Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aviana. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aviana. Pokaż wszystkie posty

21 mar 2020

Od Aviany Do April

Dni, tygodnie i miesiące mijały w stadzie które odważnie kierowała April. Wszystko układało się całkiem... dobrze. Od incydentu z Lasem Zguby i moim okropnym zachowaniem nie było większych problemów. Obserwowałam w cieniu inne konie, ich relacje które się polepszały lub pogarszały z czasem, wzloty i upadki, kłótnie czy rozczulające zachowania wobec siebie. Uwadze też nie umknęła mi sytuacja między Vanitasem, a April. Przyznać musiałam, że cieszyłam się na ich widok szczególnie. Vanitas był idealnym kandydatem dla mojej kuzynki i czułam, że mogę mu zaufać. Po tym wszystkim co zrobił dla mnie, April i całego stada, nie było tak naprawdę innej opcji. 
Obserwując też innych widziałam jak używają stale swoich mocy, tych bardziej drobiazgowych jak rozświetlanie drogi blaskiem z oczu, czy po same zdolności mogące podpalić wszystko w zasięgu wzroku. Każdy był z nimi oswojony i... wolny... Wszyscy wydawali się tacy wolni, nikt nie rozkazywał im względem ich umiejętności, każdy sam w swoim sumieniu wiedział najlepiej do czego może się najdalej posunąć. Czułam jak zazdrość oplatuje całe moje ciało kiedy wiedziałam, że ja musiałam być kontrolowana dla własnego dobra. To z czym się urodziłam było teraz mi zabrane. To nie tak, że winiłam za to kogokolwiek oprócz samej siebie. Po prostu byłam zazdrosna i z każdym nużącym dniem pragnęłam odzyskać to co moje, nawet jeżeli wszystko miałoby zacząć się od nowa w co szczerze wątpiłam. Czułam się bardziej odpowiedzialna i zdrowa na umyśle żeby móc samej kontrolować moje moce. Nie mogli mi ich przecież odebrać na dobre.

Po wielu minutach kiedy słońce zaczynało coraz bardziej grzać, April otworzyła delikatnie powieki, rozglądając się w lekkim zdezorientowaniu. 
- Znowu przysnęłam...? - wymruczała ledwie przytomna, co wywołało u mnie cichy śmiech.
- Dobrze, że trochę pospałaś. Ostatnio masz sporo na głowie, dodatkowo sprawy sercowe... Dobrze widzieć cię taką odprężoną, taką spokojną. - powiedziałam z promiennym uśmiechem, co klacz zaraz odwzajemniła. - Skoro już się obudziłaś, przykro mi zakłócać ten spokój, ale muszę cię o coś ważnego zapytać.
Poczułam jak April lekko spięła się na te słowa, kiedy ja odwróciłam łeb w stronę drzew. Czułam, że łatwiej będzie mi to powiedzieć nie patrząc jej w oczy, wolałam skupić się na czymś innym, ale najdroższy boże, to niewiele pomogło... Planowałam zapytać się ją o to już dawno temu, analizowałam jak może zareagować i jak najlepiej będzie to wszystko rozegrać. Plan miałam ułożony już od jakiegoś czasu, ale naprawdę ciężko stałam z realizacją jego. Jednak teraz był ten moment i nic mnie już nie da rady powstrzymać, teraz albo nigdy, Avi.
- Coś się stało? Coś z twoim głosem? Stado? Źle się czujesz? - rozpoczęła swoją wyliczankę April, teraz już zupełnie pobudzona i gotowa do działania.
- Nie, spokojnie, wszystko jest w porządku... - zaczęłam odchrząkując - No więc, wiesz, że ostatnio całkiem dobrze sobie radzę, w końcu sama to przyznałaś nie raz i widzę to w twoich oczach. Ja też sama czuję się naprawdę dobrze, jest naprawdę... Jest lepiej niż było i to wszystko dzięki tobie i twojej opiece i... - westchnęłam ciężko przerywając nagle. Czułam na sobie wzrok April który zapewne domagał się natychmiastowej odpowiedzi, gotów wypalić we mnie dziurę jeżeli zaraz czegoś nie powiem. - Chcę odzyskać swoje moce. Chcę znowu móc przejmować kontrolę nad innymi istotami. Proszę, zaufaj mi. Jestem gotowa i jestem tego pewna. 
Spojrzałam się jej prosto w oczy, gotowa na jej sprzeciw, ale jednak chciałam spróbować, chciałam uwierzyć, że jednak się zgodzi. Każda sekunda jej milczenia trwała w wieczność kiedy tylko wpatrywała się we mnie pustym wzrokiem. Błagam, April, odezwij się...

< April >

28 sty 2020

Od Aviany Do Laisreana

Chłodny zimowy powiew muskał moją skórę, kiedy powolnym i dość niezgrabnym krokiem zmierzałam przed siebie bez podjętej decyzji dokąd tak właściwie zamierzam się udać. Myślałam nad Jeziorem Gai, tudzież o Lazurowej Polance, jednak fakt, że mogłabym tam spotkać sporą ilość członków stada skutecznie mnie od tych miejsc odwodziła co spowodowało, że w dalszym ciągu po prostu szłam przed siebie w przyjemnej ciszy. 
Po pewnym czasie, minutach, może nawet i godzinach znalazłam się wyjątkowo blisko Tysiącletniego Drzewa, stare drzewo które świadkiem musiało być niesamowitych wydarzeń. Na obecną chwilę nie widziałam lepszej lokalizacji w której mogłabym się zatrzymać, toteż podeszłam jeszcze bliżej, a upewniwszy się, że wokół żywej duszy brak zajęłam dogodne sobie miejsce w cieniu okazałych gałęzi. Wiatr choć wciąż nieco chłodnawy, w obecnych warunkach stał się raczej bardziej przyjemnym doświadczeniem niżeli utrapieniem. Wsłuchałam się w szum wody która spokojnie spływała i przymknęłam oczy wyobrażając sobie rodzinę którą porzuciłam kawał drogi stąd. W głowie odtwarzałam stale dobre wspomnienia, starając się nie wyobrażać sobie w swojej chorej wyobraźni tego co mogłoby by się stać gdybym tam jeszcze powróciła w takim stanie. Odrzucenie? To dość delikatne słowo. Hańba dla całej rodziny i wygnanie w okrutny sposób. Wzroki pełne pogardy które obwiniałyby cię o każdy najmniejszy błąd, wiedząc o tobie wszystko, a zarazem nic. Do diabła, Aviana, nawet w takich warunkach nie potrafisz się zrelaksować.

