do Lasu Zguby i odnaleźć tego czego szukam, nie póki dzielimy jedno ciało. Ale wiedziałam też, że Meara pragnie tego samego co ja i miałam zamiar wykorzystać to w jakiś sposób, nie chcę i nie poddam się jeszcze tak łatwo.
- Powiedz mi... Dlaczego chciałabyś tam iść? - zapytała w końcu Mauer, przyglądając mi się z zaciekawieniem. Nie chciałam jej udzielić na to odpowiedzi. To było głupie pytanie, a powód wręcz oczywisty. Z niechęcią i lekką kpiną w głosie wyrzuciłam krótkie "Pomyśl trochę. To nie tak trudne."
Dopiero gdy wypowiedziałam tych kilka krótkich wyrazów dotarło do mnie jak wrednie to zabrzmiało, ale jakoś nieszczególnie męczyło mnie przez to sumienie. Meara natomiast już gromiła mnie wzrokiem, w myślach zapewne rozrywając mnie na strzępki.
- Przepraszam cię, Mauer. Nie miej jej tego za złe. - skomentowała szybko ma jakże droga siostra, kierując pokorne spojrzenie w stronę swojej rozmówczyni. Ta skinęła tylko głową. Może nie dała po sobie nic poznać, ale czułam, że wewnątrz musiało ją to urazić chociaż minimalnie. A może jednak nie? Może zupełnie nawet nie przejmowała się jakąkolwiek opinią innych na jej temat? Nie wiem i nie mam w planach się w to zagłębiać. Pewne jest to, że odmówiła mojej propozycji, a ja na nie miałam zamiaru za bardzo się z nią spoufalać. 
- Tooo... Chyba będziemy już iść, niech każda sobie w spokoju, ten, um. Zapomnijmy o tym najlepiej. Może, może na pewno spotkamy się później. Na trochę dłużej, tak mi się wydaje. Tylko, zapomnijmy... Tak, zapomnijmy. Do jutra, Mauer, albo do później, tak czy siak, cześć! - ledwie wydukała Meara, gubiąc się samej we własnych słowach. Z ust Mauer padło krótkie "Do później." po czym rozeszłyśmy się, klacz w swoją stronę, a ja wraz z siostrą w naszą.
Czekałam tylko aż znajdziemy się w odpowiedniej odległości aby wysłuchać marudzenia jak to bardzo wszystko zepsułam i jak bardzo nie doceniam danej nam szansy.
Po kilku minutach drogi zatrzymałyśmy się na skraju polanki, a moją uwagę przykuł tępy wzrok Meary który kierowała w trawę.
- Wiem dlaczego chcesz to zrobić, ale... Nie boisz się, że możemy zastać tam coś co tylko pogorszy już i tak beznadziejną sytuację? Nie bez powodu jest tam bezwzględny zakaz wstępu. Myślałaś ile koni przed nami ze stada musiało tam zawędrować i wrócić z traumą albo w ogóle nie wrócić? Ile ofiar, ile zgonów liczy sobie ten Las? To nie są żarty Meriel, ja... Chcę wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze, ale jeśli nie? Jeśli coś pójdzie nie tak? Mimo wszystko kocham cię i... boje się. Naprawdę się boję, Meriel. 
Zupełnie zdębiałam. Z szeroko otwartymi oczami wgapiałam się w klacz który była bliska łez. Nie tego się spodziewałam. Nie to miało się wydarzyć.
Delikatnie przytuliłam się do niej łbem, a ona odwzajemniła gest. Cicho tylko westchnęłam, zbierając się do wypowiedzenia kilku słów które wspomogłyby w przekonaniu jej do wejścia na teren Lasu, jednak uprzedziła mnie i kontynuowała wcześniejszą wypowiedź.
- Ale jeśli... Jeśli to jest co czego naprawdę pragniesz i to cię uszczęśliwi no i obiecasz mi, że nic ci się nie stanie to... Możemy tam pójść... Ale tylko raz i na chwilę, jeżeli nic nie znajdziemy albo będzie się źle dziać od razu wracamy. 
To było... szybkie. Szybkie i dziwnie proste. Zgodziła się tak bez większego przekonywania, jeszcze chwilę temu uparcie starając się o to aby nawet nie zbliżać się do zakazanych terenów. Pozostało tylko zaplanować wszystko i sięgnąć po to czego obie najbardziej pragniemy.

