Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mauer. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mauer. Pokaż wszystkie posty

22 sty 2020

Od Mauer CD Laisreana

Ludzie. Tak blisko zawędrowali czy my tak daleko zaszliśmy? 
Martwiło mnie, że w razie potrzeby nie mieliśmy zbyt wielu wojowników, którzy mogliby chronić stado przed nimi. Jeśli mamy wśród nas jeszcze jakiegoś zmiennokształtnego, może byłoby to dodatkowe ułatwienie. Może powinnam dyskretnie… popytać?
Laisrean, jak i ja, już nie skupiał się na przyrodzie wokół nas ani na rozmowie. Szliśmy dosyć pospiesznie, w końcu skąd mieliśmy wiedzieć, dokąd zmierzają ludzie i jak długo zajmie im droga? Co, jeśli poruszali się szybciej niż my? Oni już dawno przestali być takimi, jakich pamiętali moi przodkowie. 
Ani się obejrzałam, a już byliśmy na polanie. Kiwnęłam głową do swojego towarzysza, zauważywszy przywódczynię stada. Ruszyliśmy do niej, była pochłonięta rozmową z Vanitasem. Widziałam, że ostatnio sporo czasu ze sobą spędzali. 
– April, Vanitas, wybaczcie, że wam przeszkadzamy akurat w tym momencie, ale musimy porozmawiać. 
Klacz spojrzała na mnie nieco zawstydzona, choć nie wiedziałam dokładnie dlaczego. 
– Oczywiście, o co chodzi? Wyglądacie na zaniepokojonych. 
– Spacerowaliśmy po lesie, gdy nagle do mych uszu dotarły głosy. Zaiste, ludzkie istoty musiały to być, są w drodze, lecz gdzie cel ich wędrówki się znajduje?
Pokiwałam tylko głową, potwierdzając słowa Laisreana. 
– Ludzie? Tutaj? Jak daleko?
Spuściłam wzrok, zakłopotana. W czasie naszego spaceru kompletnie nie skupiałam się na tym, gdzie właściwie się znajdowaliśmy. Mój towarzysz chyba też nie był pewien, lecz wybrnął nieco wymijającą odpowiedzią. 
– Uważam, iż powinniśmy mieć się na baczności, wszak nie wiadomo, dokąd zmierzają. 
– Rozumiem – April pokiwała głową, po czym oznajmiła, że musi porozmawiać z resztą członków stada, by spróbować określić plan defensywy. 
Spojrzałam na Laisreana i westchnęłam, bezradna. Czułam burczenie w brzuchu. Czasem naprawdę zapominałam o minimum posiłków. 
– Zadanie wykonane. Raczej nie znalazłeś weny twórczej, więc na nic konkretnego się nie przydałam, ale dobrze, że odkryliśmy ludzi na terenie – uśmiechnęłam się pogodnie do ogiera. Często mnie zastanawiało, skąd brałam siłę na choćby udawanie przed samą sobą, że jest dobrze. Tym razem mój nastrój nie był jednak przerysowany. 

Laisrean?