- ...iskry w oczach twe, com rozgrzewają serce me, miła o ma... Miła ma, tyś.. hm... - dobiegło w ten do moich uszu, jeżeli nie mylę się zaledwie kilka kroków dalej. Drzewo duże jest, owszem, ale byłam przekonana, że jestem tu sama. 
W końcu wychyliłam się bardziej by dostrzec jegomościa i zauważyłam drobnego konia, którego smukła sylwetka i delikatna uroda zupełnie przeczyła usłyszanego przeze mnie wcześniej głosu. Głos choć niewątpliwie był męski, sam koń raczej przypominał dorodną klaczkę.
Wychyliłam się jeszcze bardziej i lekko otworzyłam paszczę by się przywitać, jednak zaraz oświeciło mnie i jedynie ugryzłam się w język, spuszczając nieco łeb. Nie kojarzyłam go nawet, czy był członkiem stada czy po prostu wędrowcem? Gdyby był obcy z chęcią bym przedstawiła go April, jednak wątpię czy by zechciał pójść za kimś, kto nawet nie uraczy go ciepłą rozmową.
Choć sam ogier jak mniemam, bo głosu postanowiłam jednak jego zaufać, zadziwił mnie nie tylko swą urodą, ale i swą mową. Był artystą, to na pewno, a sposób w jaki się wypowiadał był co najmniej intrygujący. Tak bardzo chciałam wymienić z nim choć parę słów więc zbliżyłam się ostatecznie nieco bardziej by zauważył mą obecność i delikatnie, wręcz niezauważalnie skinęłam głową w jego stronę, co najwidoczniej wystraszyło go, przez co delikatnie się wzdrygnął i przyjął pozycję gotową do ewentualnej ucieczki. Spojrzałam na niego smutno, starając się gestami wskazać, że złych zamiarów z pewnością nie mam.

< Laisrean? >

28 wrz 2019

Od Aviany CD April

Spojrzałam na medyka wchodzącego do jaskini, odwracając zaraz wzrok. Nie miałam najmniejszej ochoty chociażby patrzeć na któregokolwiek z nich. Do mych uszu dotarło tylko głośne westchnięcie, kiedy dwójka koni zaczęła po cichu rozmawiać na temat tego co teraz ze mną zrobić. Byłam dla nich ciężarem, problemem który trzeba było jak najszybciej rozwiązać. Myśleli, że nie wiedziałam? Widziałam to po ich zachowaniu, ich spojrzeniach, czułam tą niechęć do swojej osoby, ale mimo wszystko nie potrafiłam się tym bardziej przejąć. Bolało mnie to, co zrobili mi zabierając mi moje moce. Odzyskam je chociaż jeszcze? Do cholery, to musiał być jakiś żart.
Nie prosiłam nikogo o pomoc, nie chciałam tutaj wracać, ale jak zwykle musiało być tak jak oni tego chcą. Moje zdanie przestało się liczyć już dawno temu. Nawet teraz leżąc tuż obok nich, mogłam jedynie słuchać i przygotowywać psychicznie na wszystko co mnie czeka. Nie mogłam w końcu na to wszystko powiedzieć "Nie".



Kilka miesięcy później...

Spoglądając na błękitną wodę wspominałam dzieciństwo które w większości składało się z różnych przygód wraz z April. To wręcz niesamowite jak wiele przeszłyśmy razem, a jak bardzo oddaliłyśmy się od siebie przez pewne sytuacje...
April zaczęła coraz więcej czasu spędzać z Vanitasem, a ja wyraźnie widziałam, że mają się ku sobie, nawet jeśli mieliby zaraz się wszystkiego wyprzeć. Cała ta sytuacja była mi na rękę, dzięki temu klacz nie chodziła za mną jak cień martwiąc się co krok, a mogła po prostu zacząć żyć, tworząc nowe wesołe wspomnienia z ogierem który wpadł jej w oko. Życzyłam im szczęścia i nawet trochę zazdrościłam. April nigdy nie miała problemu żeby złapać z kimś dobry kontakt czy rozkochać kogoś w sobie, moją osobą nikt nigdy nie wykazywał większego zainteresowania, unikając mnie zazwyczaj będąc zmęczonym moim nazbyt dziecinnym i wesołym charakterem. Nawet gdy przestałam cieszyć się jak głupia co kilka sekund, wciąż nikt nie chce chociaż spróbować ze mną wytrzymać. Nikomu nie chce się zawalczyć, bo nigdy nie masz gwarancji jaki będzie finał. Może okazać się wyśniony w najpiękniejszych snach, a może być po prostu jeszcze większym utrapieniem którego ciężko będzie się pozbyć. To w sumie zrozumiałe, ja sama unikałabym siebie gdybym tylko miała takie możliwości.

Po niebie przefrunęło kilka ptaków, a ja pustym spojrzeniem towarzyszyłam im. Wciąż pragnęłam wzlecieć w niebo, ale darowałam sobie próby które i tak za każdym razem kończyły się porażką. Nie władała już mną obsesja którą skutecznie zwalczała droga mi kuzynka każdego dnia, starając się obudzić we mnie dawne zachowanie. Może nie skończyło się to tak jakby to sobie wymarzyła, jednak wiedziałam, że była ze mnie dumna i cieszyła się z tych drobnych postępów.
Obiecałyśmy sobie również nie wracać wspomnieniami do tamtych wydarzeń jeżeli nie ma naprawdę takiej potrzeby. Nie poruszałyśmy też tematu moich mocy, nawet ja miałam tą świadomość, że przywrócenie mi ich na obecną chwilę sprawiłoby tylko, że całe starania poszłyby na marne, a stado w którym przebywam już nigdy więcej nie ujrzałoby mnie.