Jeszcze przez spory czas rozmawiałyśmy na przeróżne tematy, bardziej lub mniej związane ze stadem i wydarzeniami z mijającego powoli dnia. Gdy nadszedł wieczór znalazłyśmy przyjemne miejsce i ze spokojem zasnęłyśmy, niedaleko reszty stada. 

~ ○ ~

Od jakiegoś czasu przemierzałyśmy przeróżne tereny stada w poszukiwaniu Mauer. Wczorajsza próba oprowadzenia nas dokładnie po nim nie poszła do końca po naszej myśli, a teraz nikt nie wiedział nawet gdzie klacz może obecnie przesiadywać, a my nie wiedziałyśmy gdzie się znajdujemy. W końcu naszym oczom ukazała się przywódczyni stada która prowadziła spokojną rozmowę z karą klaczą tuż przy brzegu jeziora. Meara delikatnie wcisnęła się w ich dialog, pytając o poszukiwaną przez nas klacz. April oznajmiła nam z szerokim uśmiechem, że właśnie niedawno tutaj była i zmierzała w stronę Lazurowej Polanki. Po wskazaniu drogi podziękowała jej i ruszyłyśmy zgodnie we wskazane miejsce z nadzieją, że nareszcie uda nam się osiągnąć cel.
Na miejscu ku naszej uciesze odpoczywała wyraźnie zamyślona klacz, zupełnie nie zauważając naszej obecności. Podeszłyśmy do niej powoli nie chcąc wystraszyć jej nagłym zjawieniem się znikąd. 
- Cześć, Mauer... - zaczęła Meara z delikatnym uśmiechem. Jednorożec spojrzał na nas witając się przyjaźnie. - Przemyślałam sobie wszystko i... Wraz z Meriel planujemy udać się do Lasu Zguby. Możliwe, że jutro, tego jeszcze nie ustaliłyśmy. Jednak widziałam jak wczoraj zaświeciły ci się oczy na ten pomysł dlatego chciałam upewnić się co do twojej decyzji. Przemyśl sobie wszystko na spokojnie, jeżeli zdecydujesz się z nami pójść to przyjdź o świcie tam gdzie wczoraj się pożegnałyśmy. Poczekamy chwilę, a jeżeli się nie zjawisz wyruszymy bez ciebie. Póki co będziemy się zbierać, mamy kilka planów na dzisiaj, a domyślam się, że chciałabyś dobrze wszystko przemyśleć w spokoju dlatego też nie będziemy ci więcej przeszkadzać. Do później.
Meara posłała szeroki uśmiech  w stronę klaczy i zaraz oddaliłyśmy się w stronę głównej polany stada. Prawdę powiedziawszy nie zrobi mi większej różnicy to czy pójdzie z nami czy też nie. Wszystko zależy od niej, byleby nie przeszkadzała mi w poszukiwaniu rozwiązań które jestem przekonana znaleźć w zakazanym miejscu.