21 sty 2020

Od Mauer CD Meriel

Gdy przerażona rozglądałam się po lesie za klaczami, które nagle rozpłynęły się w powietrzu, wokół mnie narastały wszechobecne szumy. Powoli przeradzały się w szepty i krzyki, a mnie robiło się ciemno przed oczami ze strachu i braku tlenu. Byłam pewna, że zaraz postradam zmysły. Gwałtownie odwróciłam się, słysząc cichy głos mojego brata.
Drzewa w promieniu kilku metrów zniknęły, a na powstałej polanie stało kilkanaście koni. Wszystkie bez oczu, grzyw i ogonów. W znajomych pyskach rozpoznałam członków całej swojej rodziny.
Patrzyli na mnie.
Niestosownie do sytuacji zerwałam się do szukania wśród nich swojego brata, jednak właściciela szepczącego głosu nie widziałam.
W jednym momencie wszystkie widma zaczęły przeraźliwie krzyczeć. Wtedy panika przejęła nade mną kontrolę. Chciałam uciec od tego koszmaru, lecz moje nogi się plątały, a zjawy niespiesznie kierowały się w moją stronę.
Obudziłam się. Leżałam na owej polanie, jednak wokół mnie panowała niezmącona cisza i półmrok. Jakimś cudem opanowałam oddech i uspokoiłam się. Nie miałam pojęcia, co się stało, ale próbowałam skupić się na odszukaniu Meriel i Meary, a nie na przerażającym i znającym najdalsze krańce mojego umysłu lesie.
Wychwyciłam wśród drzew sylwetkę konia. Wcale nie byłam pewna, czy chcę tam iść, ale nie miałam żadnej alternatywy. Niepewnie zbliżyłam się, a moim oczom ukazała się Meriel..
Sama.
– Meriel..? – odpowiedziała mi cisza i przerażone oczy klaczy, która patrzyła na mnie jak na ducha. – Meriel, to ja, Mauer. To naprawdę ja, co się stało? Dlaczego ty... Gdzie jest Meara? – Pytania cisnęły mi się na język.
Klacz nagle ruszyła i rzuciła mi się z płaczem na szyję. Przełknęłam ciężko ślinę, przytulając ją. Była roztrzęsiona, dużo bardziej niż ja. Do mnie jeszcze nie docierały  zdarzenia od momentu wejścia do tego piekielnego lasu. Chyba nie chciałam wiedzieć, co zobaczyła tu Meriel. Takie wspomnienia często zabiera się ze sobą do grobu.
– Cichutko, już dobrze, już wszystko jest dobrze. Meara jest gdzieś niedaleko, znajdziemy ją i pójdziemy sobie stąd. Zobaczysz, już niedługo będziemy z powrotem na polanie, obiecuję – usilnie starałam się nieco uspokoić klacz. No, przynajmniej doprowadzić ją do stanu, w którym mogłaby dalej iść.
Gdy ucichła i lekko się odsunęła, wzięła głęboki wdech i pokiwała głową.
– Chodźmy.
Nie chciałam rozmawiać o zdarzeniach w lesie, dopóki nie byłyśmy wszystkie bezpieczne poza jego granicami. Natomiast pogawędka rzędu tej o pogodzie była absurdalna i nie do pomyślenia, więc szłyśmy w ciszy, czerpiąc siły ze swojego towarzystwa. Nie byłam w stanie tego okazać, ale cholernie cieszyłam się, że nie jestem już sama.
Zerknęłam Meriel kątem oka. Szła, jakby od zawsze całe ciało należało do niej. Może było to spowodowane tym, że pewnie nie skupiała się na poruszaniu. Miałam cichą nadzieję, że podświadomie nie skupiała się na niczym, by zachować względny spokój.
Uderzyła mi do głowy myśl, że nawet nie spytałam, czy wszystko jest.. okej.
– Dobrze się czujesz? Znaczy… Nie boli cię nic?
Klacz spojrzała na mnie z nieokreślonym wyrazem pyska i pokiwała głową.
– Wszystko w porządku – usłyszałam ciche potwierdzenie.
Nie wyłączałam myślenia, by znów nikogo nie zgubić. Meriel nagle stanęła i zaczęła nasłuchiwać. Podążyłam jej śladem i niemal od razu ruszyłam w stronę, z której pochodziło nawoływanie. Moja towarzyszka wyprzedziła mnie, biegnąc do przestraszonej Meary.
Nie spędziłam przecież z nimi choćby tygodnia, a dziwnie było patrzeć na nie dwie.. osobne. Czułam jednak, że jeśli wszystko skończy się dobrze, ich życie będzie lepsze.
Westchnęłam z ulgą, mając za priorytet wyprowadzenie nas z lasu. Miałam wrodzoną umiejętność określenia, gdzie są poszczególne kierunki świata, choć w tak dziwnych miejscach ten "kompas" czasem zawodził. Liczyłam, że tym razem nam się poszczęści.
Poza krótkimi zdaniami, rzucanymi w celu zgadania się co do drogi, szłyśmy w zupełnej ciszy. Tym razem tak, byśmy miały siebie możliwie w polach widzenia.
Gdy zobaczyłyśmy prześwity między drzewami, informujące nas o zbliżającej się granicy lasu, każda z nas nieświadomie przyspieszyła kroku. Na ścieżkę praktycznie wbiegłyśmy.
Odetchnęłam głęboko. Poczułam się nagle kompletnie wykończona. Niemal opadłam na trawę, Meriel i Meara też wyglądały na bardzo zmęczone.
Czułam, że najchętniej poszłabym spać, jednak wyglądało na to, że był dopiero wczesny ranek, ale.. tego dnia, co wyruszyłyśmy, czy następnego?

Meriel/Meara?

1 lis 2019

Od Mauer CD Meriel

Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, klacze pospiesznie odeszły. Patrzyłam w osłupieniu, jak oddalają się, nie rozmawiając między sobą.
Wcześniejsza uwaga Meriel trochę mnie zabolała, choć byłam dobrą aktorką i umiałam to ukryć. Nie znosiłam się domyślać, nawet jeśli odpowiedź na moje pytanie była pozornie oczywista. Nienawidziłam niejasnych sytuacji, nawet nie da się wyobrazić, jak bardzo.
Ostatnim razem, gdy się czegoś "domyślałam", zginęła moja najbliższa rodzina, a wraz z nią całe stado.
Zawaliłam, ale Meriel nie mogła przecież o tym wiedzieć i raczej się to nie zmieni. Nigdy nie chowałam urazy.

Może i byłam najgłupsza w swoim życiu, gdy następnego ranka stałam na polanie z zamkniętymi oczami, pochłaniając swoim ciałem pierwsze promienie słońca. Czekałam na nie, przyszłam dosyć wcześnie. Nie spałam tej nocy zbyt długo, nie zdziwiło mnie to. Noce były coraz gorsze, gdy tylko zostawałam sam na sam ze swoimi myślami.
Patrzyłam w dal, w cienką i długą z daleka ścianę Lasu Zguby.
Zastrzygłam uszami, słysząc kroki. Nie musiałam się nawet odwracać, Meriel i Meara miały charakterystyczny sposób poruszania się.
– Mauer! – Wreszcie spojrzałam na Mearę, która mimo domniemanej przeze mnie niepewności, a może nawet strachu, nie traciła pogody ducha.
– Przyszłaś – dopowiedziała od niechcenia jej siostra. Nie miałam zamiaru się jej narzucać.
– Chodźmy. Nie należy marnować czasu – wysiliłam się na lekki uśmiech i zrównałam krok z towarzyszkami.
Droga była dosyć długa, szłyśmy żwawo, rozmawiając o głupotach. To znaczy, Meriel za dużo się nie odzywała. Raczej zdawkowo odpowiadała na pytania zadawane przez siostrę. Czułam się niepożądana, może przez wczorajszą wymianę zdań. Starałam się nie przejmować, w Lesie mogłabym się okazać nieco użyteczna.
Przekroczyłyśmy granicę lasu, zanim się zorientowałyśmy. Nie była ona zbyt wyraźna.
Z każdą chwilą było coraz gęściej, drzewa coraz wyższe, a my coraz cichsze. Atmosfera lasu była tajemnicza, to fakt, jednak milczałyśmy z powodu... Jego piękna.
Było wyjątkowo ciemno, jakby słońce nie docierało przez warstwy liści lub, mniej racjonalnie, mrocznej aury. Las wydawał się być jednocześnie martwy i żywy. Wokół panowała głucha cisza, przerywana dźwiękiem naszych kroków i trzasków gałęzi. Głębiej pojawiały się niewielkie polanki, trawa była ciemna, choć miała soczysty kolor. Gdzieniegdzie latały świetliki. Miałam wrażenie, że czas płynie wolniej.
Usłyszałam dziwny dźwięk, jakby coś wielkiego się przewróciło gdzieś daleko.
– Co to było?
Odwróciłam się, zadając pytanie, ale...
Za mną nikogo nie było.