Delikatny podmuch wiatru musnął moją skórę, a ja cichutko westchnęłam do siebie samej. Chciałam cofnąć czas, chciałam cofnąć się do chwili w której miał nas zaatakować wilk. To od niego wszystko się zaczęło i to on zrujnował życie mi, a zaraz potem ja zrobiłam to samo z życiem April.
Ale jest już dobrze, prawda? Lubiłam to sobie wmawiać, nawet jeśli nie wierzyłam w to całym sercem. Jest lepiej niż przedtem i tym razem nie zawalę tego.

- Dzień dobry, Avi. - dotarło nagle do moich uszu, kiedy zorientowałam się, że powolnym krokiem zmierza do mnie zbyt dobrze mi już znana klacz. Mogłam wyczuć jej uśmiech nawet na nią nie patrząc, towarzyszył jej dobry humor, byłam tego pewna.
- Dobry, April. - wymamrotałam nie odwracając wzroku od wody. - Vanitas?
- Słucham?
- Czy za twoim dobrym humorem stoi Vanitas? Obstawiam, że tak. - szepnęłam kładąc łeb na ziemię. Klacz położyła się tuż obok mnie i przez chwilę w ciszy obserwowałyśmy spokojną i czystą wodę przed nami. Nie czułam się niezręcznie, bliżej było mi do obojętności. To ona stała się moim nieodłącznym elementem każdego poranka, południa czy wieczora. Nie miałam siły jak i ochoty ekscytować się czymkolwiek, a tym bardziej udawać, że wszystko mnie cieszy.
- Czy kiedyś ktoś w końcu usłyszy mój głos? Czy kiedyś ktoś w końcu da mi szansę? - wystrzeliłam nagle, dziwiąc nie tylko samą April, ale też i siebie. Próbowała coś powiedzieć, jednak ja skutecznie przerwałam jej kontynuując. - Jest już za późno. Tak, wiem. Ale chciałabym wierzyć, że jednak jeszcze czeka mnie coś dobrego w tym życiu. Chciałabym wierzyć w lepsze jutro, ale jakoś nie przekonują mnie te wizje. To cięższe niż się może wydawać.
Klacz nie odezwała się już i nawet nie próbowała. Ponownie cisza otoczyła nas, a ja spojrzałam na nią kątem oka. Myślała nad czymś intensywnie, to było widać gołym okiem. Nie chciałam jej przerywać ani jej przeszkadzać, dlatego zaraz odwróciłam wzrok, wracając do poprzedniej czynności. Czekałam aż coś zrobi, odezwie się, a otoczenie wprawiało mnie coraz bardziej w senny nastrój. Ziewnęłam przeciągle, przymykając oczy. Czułam delikatnie iskrzącą radość na dnie serca, radość, że chociaż April nie poddawała się względem mnie i była przy mnie nawet wtedy kiedy wydawało mi się, że tego nie potrzebuję, chociaż było zupełnie na odwrót. Zawdzięczałam jej więcej niż mogłaby sobie wyobrazić i więcej niż kiedykolwiek byłabym wstanie się jej przyznać.

< April? >

8 wrz 2019

Od Aviany CD April

Krok za krokiem, krok za krokiem. Zero ptaków na horyzoncie.
Ćwir, ćwir mali przyjaciele.
Zaśmiałam się, zwracając na siebie uwagę April, nie odezwała się.
Kto by się odezwał?
Tym razem zaśmiałam się głośniej. Ćwir, ćwir.
Krok za krokiem, krok za krokiem. Muszę pozbyć się ciężaru, więc gdzie są moi wybawiciele?
Ćwir! Ćwir, ptaszki.
Do jasnej! Gdzie jesteście!?
Uderzyłam kopytami w ziemię zatrzymując się nagle. No już!
Pokręciłam łbem i opuściłam go w stronę klaczy tuż obok, kierując w jej ślepia własne martwe spojrzenie. Szeroki uśmiech wkradł mi się na pysk, a ta lekko cofnęła się jakbym miała zaraz ją pożreć.
Kiedy wzrok znowu wbiłam w niebo, moje oczy aż zaświeciły z podekscytowania na widok słodkiej ptaszyny. Po żyłach przeszedł szybki prąd kiedy spojrzałam z góry na upadające z wielkim hukiem ciało konia.
Nie było moje, ja byłam tu gdzie być powinnam.
- Aviana! Zatrzymaj się! - krzyknęła zaraz April która zaczęła mnie gonić. A raczej tylko próbowała kiedy oddalałam się z każdą chwilą coraz dalej i dalej.
Machając skrzydłami czułam się wolna i pełna życia. Nie wrócę tam. Nie wrócę choćbym zaraz miała umrzeć.
Ze łzami w oczach wzbijałam się w niebo i tańczyłam z chmurami. Nic na ziemi nie było w stanie mi nigdy zastąpić tego uczucia. Nie potrzebowałam już nic więcej.
W harmonijnym tańcu nie spostrzegłam się nawet kiedy pochwycił mnie w swoje ciężkie kopyta wielki koń o skrzydłach potężniejszych niż było mi dane zobaczyć u kogokolwiek kiedykolwiek. Zapragnęłam ich, nie przeszkadzało mi już nawet to, że właśnie wracaliśmy na ziemię, podczas kiedy on ściskał mnie w kopytach. Spojrzałam w jego oczy i starałam się utworzyć połączenie. Prąd w żyłach delikatnie mnie połaskotał, ale koń wyjątkowo dobrze się opierał moim umiejętnością. Skupiłam na nim całą uwagę i kiedy zawładnęłam w końcu jego ciałem, zdążyłam wypuścić ciało ptaka które bezwładnie spadało w dół. Chwilę utrzymałam się w powietrzu, jednak nie na długo kiedy koń znowu wywalczył sobie władzę nad własnym ciałem, a ja powróciłam do bycia karą klaczą która leżała wśród zielonej trawy. Gwałtownie podniosłam się i złapałam głęboki oddech, ciężko zaraz oddychając. Czułam się jakbym była po ciężkiej wojnie, a spojrzawszy w niebo widziałam jak ogier, który okazał się członkiem stada, mając już całkowitą kontrolę szybko zlatywał do nas.
Wzrokiem powędrowałam nieco niżej, gdzie spostrzegłam ciało ptaka. Wyczerpana próbowałam do niego podejść, kiedy rozproszył mnie donośny krzyk "Oczy! Zakryj jej oczy!". Zdezorientowana, chcąc zaraz wrócić do kontaktu wzrokowego z ptaszyną spotkałam się tylko z ciemnością. Zakryto mi czymś oczy, starałam się mimo braku sił zerwać cokolwiek było za to odpowiedzialne, ale nawet nie byłam w stanie. Przestałam się szarpać i pozwoliłam powalić się na ziemię. "Leć po Vanitasa i Mauer! Przypilnuję ją!" a zaraz za nim odgłos oddalających się wciąż kopyt zderzających się o twardą ziemię.
Uśmiechnęłam się i prawie zaczęłam się śmiać kiedy nieoczekiwanie zaczęłam kaszleć i dusić się. Ciężar który mnie przygniatał lekko zmalał, jednak nie byłam w stanie mimo wszystko wstać o własnych nogach. Zapewne nawet gdyby nikogo już tu nie było to wciąż miałabym z tym problem.
Nie wiedziałam ile czasu minęło. Czas ciągnął się, a zarazem leciał szybko.
Stukot wielu kopyt dotarł do moich uszu, kiedy jak na zawołanie wszyscy stanęli przy mnie i trzymającym mnie koniu, a do mojego pyska wsadzono coś dziwnego. Dziwnie kwaskowate i nieszczególnie dobre w smaku. Chciałam to wypluć, jednak skutecznie mnie powstrzymano. Momentalnie poczułam wyjątkowe zmęczenie które sprawiło, że usnęłam szybciej, niż mogłabym się tego spodziewać.