< Mauer? > 

7 wrz 2019

OD Meary CD Mauer

Ucieszyłam się od razu na znajomy mi już głos Mauer, co okazałam szerokim uśmiechem skierowanym wprost do niej.
- Jeszcze nie było okazji, ale myślę, że jeszcze zdążymy z każdym bliżej się poznać. - odpowiedziałam od razu, lekko kopiąc Meriel w nogę kopytem aby przestała skubać trawę i chociaż udała, że jest zainteresowana całą sprawą.
- Też tak uważam. Planujecie coś na dzisiaj?
- Tak właściwie to... - przerwałam po chwili kiedy do mych uszu dotarł ledwie słyszalny odgłos burczenia w brzuchu. Zachichotałam odruchowo, co wywołało nieco zakłopotaną minę klaczy przed nami. Było niezaprzeczalnym faktem to, że burknięcie dochodziło z jej brzucha, jednak zastanawiało mnie dlaczego nie mogła po prostu czegoś zjeść żeby temu zapobiec? Była na tyle zapracowana, że zapomniałaby o tak ważnej rzeczy?
- O planach pogadamy później. Najpierw proszę żebyś coś zjadła. - odpowiedziałam stanowczo, czekając aż Mauer zacznie napełniać swój żołądek świeżą trawą pod moim czujnym okiem.
Meriel prychnęła tylko pod nosem i jak gdyby nigdy nic wróciła do skubania, mając nas już całkowicie w głębokim poważaniu. Ja nie miałam zamiaru się tak łatwo poddać i tak jak stałam tak i stałam nadal, starając się wywołać chociaż minimum presji na klaczy co poskutkowałoby jej ulegnięciem.
- Mauer, doceniam troskę, ale naprawdę-
- Nalegam. Zjedz chociaż trochę. - Po tych słowach Mauer z cichym westchnięciem rozpoczęła mozolne przeżuwanie trawy, a ja z lekką radością przypatrywałam się jej. Dopiero w tym momencie tak naprawdę zauważyłam, że klacz wydawała się dość drobna. Wręcz za drobna, jakby jadła za mało. Albo były to już moje paranoje? Opcji nie było za wiele, ale nie chciałam być wścibska, dlatego zostawiłam owe przemyślenia tylko dla siebie.
- Mauer. - mruknęła niespodziewanie Meriel, która najwidoczniej od jakiegoś czasu już nie jadła, a jedynie stała w bezruchu, bacznie obserwując wszystko wokół, choć skupiając swoją uwagę szczególnie na klaczy przed nami. - Co gdyby pójść do tego Lasu Zguby? Nikt by się nie dowiedział. Ty nas zaprowadzisz, my cię nie wydamy. - każde słowo które padało z jej pyska było pewne i nawet przez chwilę nie zawahała się podczas całej wypowiedzi. Pustym wzrokiem badała oczy Mauer, w których starała się wyczytać jej reakcje. Widziałam to doskonale, zbyt dobrze znałam Meriel, nawet jeżeli czasem wydawało mi się, że nie znam jej tak naprawdę wcale. Wiedziałam też, że prędzej czy później przerwie swoje grobowe milczenie w otoczeniu innych i zapyta o Las Zguby, wiedziałam to doskonale, mimo to wciąż łudziłam się, że może jednak będzie inaczej.
- Meriel, postradałaś zmysły? Jest zakaz. To chyba wystarczający powód by tam nie iść. - warknęłam w jej stronę, czekając w duchu aby Mauer mnie poparła i pomogła przekonać Meriel, że to głupi pomysł.
- Przemyśl to, Mauer. Nikt się nie dowie, nigdy. - wyszeptała, ale jej głos brzmiał bardziej jak groźba. Był zimny i nieczuły, na tyle nieprzyjemny, że przygryzłam wargę i krzywo się na nią spojrzałam. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale nim zdążyłam odezwała się zaraz Mauer.

< Mauer? > 

21 sie 2019

Od Meriel CD Mauer

Nie do końca byłam pewna swoich odczuć co do całej zaistniałej sytuacji kiedy wraz z Mearą powoli położyłyśmy się na ziemię aby w ciszy i spokoju odpocząć. Nie podobało mi się to wszystko, całość była całkowicie pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Nieustanna wędrówka przez niezliczony czas, kiedy nagle pojawia się nie wiadomo skąd obca klacz i proponuje nam dołączenie do stada wiedząc o nas tyle co nic. Przywódczyni która nie potrzebuje nawet przepytać o naszą przeszłość, a która z uśmiechem nas przyjmuje i od razu sprawia wrażenie, jakby ufała nam ponad wszystko. Dziwne wydawało mi się nawet to, że dopiero co wyśmiewałam złudną nadzieję Meary na to, że uda nam się kiedykolwiek znaleźć spokój, a teraz leżymy sobie jak gdyby nigdy nic, nie musząc obawiać się niczego. To wszystko wydawało się tak nierealne, że wciąż nie potrafiłam w to uwierzyć.
- Meara? - zagadnęłam spoglądając na klacz która pomału usypiała
- Tak?
- Jesteś pewna, że tu będziemy bezpieczne? Przyjęli nas bez większego zawahania, to na pewno nie jest żaden podstęp?
- Meriel... Za dużo myślisz. Jestem pewna, że to właśnie tutaj i teraz będziemy miały szansę być szczęśliwymi. Chodźmy już spać, mimo wcześniejszej drzemki wciąż czuję się jakbym nie spała od kilku lat.
Kiwnęłam tylko łbem, a klacz z delikatnym uśmiechem zamknęła oczy i powoli zaczęła odpływać do krainy snów. Wpatrywałam się w nią, ukradkiem wciąż obserwując czy na pewno żadne zagrożenie nie nadchodzi. Nie wiedziałam nawet ile czasu upłynęło kiedy ziewnęłam głośno, a w kącikach moich oczu pojawiły się małe łezki. Zamrugałam szybko kilka razy żeby ich się pozbyć i trąciłam delikatnie nosem grzywę Meary którą zaczęłam się bawić tak, aby klacz się przypadkiem nie obudziła. Bałam się zasnąć, mimo iż wiedziałam, że już długo nie pociągnę w tym stanie. Modliłam się w duchu kiedy powoli kładłam łeb obok tego mojej siostry i przymykałam oczy, starając się za dużo nie myśleć.
Boże, błagam aby nic nam się nie stało. Aby nic nie stało się Mearze...