Meriel/Meara?

2 paź 2019

Od Mauer CD Meary

Prawdę mówiąc, zdębiałam.
Nie spodziewałam się takiej prośby z ust Meriel, mimo że zauważyłam jej zainteresowanie Lasem Zguby.
Złamać zakaz? Tak bez większego powodu?
Miałam ogromne problemy z zaufaniem i wiecznie węszyłam jakiś podstęp. Nikt miałby się nigdy nie dowiedzieć?
A co jeśli... Jeśli tam znajdę jakąś wskazówkę? Las wydaje się być po prostu ogromny. Nie wierzę, że są tam same drzewa, jedno koło drugiego. Jakieś smoki na pewno gdzieś są, tam głębiej. Z drugiej strony… Przecież mam łuski. Przecież mój brat już prawdopodobnie nie żyje. To tak nie działa.
Mauer, ogarnij się.
Wróciłam myślami do sióstr. Meara gromiła wzrokiem mnie i klacz, która wspomniała o Lesie.
– Meriel, wiesz...
– Nawet o tym nie myśl. Nie po to dołączyłyśmy do stada, żeby teraz zostać z niego wyrzucone! Albo, co gorsza… Zginąć w tym buszu – Meara była wyraźnie absolutnie przeciwna wyprawie.
Wiedziałam, że bez zgody obu klaczy nie ruszą się z miejsca. Mogłam się jednak tylko domyślać, jak bardzo nieprzyjemne jest takie poróżnienie między dwoma połączonymi ciałem siostrami.
– Meriel... – Naprawdę chciałam jej powiedzieć, że pójdziemy. Jakkolwiek to kretyńsko nie brzmiało, to mogła być nawet moja szansa na śmierć z poczuciem, że zrobiłam wszystko, co mogłam. Zastanawiało mnie jednak, czego druga klacz mogła szukać w Lesie Zguby. – Nie mogę. Znaczy... To chyba nie jest najlepszy pomysł, to niebezpieczne. Mamy mnóstwo terenów, miejsc pełnych magii, dlaczego by nie korzystać z nich, zamiast iść gdzieś, skąd możemy nie wrócić?
Meriel nie wydawała się być zachwycona tą odpowiedzią. Raczej skrajnie przeciwnie. Jednak widzieć emocję na twarzy tej klaczy to już coś.
– Powiedz mi... Dlaczego chciałabyś tam iść? – Nie spodziewałam się właściwie szczerej odpowiedzi, jednak takie pytanie chyba jest na miejscu. Czułam, że tracę wielką okazję. Jeśli miałabym iść do zakazanego miejsca, na pewno wolałabym mieć kogoś przy sobie. Byłam rozdarta między zdrowym rozsądkiem a pragnieniami skrzywdzonej duszy.

Meara/Meriel?

Od Mauer CD Laisreana

Zawsze gdy spędzałam czas z nowo poznanymi osobistościami, bałam się, że zapadnie niezręczna cisza. Szukałam tych, z którymi cisza szybki przestałaby mi przeszkadzać.
Byłam bardzo rozproszona, nie potrafiłam skupić się na jednej myśli. Na ułamki sekund zapominałam, że nie spaceruję sama. Nagle słowa uciekły z moich ust, zanim zdążyłam je dokładnie przemyśleć.
– Zarecytujesz któryś ze swoich wierszy?
Spojrzałam na ogiera. To pytanie najwyraźniej go nieco zakłopotało. Przystanął, chyba nieświadomie. Nieznacznie otworzył usta, jednak nie wydobył się z nich żaden dźwięk.
– No wiesz, nie musisz przecież. Jeśli jednak w stadzie oficjalnie pełnisz rolę poety, pewnego dnia i tak wszyscy będą chcieli coś usłyszeć.
Mówiłam niespiesznie, nie chciałam, by pomyślał, że naciskam. Nie miałam tego w zamiarze.
– Cóż, jeśli nie znuży cię mój głos, mógłbym ujawnić któryś z mych tworów.
Odwzajemniłam lekki uśmiech towarzysza. Ruszyliśmy dalej. Wsłuchiwałam się w melodyjny głos ogiera, malując w wyobraźni obraz, który miał, gdy tworzył wiersz. Po głowie zaczęła mi chodzić melodia, idealnie wpasowana w słowa poematu. Już prawie zaczęłam ją rytmicznie nucić, na szczęście w porę się powstrzymałam.
– Wiesz, myślę, że z twoich wierszy byłyby niezłe piosenki.
– Czyżbyś śpiewała?
– Nie, skąd – przez chwilę poczułam się paskudnie, kłamiąc. Nigdy miało nie być jednak okazji, by Laisrean dowiedział się, że nie byłam szczera. Miałam małą obsesję na punkcie tego, by już nikt poza bratem nie usłyszał mojego śpiewu. – A ty? Wydaje mi się, że chyba miałbyś do tego predyspozycje.
Ogier tylko uśmiechnął się nieśmiało. Może doskonale to wiedział?