Powoli poczęłam otwierać powieki, wciąż odczuwając w całym ciele spore zmęczenie i osłabienie, które skutecznie trzymało mnie blisko ziemi. W głowie lekko wirowało, więc nawet nie trudziłam się z podnoszeniem jej. Po szybkim rozejrzeniu się wokół zdałam sobie sprawę, że znajdujemy się w jakiejś jaskini. Tuż obok leżała śpiąca April. Znowu ona.
Gdzie nie byłam ja, była też ona. Zawsze robiąc wszystko by pokrzyżować mi plany, zniszczyć marzenia i odebrać wolność.
Westchnęłam ciężko i pustym wzrokiem wypatrywałam żywej duszy przez małe wyjście z jaskini. Cisza stawała się coraz bardziej przygnębiająca, kiedy jedynymi ruszającymi się obiektami była trawa huśtana na boki przez niesforny wiatr.
- Aviana. - wyszeptała klacz, przyciągając tym samym moją uwagę. - Jak się czujesz?
Otworzyłam pysk by coś odpowiedzieć, jednak finalnie wstrzymałam się. Jak się czułam? Źle. Wszystko mnie bolało, a ty po raz kolejny odebrałaś mi wolność. Jak mam się czuć? Milczałam, poprawiając tylko w ten sposób już i tak ogromnie niezręczną ciszę.
I jak zbawienie do jaskini wleciały dwa ptaszki. Spojrzały się po nas, a ja dziko zaczęłam się im przypatrywać.
No dalej, co jest do cholery.
Przejmij kontrolę! Przejmij ją, bezużyteczna kupo mięsa.
Ale nic się nie działo. Nic, a nic. Ptaki jeszcze chwilę poskakały po czym odleciały, a w moich oczach zebrały się łzy.
Co wyście mi zrobili...?
Co wyście zrobili z moją wolnością...?