Nad rankiem obudził mnie słodki ćwierkot ptaków na drzewach i delikatne promyki słońca które ogrzewały przyjemnie moją skórę. Moją, a raczej naszą. Meara jeszcze spała, jednak było widać, że najgłębszy sen ma już za sobą i niedługo powinna się zbudzić. Trąciłam ją delikatnie łbem i czekałam, aż ledwo przytomna zacznie kontaktować co dzieje się wokół.

- Dzień Dobry Meriel! - przywitała mnie z nutką radości Meara, a na jej pyszczku pojawił się śliczny i delikatny uśmiech.
- Dzień Dobry.
- Miałam taki piękny sen, nie uwierzysz! Wyobraź sobie, że jakimś cudem znalazłyśmy stado które nas przyjęło i które nie patrzyło na nas krzywo. Stado które nas zaakceptowało takimi jakimi jesteśmy. Czuję, że ten sen dał mi więcej siły i nadziei, Mer.
- Meara-
- A wszystko dzięki temu, że wpadłyśmy przypadkiem na jakąś klacz która-
- Meara!
- O co chodzi?
- To nie był sen. Spotkałyśmy wczoraj klacz, Mauer, która zaprowadziła nas do stada gdzie nas przyjęto. To nie był sen Mea.
Klacz przez chwilę wpatrywała się na mnie w osłupieniu zupełnie nie wiedząc jak ma zareagować. Szeroko otworzyła oczy i lekko uchyliła wargi jakby zaraz miała coś powiedzieć, ale nawet najmniejsze słówko nie przeszło jej przez gardło kiedy nagle jak za sprawą pociągnięcia niewidzialnej dźwigni rzuciła "Cholera" i ugryzła się w język, karcąc samą siebie za swoje słownictwo.
Już miałam jej odpowiedzieć kiedy poczułam na swoich plecach Naszych plecach, Mer, Naszych. duży cień, a zaraz mym oczom ukazała się sylwetka klaczy z dnia wczorajszego. Meara zdążyła szybko się ogarnąć i jak gdyby nigdy nic, uśmiechnęła się, mówiąc szybkie "Dzień Dobry, Mauer."
- Dzień Dobry, Mearo, Meriel. - odpowiedziała odwzajemniając uśmiech. - Wypoczęłyście? Jeżeli tak, pomyślałam czy nie chciałybyście obejrzeć terenów. Naprawdę jest co zwiedzać i warto wiedzieć na przyszłość co gdzie jest.
- Z wielką chęcią! - odparła niemal natychmiast Meara i jak na zawołanie wstałyśmy z miękkiej ziemi. - Prowadź zatem!
Mauer tylko przytaknęła i ruszyłyśmy wszystkie trzy zgodnie przed siebie. Kątek oka wychwytywałam obce sylwetki koni które przewijały się bliżej czy dalej, najprawdopodobniej członkowie stada, wręcz na pewno byli to oni. Nie śpieszyło mi się żeby ich poznawać, jednak wiedziałam, że czeka mnie to prędzej czy później kiedy Meara nagle oznajmi, że chce kogoś poznać.
W ciszy przyglądałam się już tylko terenom i wszelakim możliwym drogą ucieczki kiedy Mauer opowiadała o kolejnych minionych miejscach. Nie do końca przykuwałam uwagę do tego co mówi, natomiast Meara z zafascynowaniem przyglądała się wszystkiemu jak i naszemu przewodnikowi pytając się co jakiś czas o różne pierdoły.
Po dłuższym czasie stanęłyśmy tuż na krawędzi wejścia do lasu które emanowało bardzo dziwną i mroczną energią. Momentalnie poczułam się pobudzona jak nigdy i z sokolim wzrokiem starałam się wypatrzeć czegoś z daleka. Zainteresowało mnie to miejsce i miałam ochotę podejść bliżej, zbadać je całe co było dla mnie bardzo dziwną zachcianką.
- Co to za miejsce? - odezwałam się po raz pierwszy odkąd spotkałyśmy się z Mauer i sama zdziwiłam się faktem, że bez większego zawahania zapytałam o las przede mną. Nie spuściłam z niego jednak wzroku, kiedy poczułam zdziwione spojrzenia na swojej osobie. Czekałam tylko na odpowiedź, zaczynając się coraz bardziej irytować i coraz bardziej chcąc tam się udać.