Wróciliśmy na teren stada w dobrych humorach. Nieczęsto mi się to zdarzało, jeśli mam być szczera. Gdybym nie dołączyła do April i jej towarzyszy, dziś prawdopodobnie nie miałabym żadnego humoru. W ogóle by mnie nie było. A kuszące myśli do tej pory mnie nie opuściły.
Nie siląc się na jakikolwiek posiłek, ruszyłam do lasu. Mała, świecąca zatoczka, czy jak to nazwać, chyba była już moim stałym miejscem do ćwiczeń. Wróżki mnie rozpoznawały, a ja zaczęłam rozróżniać je.
Zmieniłam swoją postać, delikatne poduszki kocich łap tłumiły moje kroki. Tego dnia na polanie zauważyłam niepokojąco znajome oczy. Nigdy wcześniej nie widziałam tego ogiera, ale te oczy… Nie chciałam się jednak nad tym zastanawiać.
Odkryłam, że w kocim ciele też mogę bez problemu władać wodą. Nieco mnie to zdziwiło, gdyż sądziłam, że to głównie przez róg i bycie magicznym koniem jestem do tego zdolna. Czasem miło było mi wiedzieć, że nie osiągnęłam wszystkiego tylko przez geny.
Leżałam, w swoim już ciele, na trawie, która w tym miejscu była wyjątkowo zielona. Bawiłam się wodą, gdy usłyszałam za sobą znajomy głos.
– Miło cię znów ujrzeć, Mauer.
Podniosłam się gwałtownie i odwróciłam w stronę ogiera.
– Och, Laisrean. Wybacz, nie spodziewałam się tu nikogo. Tak cicho chodzisz – zaśmiałam się cicho. Rany, naprawdę przydałoby mi się jakieś odstresowanie.

Laisrean?

3 wrz 2019

Od Mauer do Laisreana

Rozmawiałam chwilę z Tomem, gdy przeleciał nad nami orzeł, głośno skrzecząc. Skrzywiłam się, co pegaz zauważył, jednak nie skomentował. Miałam wyjątkowo wrażliwy słuch, co często mnie irytowało. Ten ptak sprawił, że coś mi świtało w głowie, ale nie wiedziałam dokładnie co.
Postanowiłam się przejść. Stawiałam kopyto za kopytem niespiesznie, śpiewając pod nosem. Nagle nie wiedząc kiedy, znalazłam się na skraju lasu niedaleko naszej polany - cienką, ciemną ścianę Lasu Zguby miałam dokładnie na wprost. Straciłam panowanie. Zaczęłam cwałować, w ułamku sekundy  zamiast końskich nóg stawiałam jasnoszare łapy. Byłam dużo szybsza.
Stanęłam gwałtownie przed wejściem do Lasu już w swoim ciele, gdy uświadomiłam sobie, że coś chyba zgubiłam.
Sakiewka.
Gwałtownie odwróciłam się, gdy zza drzew wyszedł wyjątkowo urodziwy, jeśli mogę tak to określić, koń w jasne łaty. Dopiero po chwili przyjrzenia się ze zmrużonymi oczami zauważyłam, że to ogier. Był wyjątkowo smukły. Spojrzał na mnie. Chyba widział mnie wcześniej w stadzie, bo nie był zaskoczony, w przeciwieństwie do mnie. Nagle zestresowałam się, myśląc, że widział moją drugą postać, jednak wyraz jego twarzy na to nie wskazywał. Odetchnęłam z ulgą, ale uświadomiłam sobie, że przez długą chwilę po prostu na niego patrzę bez słowa. Spuściłam głowę, zażenowana.
– Witaj. Laisrean mnie zwą, śmiem twierdzić, że już cię ujrzałem.
Podniosłam głowę, zaskoczona. Nie chciało mi się, co prawda, śmiać - znałam wiele nietypowych koni, choć takiego jeszcze nie. Przez króciutką chwilę przemknęła mi przez głowę myśl, że tak dziwne słownictwo mógł wykorzystywać w artystyczny sposób.
– Miło mi cię poznać. Jestem Mauer, jeden z medyków – uśmiechnęłam się nieśmiało.
– To chyba do ciebie należy, jeśli mnie nie zmyliły moje spostrzeżenia – mówił spokojnym, melodyjnym głosem.
Miał moją sakiewkę.
Odebrałam ją, chyba ze zbyt wdzięcznym wyrazem twarzy. Była dla mnie niesamowicie ważna. Upewniała mnie, że wszystko, czego byłam świadkiem, nie zostało przeze mnie wymyślone w śnie.
– Dziękuję. Już prawie zawału dostałam – zaśmiałam się cicho z własnej nerwowości.

Laisrean?

26 sie 2019

Od Mauer CD Meriel

– Co to za miejsce? – Odwróciłam się w stronę Meriel. Wydawała się być o dziwo zaciekawiona, a może nawet zapatrzona w ciemną ścianę lasu.
– To Las Zguby – nie odrywałam od klaczy wzroku. Bardzo mnie pociągało to miejsce, jednak czułam, że miało to spory związek z łuskami. Zastanawiałam się, co mogłaby tam znaleźć Meriel. – Mamy całkowity zakaz zbliżania się do niego. Podobno nikt wcześniej na tym dobrze nie wyszedł.
– Och – Klacz zamrugała i jakby się ocknęła.
– Mauer? – Druga klacz spojrzała na mnie, przekrzywiając głowę. – Skąd właściwie jesteś?
Obawiałam się takich pytań. Może właściwie nie miałam za wiele do ukrycia, ale samo wspominanie rzadko wychodzi na dobre.
– Z daleka. Prawie cały ostatni rok spędziłam na samotnej wędrówce. Ledwo pamiętam dawne tereny – uśmiechnęłam się do niej. Same uśmiechy. Coś jest ze mną nie tak?
W rzeczywistości krainę pamiętałam bardzo dobrze. Raczej... Wracała w snach. Jednak ciągle się boję, że kiedyś zapomnę, jak wyglądał mój dom.
Nagle mi się coś przypomniało.
– Mearo, zaśpiewasz coś?
Klacz zmieszała się.
– Właściwie to... W sumie, mogę spróbować coś, co znam z dzieciństwa, choć jest tego niewiele.
Wsłuchałam się w delikatny, melodyjny głos Meary. Jej siostra co chwila leciutko przymykała oczy. Wracałyśmy już do stada. Ten śpiew chyba uspokajał Meriel. Zrobiło mi się momentalnie strasznie smutno, gdy tak na nie spoglądałam. Pewnie uważały wspólne ciało za przekleństwo. Zawsze chciałam pomagać, gdy mogłam, ale nie zawsze się dało. Przynajmniej miały siebie nawzajem. Tylko mój brat tak mnie kochał jak one siebie i tylko jemu śpiewałam. Sama nie byłam pewna, co jest gorsze.
– Pozwolicie, że wstąpię na chwilę do Vanitasa, zanieść coś tylko.
Weszłam do jaskini i położyłam kilka nowych ziół w kącie. Ogiera w środku nie było. Sakiewka na mojej szyi pozostawiała mi wrażenie, że wciąż jestem w drodze. Z nią przy ciele czułam się jednak pewniej.
Siostry na zewnątrz skubały trawę. Podeszłam do nich, zauważając parę innych koni.
– Smacznego. Poznałyście już kogoś może?
Uśmiechnęłam się, rozglądając dookoła. Byłam głodna, nawet bardzo, ale i zawsze mogłam znaleźć coś ważniejszego niż jedzenie. Może miałam trochę problemy z odżywianiem, ale jakoś bardzo raczej nie było tego widać.