< April? >

27 sie 2019

Od Aviany CD April

Siedząc w kącie jaskini obserwowałam bacznie każdy ruch Vanitasa podczas kiedy sporządzał antidotum które miało mnie przywrócić do ciała w którym się urodziłam. "Czasami skutki uboczne są obecne" to zdanie chodziło mi po głowie i odbijało się od wszystkich możliwych stron nie chcąc zupełnie mnie opuścić. Skutki uboczne się zdarzają, ale tylko zdarzają, prawda? Nie wiadomo czy na mnie trafi pech i czy stanie mi się jakaś krzywda. W całej sytuacji jednak najbardziej martwiłam się o April, która aby ratować mnie zaryzykowała więcej niż pewnie jej się wydawało. Zapewne nawet nie do końca myślała co robi, nie przemyślała całej sytuacji dwa razy i dopiero po czasie dotrze do niej co tak naprawdę zrobiła. Bałam się i nie miałam zamiaru udawać, że jest inaczej.
Z samego rana kiedy tylko przywitały nas serdecznie ciepłe promienie słońca, wszyscy po kolei poczęli otwierać oczy i z lekkim zmęczeniem, ale też z wykrywalną radością odezwał się zaraz Vanitas który obwieścił krótko "Antidotum jest gotowe". Strach mieszał się z radością kiedy zbliżyłam się aby zażyć zaraz swoją porcję, a w brzuchu skręcało mnie ze stresu.
W podskokach zbliżyłam się do mojego zbawienia i spojrzałam ukradkiem na Vanitasa który wydawał się mieć coś powiedzieć, jednak w rezultacie nie odezwał się słowem więc nachylając się zaczęłam pić z małego garnczka tak zachłannie jak nigdy jeszcze dotąd nie przyszło mi pić czegokolwiek. Nie czułam tak naprawdę nic, ot co zwykła woda i tyle. Żadnych zmian czy poczucia większej władzy. Nawet nie czułam się orzeźwiona czy chociażby napojona, bo wciąż chciało mi się pić. Napój po prostu został przeze mnie wypity niczym powietrze które możemy udawać, że je jemy czy pijemy, ale wciąż pozostanie ono dla nas tylko zwykłym powietrzem które nie przyniesie żadnego ukojenia. 
"To na pewno działa?" zapytałam ćwierkając, co zaraz przetłumaczył reszcie Laisrean. April nabrała zmartwionego wyrazu twarzy, a Vanitas zamyślił się na chwilę. Nie wiedziałam do końca co mam robić więc tylko w ciszy czekałam, czując się z każdą chwilą coraz bardziej niezręcznie.
- Spróbuj wrócić do swojego ciała tak jak zawsze. Jeżeli się nie uda, wtedy będziemy mieli powód do zmartwień. - przytaknęłam na słowa ogiera który sporządził dla mnie antidotum i podreptałam szybko do swojego ciała które tak jak leżało wcześniej, leżało i teraz.
Nachyliłam się na sobą, a w moich żyłach przeszło znane mi tak dobrze uczucie prądu, które przyjemnie rozbudzało mnie i dziwnie relaksowało. Zamknęłam oczy i kiedy je otworzyłam zauważyłam od razu leżącego przede mną ptaszka w którego ciele przyszło mi spędzić ostatnie kilka długich godzin. Leżał najwidoczniej nieprzytomny, może już nawet martwy, jednak w duchu modliłam się aby druga opcja pozostała jedynie przypuszczeniem i niczym więcej. Nie chciałam być powodem dla którego niczego nieświadoma i bezbronna istotka która w życiu mi niczym nie zawiniła umarła tak po prostu przeze mnie. Po krótkiej chwili przypatrywania się jej dostrzegłam jak jej brzuszek delikatnie unosi się i upada, co oznaczało, że nic jej tak naprawdę nie jest. W moich oczach zaczęły zbierać się momentalnie łzy kiedy szczęśliwie mogłam znaleźć się ponownie w swoim ciele.
- April, ty również miałaś styczność z tą rośliną. Napij się proszę prędko. - nakazał Vanitas, a ucieszona na mój widok klacz zrobiła to bez przykładania do tego większej uwagi. Wypiła błyskawicznie napój i podbiegła do mnie rzucając się wprost na mnie.
- Udało się! - krzyknęłam już praktycznie płacząc jak małe dziecko. - Naprawdę się udało April!
- Tak się cieszę Avi, tak dobrze jest znowu słyszeć twój głos.
Na te słowa Vanitas cały się napiął i lekko zmrużył oczy przypatrując się nam. Nie mówił nic, ale po jego twarzy można było zauważyć, że coś było nie tak. W całej sytuacji ciężko jednak było mi na to skupić większą uwagę. Cieszyłam się, że wszystko wróciło do normy. 
- April, puść mnie już proszę. Chcę wstać i trochę rozruszać kości. Już chyba nawet zapomniałam jak się chodzi. - zaśmiałam się, a klacz tylko przytaknęła i dała mi trochę przestrzeni.
Ciężko i niezdarnie w końcu udało mi się wstać, ale czułam się co najmniej dziwnie. Brakowało mi skrzydeł i lekkości. Miałam wrażenie jakbym ważyła z tysiąc tony i nie była w stanie utrzymać się o własnych nogach, nie mówiąc nawet o chodzeniu. Brak jaki czułam po powrocie był wręcz nieopisywalny. Delikatność, uczucie bycia lekkim niczym piórko, możliwość wzbicia się w powietrze i czucie się naprawdę wolnym jak nigdy wcześniej. Brakować to mało powiedziane, ja wręcz musiałam wrócić do stanu poprzedniej lekkości. Moje ciało zaczęło mi wadzić, a cała radość z powrotu zaczęła stopniowo się ze mnie ulatniać. 
- Muszę wrócić... - wyrzęziłam pod nosem, nawet nie podnosząc głowy aby spojrzeć na konie obok mnie.
- Wrócić gdzie?
- Wrócić do bycia lekką. Muszę wrócić do bycia ptakiem. Ja muszę wzbić się w powietrze. Muszę. Ja muszę! - mówiłam jak opętana, próbując wbić się w powietrze skrzydłami których na obecną chwilę nawet nie posiadałam. - Muszę... Muszę wrócić...
- Aviana! Uspokój się! Nareszcie wróciłaś do bycia koniem. Za długo byłaś w ciele ptaka i dlatego chcesz wrócić. Sama mi kiedyś o tym mówiłaś, pamiętasz? Zbyt długie przebywanie w ciele ptaka może sprawić, że straci się zmysły i już nigdy nie będzie się chciało wrócić. Aviana, musisz o tym zapomnieć. Musisz zostać w ciele w którym się urodziłaś, nie wolno ci wrócić do bycia ptakiem. Nie po tym wszystkim. Rozumiesz? Zabraniam ci tego. 
"Ja muszę..." wyszeptałam już bardziej do siebie, a nogi same mi się rozjechały, co skończyło się dla mnie nieprzyjemnym upadkiem.
- April, mogę cię prosić na słówko? - wtrącił się nagle ogier, który przyglądał się nieustannie całej sytuacji z boku. Przywódczyni skinęła głową i ruszyła za nim, znikając mi po chwili z pola widzenia za wyjściem z jaskini. 
Po ich wyjściu gapiłam się już tylko w małego ptaszka który leżał wciąż na ziemi, spokojnie oddychając. Za niedługo się obudzi, wtedy znowu przejmę jego ciało. Jemu jest już wszystko jedno. Na pewno jest, nic się nie stanie jak znowu pożyczę jego ciało na troszkę.