< Mauer? >

14 sie 2019

Od Meary

Każda minut zdawała się trwać wieczność, kiedy przemierzałyśmy powolnym krokiem nieznane nam tereny. Nigdy nie osiedlałyśmy się w jednym miejscu na dłużej niż dzień, wędrówka była wyczerpująca, jednak w moim sercu wciąż tliła się jakaś nadzieja. Kiedy spoglądałam na Meriel, od razu zauważałam jak ze znudzeniem i zmęczeniem stąpa ze wzrokiem wbitym w ziemię. Nie rozmawiałyśmy ze sobą, od kilku dni wymieniłyśmy może z kilka słów, ale żadna z nas nie wykazywała chęci aby przerwać dość krępującą ciszę, jakby w obawie, że tylko będzie gorzej. Krok za krokiem, mieszające się oddechy i nieustanna wędrówka po drodze, która zdawać się nie miała końca.
Po kolejnych kilku minutach zaczęłam cichutko pod nosem nucić przypadkowe melodie które niegdyś zasłyszałam w przeróżnych miejscach, a które teraz dziwnie łączyłam, tworząc niby własną piosenkę. Dźwięk ten od razu zwrócił uwagę Meriel, która jakby wyrwana z transu teraz tylko wpatrywała się we mnie, nie zwracając zupełnie uwagi na drogę.
- To dziwne. Dziwne, że mimo zmęczenia które nam towarzyszy ty i tak utrzymujesz jakąś pogodę ducha. - wyrzęziła nagle Meriel, a ja lekko zdziwiona zaprzestałam czynności i również spojrzałam na nią nie mówiąc zupełnie nic. Dopiero teraz zauważyłam jak bardzo zmęczona musiała być. Jej oczy błagały wręcz o błogi i długi sen, a wory pod oczami tylko to potwierdzały. 
Przystanęłam momentalnie, a klacz jakby wiedząc co zamierzam idealnie w czasie zrobiła to ze mną. Na jej pysku nie pojawiło się jednak zdziwienie, a wciąż tkwiło tam to samo wyczerpane spojrzenie.
- Odpocznijmy tutaj. - rzuciłam bez zastanowienia, nie rozglądając się nawet czy to na pewno bezpieczne miejsce na wypoczynek.
Meriel tylko westchnęła i chciała dalej ruszyć, jednak nogi które były w moim władaniu nawet nie drgnęły. Twardo stałam na ziemi, czekając aż ulegnie i zrobi to co nakazałam.
- Jesteś pewna, że jest tu bezpiecznie? Nawet nie sprawdziłyśmy okolicy wokół. Mogą być tu wilki czy inne zwierzęta. Albo jakieś stado które nie życzy sobie nieproszonych gości. Zastanów się Meara, lepiej ruszyć dalej i-
- I co? Chodzić dopóki nie padniemy? Nawet nie wiemy dokąd zmierzamy. Zostańmy tu i odpocznijmy. Nie zmienię zdania. - przerwałam jej nagle, patrząc wprost w te czarne, przesiąknięte wyczerpaniem oczy. - Poszukajmy jakiejś jaskini albo coś w tym stylu.
Meriel nie odpowiedziała już na to nic, jedynie spuściła głowę i zgodnie ruszyłyśmy przed siebie rozglądając się uważnie za jaskinią.
Po kilku dłuższych minutach, kiedy nic nie pojawiało się na horyzoncie zdesperowana nakierowałam nas na pobliską polankę i stanęłam pod mocarnym drzewem, które zdawało się widzieć same początki świata. Jak na zawołanie położyłyśmy się na miękkiej trawie, a Meriel usnęła nim zdążyłam się chociażby odezwać. Uśmiechnęłam się mimowolnie pod nosem i obserwowałam jak spokojnie śpi, czuwając jednocześnie czy aby na pewno nie ma nikogo w pobliżu.