Meriel/Meara?

15 sie 2019

Od Mauer CD Phantoma

– Miłych snów – usłyszałam od pegaza.
– Wzajemnie.
Byłoby świetnie, gdybym tej nocy miała te dobre sny. Od dawna noc raczej nie przynosiła mi zbyt wiele wypoczynku. Ogier zamknął oczy. Przyjrzałam się znakowi na jego łbie. Byłam ciekawa, jaką moc ćwiczył, choć nie chciałam go o nic wypytywać. Musiała go nieźle wykończyć. Byłam zdania, że jeśli ktoś chciałby się czymś ze mną podzielić - sam to powie. Mogłam usłyszeć równy, spokojny oddech ogiera. Sama też postanowiłam się nieco wyciszyć.
Znów śniło mi się to samo. Niezwykła, niemal bajeczna kraina, znajdująca się za pustkowiem poza Lasem Zguby. Bardzo, bardzo daleko. Często się zastanawiałam, jak przeżyłam taką podróż.
Widziałam wielkie drzewo z fioletowymi liśćmi i świetlikami latającymi między gałęziami. Na skraju lasu, niedaleko głównego miejsca pobytu mojego dawnego stada.
Był też smok. Może nie był w rzeczywistości aż tak wielki, jak zapamiętało go źrebię, ale liczna grupa wojowników i zwykłych koni stających do walki nie dała mu rady. Pamiętam pumę, która na pewno nie była zwykłą pumą. Od dnia masakry często widywałam ją we własnym odbiciu. Pamiętam martwe ciała wszystkich, z wyjątkiem mojego brata. I pamiętam piękne, metaliczne oraz zimne w dotyku łuski pokryte krwią, która do tej pory nie zaschnęła. Sprawdzałam to każdego dnia.
Obudziłam się zlana potem. Widziałam go, widziałam mojego brata. Musiał żyć.
Ale czy mnie szuka..?
Był jeszcze środek nocy. Phantom spał wystarczająco mocno, bym go nie obudziła swoim nagłym zrywem. Naprawdę musiał być zmęczony. Wiedziałam, że już nie zasnę, więc odeszłam znaczny kawałek i znalazłam się w lesie. Światło księżyca, odbijane przez mój róg, wystarczyło, bym widziała, gdzie idę. Znalazłam małą sadzawkę między drzewami. Woda jakby świeciła na jasnoniebiesko, rozjaśniając wszystko dookoła, a nad nią latały małe wróżki. Weszłam do chłodnej cieczy, jej powierzchnia sięgała mi niemal do grzbietu. Było tak pięknie dookoła. Idealne miejsce do ćwiczenia. Duże krople wody uniosły się nad powierzchnię. Wpadła w nie z impetem jedna z wróżek. Zaśmiałam się i oberwałam drobiną cieczy w twarz. Małe istotki zaczęły się bawić tym, co im wyczarowałam. Poczułam jakąś wewnętrzną energię, pierwszy raz w życiu doświadczyłam czegoś takiego. Siłą woli stworzyłam ścianę wody nad swoim ciałem. Pierwsza wróżka stwierdziła, że śmiesznie mnie będzie rozproszyć i cała wodna "konstrukcja" runęła prosto na mnie, bo fruwające istoty oczywiście zdążyły uciec. Usłyszałam ich cichutki śmiech, ja też swojego nie mogłam powstrzymać. Sama nie wiem, kiedy zaczęłam śpiewać, wpatrując się w gwiazdy. W końcu mogłam być sobą. Poczułam, że może znalazłam swój drugi dom, przynajmniej tu w lesie. Strumienie wody samoistnie powędrowały w górę mojego ciała i wchłonęły się w moją grzywę i ogon. Te na chwilę zaświeciły, jak sama ciecz. Usłyszałam ciężkie kroki. Spanikowałam i chwilę później wyskoczyłam z wody jako jasnoszara puma. Zza drzew wyszedł nienaturalnie duży wilk, a zaraz za nim orzeł usiadł na gałęzi. Zerwałam się do biegu, jako kotowate byłam dużo szybsza niż w normalnej postaci. Wskoczyłam na jakieś drzewo i siedziałam tam, dopóki nie upewniłam się, że nikogo nie ma. Nie miałam pojęcia, że zaszłam aż tak daleko, by spotkać wilka. Jeszcze w takim duecie.. Słyszałam jednak, że to drapieżniki się zbliżyły do nas. Postanowiłam za dużo o tym nie myśleć.
Gdy wracałam do reszty stada, robiło się już jasno. Po drodze jeszcze raz spotkałam wróżki i zdążyłam zostać oblana wodą. Nieco mnie to orzeźwiło. Na polanę wróciłam więc cała mokra. Nie widziałam nikogo w pobliżu, więc poskubałam trochę trawy. Usłyszałam za sobą szelest. Odwróciłam się gwałtownie i spojrzałam prosto na pegaza. Nie powiem, zaskoczył mnie, delikatnie mówiąc.
– Och, to tylko ty – odetchnęłam, śmiejąc się cicho z własnej nerwowości.