< April? >

7 sie 2019

Od Aviany CD April

Stałam chwilę tępo wpatrując się w ścianę i myśląc intensywnie skąd znalazł się tu ten wilk. Najbardziej przerażała mnie myśl, że może udać się do innych członków stada którzy mogą nie mieć tyle szczęścia co my. Rzuciłam zmartwione spojrzenie April, a ta jakby czytając mi w myślach otworzyła szerzej oczy i wydusiła tylko z siebie "Reszta stada".
- April. Wiem co zrobimy. - rzuciłam ze śmiertelną powagą, co było do mnie zupełnie niepodobne. Swoimi słowami zdobyłam zainteresowanie klaczy która już z dużą uwagą wpatrywała się we mnie, lekko mrużąc oczy aby najprawdopodobniej lepiej po prostu widzieć mnie w półmroku panującym w jaskini.
- Mam nadzieję, że to nie jest jakiś głupi pomysł. Nie mamy umiejętności dzięki którym mogłybyśmy zrobić więcej niż zaczekaj tutaj w spokoju. Aviana, po prostu zaczekajmy, dobrze? Nie chcę ryzykować jeszcze bardziej. Nie mogłabym cię teraz stracić kiedy mam własne stado na głowie, szczególnie nie od jakiegoś pierwszego lepszego wilka.
Jej słowa były stanowcze, a oczy jakby wierciły we mnie dziurę. Czułam jak tym spojrzeniem stara się mnie za wszelką cenę powstrzymać i utrzymać w jednym miejscu dopóki zagrożenie nie minie. Mimowolnie się uśmiechnęłam na jej matczyną troskę, jednak zaraz otrząsnęłam się i wróciłam do rzeczywistości, a ona nieszczególnie dobrze się układała na dany moment.
- April, zaufaj mi. Musisz po prostu mnie osłaniać, a ja go po prostu zaciągnę gdzieś z dala od stad-
- Czy ty planujesz wyjść teraz z jaskini? - przerwała mi prawie krzycząc, na co ja odruchowo delikatnie cofnęłam łeb. - Upadłaś na mózg? I co, będzie cię gonił tak po prostu? Przecież to zbyt duże ryzy-
Ucięła nagle w połowie i rozszerzyła tak szeroko oczy, że sama aż byłam zdziwiona, że tak się da. 
- Masz zamiar przejąć nad nim kontrolę? - zapytała w końcu. Skrzywiłam się i tylko pokręciłam w odpowiedzi głową, mając nadzieję, że dostrzeże to wyraźnie w tej ciemności.
- To byłoby zbyt ryzykowne. Wykorzystam jakieś pobliskie zwierzę.
- Nie ma mowy! Nie zgadzam się na to. 
- April! Dyskutujemy już tyle czasu, że pewnie jest już daleko stąd. Co jeżeli już dopadł kogoś ze stada? Musimy działać. Zaufaj mi, April, będzie dobrze, tylko mnie osłaniaj. - ostatnie zdanie wypowiedziałam najłagodniej jak umiałam, a klacz stała tylko w ciszy wpatrując się wciąż we mnie nieustannie. Po dłuższej chwili skinęła głową, a ja powoli i ostrożnie zaczęłam iść w stronę wyjścia z jaskini "Będzie dobrze" wyszeptałam, nie do końca wiedząc czy chciałam uspokoić tym klacz czy po prostu siebie. Serce biło mi coraz szybciej, a nogi stawały się coraz bardziej niczym z waty. Kiedy stanęłam na wyjściu rozejrzałam się delikatnie, ale po wilku nie było ani śladu. 
- April, nie widzę go. Jesteś w stanie go zlokalizować?
Klacz zamknęła oczy, wsłuchując się intensywnie w otoczenie. Zwróciła delikatnie łeb w prawą stronę i wyszeptała szybko "Za tamtymi drzewami coś jest, to chyba on".
Przytaknęłam tylko i zaczęłam intensywnie wpatrywać się w ptaka którego udało mi się ujrzeć podczas nasłuchiwania klaczy. Przejęłam kontrolę nad jego ciałem czując jak zwykle dziwne prądy przechodzące przez moje żyły, spoglądając już z perspektywy wysokiego drzewa na nasze ciała w jaskini. Podleciałam w stronę którą wskazała uprzednio April i jak się okazało był tam wilk który niespokojnie stał w miejscu jakby na coś czekając. Zaczęłam latać mu przed nosem zwracając jego całkowitą uwagę na siebie i najszybciej jak mogłam poczęłam uciekać przed nim głębiej w stronę lasu. Wpadłam na pomysł aby zaprowadzić go do Lasu Zguby i taki też po chwili obrałam kierunek. Przy samym wejściu upewniłam się, że biegnie na mnie z pełną prędkością po czym wzbiłam się wysoko w powietrze, tuż nad drzewami już we wspomnianym lesie. Zauważyłam tylko jak wilk wpada w korzenie które zaczęły go oplatywać, a on bezskutecznie próbował się uwolnić. Zrobiło mi się go w tym momencie niesamowicie szkoda, jednak nie byłam już w stanie zrobić cokolwiek by mu pomóc. Lekko zasmucona powróciłam do jaskini w której czekała na mnie April, jednak tym razem było coś nie tak. Nie mogłam za nic powrócić do swojego ciała. Wylądowałam przed nim z paniką w oczach wpatrując się w nie i starając się za wszelką cenę wrócić. Nigdy wcześniej nie zdarzyło mi się nic podobnego. Po głowie zaczęły mi chodzić myśli dotyczące Lasu Zguby i tego czy może mieć to coś wspólnego z obecną sytuacją. Modliłam się w duchu o cud, że April znajdzie jakieś rozwiązanie.