Leniwie poczęłam otwierać oczy, kiedy spostrzegłam się, że w oddali coś jakby stało. Jeszcze nie wyostrzone pole widzenia zdawało się mi pokazywać wilka który czujnie obserwował nas z oddali, a serce mimowolnie zabiło mi szybciej. Nerwy jakie przeze mnie przechodziły obudziły Meriel która wciąż ledwo przytomna powoli wybudzała się ze snu, starając się zrozumieć sytuację. 
Po chwili całkiem już wybudzona spostrzegłam się, że nie wilk nas obserwował, a koń który w swojej pozycji musiał przypominać sporych rozmiarów wilka. Nie uspokoiło to mnie jednak, a serce wciąż biło jak szalone. Gdy Meriel zauważyła jegomościa otworzyła szeroko oczy i gwałtownie wstała zapominając zupełnie o fakcie, że nie ma władzy nad całym ciałem. W efekcie tak szybko jak wstała tak szybko upadła i z lekką złością w oczach spojrzała się na mnie, a ja od razu na ten wzrok zaczęłam z nią wstawać. Nie wiedziałam co robić i Meriel również nie wyglądała jakby wiedziała. Powinnyśmy były uciekać czy podejść i się przywitać? Walczyłam ze sobą w myślach, a czas leciał wyjątkowo szybko. Kiedy tajemniczy koń zaczął się do nas zbliżać zrozumiałam, że za późno na jakąkolwiek ucieczkę, a klacz obok mnie z paniką wpatrywała się w ziemię, starając się wymyślić jakiś plan.
- Kim jesteście? - zapytała postać, a ja głośno przełknęłam ślinę z szeroko otworzonym oczami.
- M-my...T-to znaczy... - odchrząknęłam cicho podnosząc wyżej głowę. - Nazywam się Meara, a to jest Meriel... Nie szukamy kłopotów, chciałyśmy jedynie tutaj trochę wypocząć. Już się z tą zabieramy... - wydukałam tak cicho, że nie byłam pewna czy aby koń przed nami na pewno mnie usłyszał.
- Szukacie może stada?
- Stada? - zapytałam bardziej siebie, a w moich oczach zaświeciły iskierki nadziei. Wciąż dziecinnie wierzyłam w to, że kiedyś odnajdziemy stado które nas zaakceptuje takimi jakimi jesteśmy, gdzie poczujemy się chciane i nikt już nie spojrzy na nas krzywo. To były tylko zwykłe dziecinne fantazje z których w duchu kpiła Meriel, jednak ja nie potrafiłam się ich pozbyć.
- Owszem. To dość nowe stado, przywódczyni z chęcią przyjmie nowych członków. Jeżeli nie macie się dokąd udać może zaprowadzę was i dołączycie do nas?
Cały strach i stres jakby opuścił mnie momentalnie, a w moich oczach zaczęły zbierać się łzy. Zauważyła to od razu Meriel, która tylko wpatrywała się we mnie, sama pomału opanowując nagłe emocje które nami targały.
- Meriel! To nasza szansa! Rozumiesz? Nareszcie los uśmiechnął się do nas! Nareszcie możemy być szczęśliwe i spokojnie żyć bez ciągłego zamartwiania się o to czy przeżyjemy do następnego dnia! - wyrzuciłam z siebie, a łzy spływały po moich policzkach coraz szybciej. Klacz tylko przytaknęła lekko, wciąż wpatrzona we mnie. Nie odezwała się, jednak wiedziałam, że też w głębi musiała być chociaż odrobinę szczęśliwa. - Proszę, zaprowadź nas do twojej przywódczyni. 

< Jest ktoś może chętny dokończyć? ^^ >

9 sie 2019

Nowe członkinie, Meriel i Meara!

Powitajmy nowe klacze - Meriel i Mearę! 

~Meriel & Meara~
Autor zdjęcia: O-okami-I
03.10 | 4 lata | Klacze | Meriel - zwykły członek, Meara - piosenkarka | Konie ziemskie | Alicja153