Phantom?

Od Mauer CD Meary

Stałam chwilę z opuszczonym łbem, przyglądając się dwóm klaczom, połączonym w jednym ciele. Może i byłam młodsza, ale widziałam wiele podczas swojej podróży - lecz nigdy takiego przypadku. Nawet przez głowę mi nie przeszło, by określić je mianem wybryku natury, co pewnie nie raz słyszały. W końcu dlaczego były tutaj same, tak spragnione koni, które mogłyby je zaakceptować?
Klacze wstały. Zwróciłam uwagę na to, że mają wspaniale zsynchronizowane poruszanie się. Moją medyczną stronę duszy to bardzo zaintrygowało. Może to wcale nie był przypadek, że tak przyszły na świat? W głębi duszy niemal zawsze czułam, że nic nie dzieje się bez powodu.
– Jestem Meara, a to moja siostra Meriel – druga z klaczy posłała mi ledwo widoczny uśmiech. Może wizja znalezienia stada na stałe też ją nieco ożywiła? Obie wydawały mi się tak inne, tak różne od siebie. Miałam mocno zakorzenione poczucie zewnętrznego i wewnętrznego piękna, może dlatego klacze wydawały mi się intrygujące.
– Mauer. Miło mi was poznać – mimowolnie się uśmiechnęłam. – W drodze do stada mogę wam pokazać też trochę terenów. Sama dołączyłam niedawno i pewnie części nie będę pamiętać, ale jestem przekonana, że będziecie miały jeszcze niejedną okazję do zwiedzenia ich.
Jeśli będą chciały zostać, bo przecież nic nie jest pewne. Ale, patrząc na niektórych członków stada, zwłaszcza tych nowych - może nie będą czuły się tak bardzo odmienne. No, i na razie ja też byłam jedynym jednorożcem.
– Mauer, czy to stado jest duże?
– W tej chwili chyba ośmioro, po równo klaczy i ogierów. Znaczy, z wami, możemy mieć przewagę – uśmiechnęłam się z dumą. Szłyśmy wzdłuż jeziora, przy którym ledwie kilka dni temu spotkałam Vanitasa. Znałam więc dobrze drogę. Meriel prawie się nie odzywała. Ukradkiem spojrzałam na klacz i z niemałą radością spostrzegłam, że rozgląda się po okolicy. Jej siostra natomiast wydawała się być poruszona, czego pewnie nie była nawet w stanie ukrywać. Chciałam usłyszeć opowieść o ich podróży i wcześniejszym życiu, ale nigdy nie byłam ciekawska i miałam tylko jeden cel - zaprowadzić je do stada, w którym mogłyby poczuć się dobrze.
Stanęłam na skraju polany, na której zauważyłam April i Avianę. Ruszyłam do nich śmiało, po czym odwróciłam się do sióstr. Meara wyglądała, jakby chciała jednocześnie zrezygnować jak i pognać w stronę przywódczyni z radością. Meriel zauważyła to i nagle zrobiła krok, ponaglając siostrę.
Jak podejrzewałam, zostały ciepło przyjęte przez April i Avianę.
– Jeszcze jedno pytanie – April wyjaśniała pokrótce zasady panujące w stadzie, wspomniała o zakazanym Lesie. – Chcecie odrywać jakąś rolę w stadzie? Mauer jest na przykład drugim medykiem. Możecie oczywiście być zwykłymi członkami.
– Jest tu coś takiego jak piosenkarka? – Mearze zaświeciły się oczy. Głos miała ładny nawet jak mówiła. Ja miałam odwagę śpiewać tylko w samotności, słuchały mnie zazwyczaj tylko rośliny i małe zwierzęta w lesie.
– Pewnie! Mamy tutaj kilka artystycznych duszyczek – Aviana wyszczerzyła zęby w uśmiechu. Meriel zdecydowała się zostać zwykłą członkinią.
Gdy już wszystko było jasne, klacze miały wreszcie czas na odpoczynek. Patrząc po nich, przeszły niemało i chyba go bardzo potrzebowały.
– Pewnie jesteście zmęczone. Tutaj możecie się odprężyć. Na wszystko będzie jeszcze czas, na spotkanie innych koni też. Teraz pewnie są pochłonięci swoimi zajęciami, ja też mogłabym do nich już wrócić i dać wam nieco odsapnąć – uśmiechnęłam się miło. Czasem zastanawiałam się, jakim cudem jestem w stanie tak dużo się uśmiechać. Żyję szybko przez bardzo krótkie miesiące.

(Meara/Meriel?)