< April >

12 lip 2019

Od Aviany CD April

Delikatne promyki słońca przyjemnie ogrzewały moją skórę, co spowodowało nad wyraz przyjemną dla mnie pobudkę. Ziewnęłam tylko i rozprostowałam leniwie wszystkie kości, orientując się po chwili, że April wciąż drzemała sobie tuż obok mnie. Delikatnie uśmiechnęłam się pod nosem na widok spokojnie oddychającej klaczy i postanowiłam nie wstawać, aby przypadkiem jej nie obudzić.
Po kilku minutach zaczynałam odczuwać znudzenie i miałam szczerą ochotę już wstać, jednak wciąż nie miałam serca by to zrobić. Westchnęłam więc tylko ciężko i położyłam się wygodnie. Wzięłam głęboki wdech, skupiając się dokładnie na ptaku który skakał z gałązki na gałązkę, niedaleko nas. Moje ciało przeszedł delikatny dreszcz, jakby odrobina prądu właśnie przepłynęła mi szybko w żyłach, a ja już po chwili obserwowałam swoje ciało z drzewa na którym jeszcze niedawno był skupiony mój wzrok. Zaczęłam trzepotać małymi skrzydełkami ptaszka w którego ciało się wkradłam i wzbiłam się w powietrze. Szybowałam wśród chmur, a chłodny wiatr, przyjemnie muskał moje piórka. Latanie było jednym z moich ulubionych zajęć, ale nigdy nie mogłam zostawać w ciele ptaka zbyt długo. Bałam się, że jeżeli zostanę choć odrobinę dłużej, zbyt bardzo pokocham to uczucie i już nie będę chciała wrócić, a wtedy nawet April nie będzie w stanie przywrócić mnie na ziemię.
Nim postanowiłam wrócić do swojego ciała, zrobiłam jeszcze kilka okrążeń wokół miejsca gdzie przebywałyśmy, aby upewnić się, że nie ma tu żadnych nieproszonych gości. Gdy mogłam ze spokojem opuścić podniebny świat, wylądowałam spokojnie na jednym z drzew i napięłam wszystkie mięśnie, a przyjemny prąd ponownie zawitał w moich żyłach.
Zamrugałam kilka razy będąc już w swoim ciele, a moje oczy z mlecznej bieli wróciły do normalnego koloru. Gdy wróciła mi ostrość spostrzegłam się, że tuż przede mną siedziała nachylona klacz, dokładnie mi się przyglądając. Wystraszona odskoczyłam do tyłu, wywracając się niezdarnie, co wywołało u starszej tylko śmiech.
- Hej, wystraszyłaś mnie! Myślałam, że jeszcze śpisz! - rzuciłam otrzepując się z wszystkiego co zdążyło osiąść się na mojej skórze.
- Spałam, ale już się obudziłam. Powiedz mi, jak ty to robisz?
- Ale co?
- Przejmujesz kontrolę nad innym zwierzęciem, to przerażające kiedy twoje oczy stają się takie całe białe... Zupełnie jakbyś była martwa... - April wykrzywiła dziwnie twarz, potrząsając zaraz głową na boki. - To naprawdę okropne.
- Okropne czy nie, sprawdziłam już okolicę i wszystko jest w porządku. Pora coś zjeść! - wyrzuciłam radośnie z szerokim uśmiechem. - A właśnie...tak się zastanawiałam ostatnio... Zawsze uczono nas, że przywódca stada powinien mieć partnera który będzie go wspierał i razem z nim rządził. Ty nie masz nikogo... ekhem, droga April, jaki jest twój ideał ogiera? - zapytałam szczerząc się jak głupi do sera. Sama nie wiedziałam skąd pojawiło się u mnie takie pytanie, jednak skoro już padło, dobrze byłoby usłyszeć odpowiedź. Klacz wyglądała na wyraźnie zaskoczoną i zmieszaną, biła się z myślami i dopiero po chwili zaczęła mówić.

< April~? Nie miałam pojęcia co mogę napisać więc postanowiłam w końcu jakoś użyć tych swoich mocy i wykorzystać je jako deskę ratunku c: >

Od Aviany CD Phanthoma

Gdy dotarliśmy nad jezioro Gai, postanowiliśmy ugasić swoje pragnienie. Ogier w spokoju i ciszy zaczął pić chłodną wodę, a ja przystanęłam za nim, obserwując go uważnie. W mojej głowie wciąż tańczyły ze sobą pytania na temat jego osoby i tego przez co musiał przechodzić wcześniej. Urodziłam się i wychowałam w stadzie, dlatego nigdy nie miałam okazji zasmakować typowo dzikiego życia. Szukać dzień za dniem nowego miejsca na wypoczynek, aby zaraz po tym wyruszyć w dalszą drogę. Martwić się o wszystko co mogłoby zaatakować i w najgorszym wypadku zabić, czy zabrać do niewoli i torturować do końca dni... Nie wiem jak to jest, nawet nie wiem czy ogier od zawsze żył bez stada. Jednak byłam pewna tego, że musiał dłużej lub krócej wędrować sam, nim dotarł do tego miejsca. Pragnęłam szczerze z serca aby ogier czuł się tutaj bezpieczny i akceptowany, by mógł widzieć w nas rodzinę.
Powolnym krokiem zbliżyłam się do Phanthoma i usiadłam w pobliżu, tak aby mógł mieć mnie w zasięgu wzroku. Uniosłam delikatnie łeb do góry i przymknęłam oczy.
- Wiesz... Naprawdę cieszę się, że postanowiłeś do nas dołączyć. Niesamowicie martwiłam się czy April da sobie radę ze stadem, nawet nie było gwarancji, że ktokolwiek do nas dołączy. A jednak jesteś tutaj i bez większego zawahania zgodziłeś się. Chcę abyś wiedział, że to naprawdę dla nas wiele znaczy, dla mnie. Widziałam jak April była szczęśliwa gdy Ciebie przyprowadziła. - przerwałam, przenosząc już otwarte oczy na ogiera. Dopiero w tym momencie zorientowałam się, że wpatrywał się we mnie w ciszy. Uśmiechnęłam się tylko łagodnie w odpowiedzi. - Dziękuję ci Phanthom. - zaraz po wypowiedzeniu ostatnich słów podniosłam się pośpiesznie i wzięłam głęboki wdech, czując jak nabieram sił. - No nic, chodźmy już. Zaczyna robić się ciemno, nie chcę żeby April się o nas jeszcze martwiła. - od razu ruszyłam wtedy w stronę głównej polany, gdzie najprawdopodobniej przebywała obecnie klacz. Ogier ruszył zaraz za mną, a ja pogrążona w myślach, wbiłam swój wzrok w dal, nie uważając zbytnio już na drogę. W tym momencie byłam szczęśliwa i pełna nadziei.
Po kilku dłuższych minutach dotarliśmy w końcu na polanę, gdzie ujrzałam z daleka April. Podbiegłam do niej radośnie i przywitałam się z nią. Nie czekałam długo, kiedy i Phanthom podszedł do nas, a ja tylko oznajmiłam, że idę już spać i pożegnałam się z nimi, udając się do swojej jaskini.