10 sie 2019

Od Mauer CD Vanitasa (do Phantoma)

Ogier pokazywał mi właśnie jaskinię, w której składował swoje medyczne znaleziska.
– Oczywiście, będę uzupełniać te zapasy – uśmiechnęłam się. Nie chciałam rozstawać się z saszetką, przynajmniej dopóki nie czułam się swobodnie w stadzie. 
Vanitas postanowił pokazać mi tereny, zanim zapadnie zmrok. Nie zadawał pytań odnośnie mojej przeszłości, o sobie też dużo nie mówił. Nie przeszkadzało mi to, bo najłatwiej było mi poznawać innych tak powoli. Żeby wszystko wyszło samo z siebie.
– Vanitasie, dlaczego tu skręciliśmy?
W oddali widziałam ciemną ścianę lasu. Nic mi o nim wcześniej nie powiedział.
– Ach, zapomniałbym. To jest Las Zguby. Z tego, co mi wiadomo, bardzo niebezpieczny. Wszyscy członkowie stada, bez wyjątku, mają zakaz przekraczania jego granicy.
Więc nikt nie wie, jakie skarby może w sobie chować, pomyślałam. Nie żebym miała łamać prawo, które kształtowali ważni członkowie stada.. Nie teraz, gdy sama właśnie zostałam jego częścią. Towarzysz chyba zauważył moje zaintrygowanie i lekko się uśmiechnął.
– Chyba myślę to samo. Nie chcemy jednak sprowadzać na siebie kłopotów, Mauer – powiedział to jakby chcąc ostrzec, a jakby odrobinę karcąco na zapas.
– W porządku – zaśmiałam się. Poczułam, jakby zawartość mojej saszetki poruszyła się delikatnie, choć to było zupełnie niemożliwe, zważywszy na fakt, że nie było w niej nic żywego. Czy może Las miał tego więcej?
Spojrzałam na mojego przewodnika. Jego wzrok wędrował między różnymi kępkami roślin.
– Rany, Złotokrzew! – Poderwałam się i podbiegłam do rośliny, która wbrew swojej nazwie, nie miała na zewnątrz nic złotego. Skarb krył się w jej łodydze. W rodzinnym stadzie, używałam tego do alchemicznych doświadczeń. Nie widziałam tej rośliny od roku, była wymagająca co do warunków życia, a co za tym idzie - rzadka.
– Wybacz, czasem zachowuję się jak egzaltowane dziecko – uśmiechnęłam się przepraszająco. Ogier zaśmiał się cicho, podchodząc. – Nie wiem, czy w czystej medycynie ma to zastosowanie, ale pozwolisz, że wezmę trochę?
– Jasne. Myślę, że może znajdę nawet sposób, w jaki mogę to wykorzystać.
Wciąż się uczyłam, lubiłam poszerzać swoją wiedzę i chyba miałam na tym punkcie małego bzika. Vanitas, o dziwo, chętnie zaczął wywód o roślinach, które tu do tej pory znalazł i ich możliwościach. Tyle czasu raczej małomówny, w sposób, w którym nie czułam presji podtrzymywania rozmowy, teraz, absolutnie nie przynudzając, wypełniał ciszę otoczenia. Zrozumiałam, że medycyna jest chyba dla niego bardzo ważna i w zasadzie musiała być też jakby jego pasją.
Tereny należące już do stada były naprawdę piękne. Nadszedł czas do powrotu, zaczynało się ściemniać.
Rany, chyba się zmęczyłam robieniem niczego.
Często mówiłam sama do siebie albo po prostu śpiewałam w samotności.
Życzyłam Vanitasowi dobrej nocy i ogier zniknął mi z oczu. Na polanie, z przywódczynią stada stała jakaś klacz, domyśliłam się, że musiała to być zastępczyni. Zauważyła mnie i radośnie przywitała.
– Jestem Aviana, miło cię poznać – uśmiechnęła się.
– Mauer. Ciebie również. – Było już prawie ciemno, więc nie przyjrzałam jej się dobrze.
– Słyszałam, że Vanitas pokazał ci okolicę. Domyślam się więc, że jesteś zmęczona i nie chcę cię zatrzymywać. Odpocznij, zdążysz jeszcze wszystkich poznać.
– Wierzę – zaśmiałam się lekko. Czasem sama nie byłam pewna, dlaczego tak dużo się śmieję.
Pożegnałam klacz i udałam się w zakątek polany. Gdzieś majaczyły mi cienie innych koni. Często się stresowałam i tym razem nie było wyjątku. Położyłam się. Poświeciłam sobie rogiem, wybrałam źdźbło trawy i spróbowałam wyciągnąć z niego całą wodę. Do tej pory nigdy mi się to nie udało, jednak roślinka nagle się skurczyła i obumarła, a drobinki wody znieruchomiały na moim kopycie. Poczułam ogromne wyrzuty sumienia. Gwałtownie cofnęłam wodę, ale źdźbło było już całkiem martwe. Zrobiło mi się strasznie przykro i obiecałam sobie, że nie będę już tego robić dla samych ćwiczeń.
O, świetnie, więc nie tylko wysadzasz w powietrze, ale i uśmiercasz ogranizmy żywe. Może dlatego tak chcesz być prawdziwym medykiem. Westchnęłam.
– Och, widzę, że tu już zajęte.
Odwróciłam się, zaskoczona i zobaczyłam cień pegaza. Kurczę, więc to było jego miejsce?
– Nie, ja mogę sobie pójść dalej, wybacz – podniosłam się. Postanowiłam się przedstawić, może okazja na rozmowę pojawiłaby się następnego dnia. Wszyscy mieli prawo być zmęczeni. Liczyłam, że nie zirytuję go przy pierwszym spotkaniu. – Mam na imię Mauer, jestem tu nowa i nie miałam okazji poznać wszystkich.

Phantom?

4 sie 2019

Od Mauer (do Vanitasa)

Biegłam przez las, a właściwie na jego obrzeżach. Uciekałam w popłochu już któryś raz. Czułam na grzbiecie nieświeże, choć wciąż palące zadrapanie od bicza, ale liczyłam, że zagoi się wkrótce samo.
Gałęzie drzew co chwila smagały moje ciało, lecz nie raniły go. Jakby same wiedziały, że tego mi już nie potrzeba. Zatrzymałam się przy wielkim jeziorze na skraju lasku. Chciałam chwilę odpocząć i zaspokoić pragnienie. Wsłuchałam się w otaczające mnie zewsząd znaki życia, próbując nieco się uspokoić. Rozejrzałam się po okolicy w zasięgu mojego wzroku. Było naprawdę pięknie. Zachodzące słońce, kwiaty, które mogłam nazwać po samym zapachu, owady i bliżej nieokreślone małe stworzenia, które były za daleko, bym mogła im się bardziej przyjrzeć. 
Upewniłam się, że mała saszetka, którą znalazłam dawno przy jakiejś drodze nie otworzyła się. Zawartość na całe szczęście była w środku. Sporo czasu spędzałam na odkryciu jej zastosowania, a wiedziałam, że jakieś muszę znaleźć. Moje ciało reagowało na nią, dodając mi siły i energii, mimo jej pochodzenia. 
Zirytowałam się na ranę po biczu. Zasklepiła się, gdy "pogrzebałam" przy niej, właściwie jej nie dotykając. Widziałam, że prawdopodobnie zostanie ledwo widoczna blizna. Bawiłam się przez chwilę wodą, tworząc maleńki wir, gdy kątem oka zauważyłam postać, chodzącą spokojnie w pewnej odległości ode mnie. Nie mogłam uwierzyć w to, że widzę konia. Całego, zdrowego, zamyślonego i wypatrującego czegoś wśród roślin. Nie zauważył mnie, ale czułam ogromną potrzebę choćby zamienienia kilku słów. Zanim się zorientowałam, otworzyłam usta.
– Nie wiedziałam, że ktoś tu jeszcze może przebywać – zagaiłam ostrożnie. 
Ogier o jasnej, miejscami jakby błyszczącej sierści (choć to mogło być wrażenie ostatnich promieni słońca, jakie na niego padały), wzdrygnął się i spojrzał na mnie, wyraźnie nie wiedząc, jak ma się zachować. 
– Kim jesteś? – był równie ostrożny co ja. 
– Przechodniem – przełknęłam ślinę głośno. Jak miałam się przedstawić, uciekinier? Survivor? Może podasz mu swoje imię, pomyślałam. – Jestem Mauer. Pochodzę z daleka. Nawet nie podejrzewałam, że mogę tu kogoś spotkać – patrzyłam na niego wyczekująco. 
– Tak się składa, że żyje na tym terenie dosyć świeżo założone stado. Jego przywódczyni pewnie ucieszyłaby się na nowego członka – jego wzrok złagodniał, choć pozostawał czujny. Było to dla mnie zrozumiałe, pewnie zachowywałam się podejrzanie. 
– Nie wiem, czy chcę tu zostać. Szukam kogoś – odwróciłam wzrok od ogiera na ułamek sekundy. Właściwie nie byłam pewna, czy szukam, choć byłoby miło, gdybym znalazła. – Ale chętnie spotkam jeszcze jakieś inne konie. Dawno żadnego nie widziałam i chyba mi tego brakuje – uśmiechnęłam się nieśmiało. 
– Zaprowadzę cię, powinny być niedaleko. Mam na imię Vanitas – ogier uśmiechnął się lekko. Nie liczyłam na zaufanie od razu, ale nie chciałam, by widział we mnie ewentualne zagrożenie. Tak członkowie stada, do którego należał.
– Często się sam tak przechadzasz? Wyglądałeś, jakbyś czegoś szukał. 
– Zajmuję miejsce medyka i miałem nadzieję, że może znajdę coś ciekawego. 
Może nie miał mi za złe, że przerwałam jego zajęcie. 
– Co to? – pytającym wzrokiem spojrzał na saszetkę, którą zawiesiłam na szyi wiele dni wcześniej. 
– Takie tam, znaleziska. Tutaj pewnie ich pełno, ale do tych się chyba przywiązałam – zażartowałam. Byłam dobra w ukrywaniu części prawdy, ale czułam, że może za jakiś czas wcale nie będę musiała tego robić. – Mam małego bzika na punkcie alchemii i zielarstwa, to może będę mogła ci czasem pomagać, jeśli będziesz chciał? – Jakbym przypieczętowała swoją chęć zostania. 
– Więc jednak znudziła ci się samotna wędrówka? – spojrzał na mnie, rozbawiony. Szłam za nim po tej ślicznej łące, trochę z niepokojem, a trochę z podekscytowaniem na myśl, że idę do czyjegoś stada. Podświadomie czułam, że ogier ma szczere intencje, więc podążałam za nim z każdym krokiem nieco pewniej. 
Dalej Vanitas?

Mauer wraca!

Autorka Mauer skontaktowała się z jedną z administratorek i wysłała swoje pierwsze opowiadanie, więc z wielką radością ogłaszam, że powraca ona do naszego stada!

~Mauer~
pełne imię Mauerienne (jedynie zagubiony brat tak się do niej zwracał)
Veradaine
31.12 | 2 lata | Klacz | Zastępca medyka | Jednorożec | misia555w

29 lip 2019

Wygnanie

Niestety żegnamy się dzisiaj z Mauer, która zostaje wygnana. Autorka klaczy nie napisała pierwszego opowiadania przez długi okres czasu mimo upomnienia od administratorek. Oczywiście jeżeli Mauer zdecyduje się do nas wrócić, z chęcią przyjmiemy ją, jeżeli napisze pierwsze opowiadanie i będzie aktywna.

~Mauer~
pełne imię Mauerienne (jedynie zagubiony brat tak się do niej zwracał)
Veradaine
31.12 | 2 lata | Klacz | Zastępca medyka | Jednorożec | misia555w

19 lip 2019

Zastępca medyka, Mauer!

Powitajmy nową członkinię naszego stada, Mauer!

~Mauer~
pełne imię Mauerienne (jedynie zagubiony brat tak się do niej zwracał)
Veradaine
31.12 | 2 lata | Klacz | Zastępca medyka | Jednorożec | misia555w