< Phanthom? Albo April? >

4 lip 2019

Od Aviany CD Phanthoma

Położyłam się niedaleko nowo poznanej osoby, wciąż ukradkiem na jegomościa zerkając. Wiedziałam, że poszedł zmęczony spać, jednak nie miałam pewności czy przypadkiem nie udaje w tym momencie, lub czy ma może jakieś magiczne umiejętności dzięki którym potrafi spać, jednocześnie obserwując wszystko co dzieje się wokół niego.
Cicho westchnęłam pod nosem i położyłam się wygodniej, przymykając delikatnie oczy. Nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Zastanawiało mnie skąd jest, dlaczego był sam, kim jest jego rodzina i jak tu zawędrował? Aczkolwiek moją uwagę przykuły głównie dziwne, czarne znaki na jego łbie, te przede wszystkim nie dawały mi spokoju. Fascynowały mnie i pragnęłam wiedzieć chociaż, czy są one z nim od zawsze, czy może jednak nabył je podczas swojej wędrówki? Miałam w głowie zbyt wiele pytań i zbyt mało odpowiedzi.
Pogrążona w myślach nawet nie zorientowałam się kiedy ogier już wstał i zaczął skubać w spokoju trawę. Uznałam to za idealną okazję aby dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat i wejść z nim w bliższą relację.
Przez chwilę zawahałam się czy na pewno powinnam mu w tym momencie przeszkadzać, jednak w końcu zadecydowałam, że lepszej okazji już mogę nie dożyć.
Powolnym krokiem zbliżyłam się do niego, utrzymując delikatny uśmiech.
- Cześć! Nie mieliśmy wcześniej okazji bliżej się poznać. Jak już wiesz, jestem Aviana, kuzynka April.
Uwaga ogiera momentalnie została skupiona na mnie, a ja tylko poszerzyłam w odpowiedzi swój uśmiech.
- Tak, to prawda. April opowiadała mi o tobie wcześniej. - odpowiedział, wydawać mogłoby się beznamiętnie. Kąciki jego ust zaraz po wypowiedzeniu ostatniego słowa nawet nie drgnęły. Przez chwilę przemknęła mi myśl, czy ogier na pewno ma ochotę na rozmowę ze mną. A może po prostu musi najpierw bliżej kogoś poznać żeby się otworzyć? Mimo wszystko nie zamierzałam się jeszcze poddawać. Postawiłam sobie za cel bliższe poznanie osobnika tuż obok mnie i tak też na pewno się stanie.
Gdy stałam obok niego, mój wzrok mimowolnie spoczął na czarnych znakach które zdobiły jego twarz, a które nie dawały mi wcześniej spokoju. Nie wahając się bardziej postanowiłam o nie zapytać.
- Nie chcę wyjść na nachalną, jednak bardzo ciekawią mnie te czarne znaki na twoim łbie. Masz je od zawsze czy może nabyłeś je w jakiś sposób? No i nie wiem wciąż skąd jesteś, a naprawdę wszystko mnie to strasznie ciekawi. Co byś powiedział na krótki spacer aby choć trochę się lepiej poznać? - zapytałam szczerząc się jak głupi do sera. Miałam szczerą nadzieję, że ogier przystanie na moją propozycję i nie odbierze w negatywny sposób tego co powiedziałam. Zależało mi na dobrych relacjach z nim, szczególnie, że był on pierwszym członkiem stada April, nie licząc oczywiście mojej osoby.

< Phanthom? >

Od Aviany CD April

Wszystkie słowa które wypowiadała klacz podczas swojej opowieści, tworzyły obrazy w mojej głowie. Już po chwili widziałam wyraźnie tamto zdarzenie, gdy ratowałam przerażoną April. Sama bałam się wtedy niemiłosiernie, ale myśl o tym, że coś mogłoby się przydarzyć mojej bliskiej kuzynce, a przy tym przyjaciółce, dodała mi niespotykanej odwagi. Delikatnie się uśmiechnęłam pod nosem na myśl jak wtedy zebrałam się w sobie i pokonałam własne lęki.
Jednak wciąż w głowie walczyły ze sobą dwa różne zdania na temat propozycji klaczy. Strach był ogromny, a czarne myśli wręcz nie dawały mi znowu najmniejszej chwili spokoju.
Wzięłam w końcu głęboki wdech i wydech po czym pokręciłam głową. Zebrałam w sobie resztki pozytywnych myśli i uśmiechnęłam się szeroko.
- Niech będzie... Ale robię to tylko ze względu na to, że będę mogła cię wtedy lepiej pilnować i spędzać z tobą więcej czasu. - powiedziałam w końcu, co spowodowało u klaczy wielką radość.
- Dziękuję Avi! Naprawdę dziękuję. - wyrzuciła April przytulając się do mnie z całej siły.
W tej chwili poczułam jak cały lęk powoli ze mnie ulatuje. Szczęście klaczy i jej reakcja były dla mnie niczym miód na serce. Wtuliłam się w nią delikatnie i z uśmiechem stwierdziłam w myślach, że nawet jeżeli będzie ciężko to jakoś wspólnymi siłami damy radę.
- April, obiecuję ci, że będę robić co w mojej mocy aby być jak najlepszym doradcą przywódcy, najlepszym z najlepszych.
Klacz zaśmiała się tylko w odpowiedzi i spojrzała na mnie łagodnie z małymi iskierkami w oczach.
- Oczywiście, że będziesz najlepszym doradcą. W końcu sama ciebie wybrałam.
- Większego wyboru nie miałaś. A co do tego... Jak zamierzasz zdobywać nowych członków? Z całą pewnością jest wiele koni które żyją poza stadami, ale są nikłe szanse, że jakikolwiek zawędruje aż tutaj. A nawet jeśli jakimś cudem by tak się stało, to wątpię czy by chcieli dołączyć...

< April >

1 lip 2019

Od Aviany CD April

Jeszcze przez chwilę stałam zdezorientowana nim spostrzegłam się przed kim stoję. Z radością zdałam sobie sprawę, że była nią April, czyli moja kuzynka którą znam od źrebaka.
- April, jak dobrze cię znów widzieć - uśmiechnęłam się
- Ciebie również. Ale co cię sprowadziło na te tereny? - zapytała równie zaskoczona co ja.
Westchnęłam głośno, wbijając wzrok w pobliskie drzewa.
- To dość długa historia... Nie czas i miejsce na nią. Tak czy siak mam świetną wiadomość! - wyrzuciłam podekscytowana, patrząc jej prosto w oczy z iskierkami w oczach. - Doszły mnie słuchy, że postanowiłaś osiedlić się na tych terenach więc postanowiłam ci towarzyszyć! Wiem z doświadczenia, że ciężko jest tyle czasu spędzać w samotności, to strasznie dobija. - mówiąc wszystko uśmiechałam się od ucha do ucha, a klacz już po chwili odwzajemniła gest.
Przeszłam kilka kroków rozglądając się jeszcze po okolicy i wykrzywiłam delikatnie swój uśmiech. - Wiesz... Przeszłam spory kawał drogi licząc, że cię znajdę. Cieszę się niesamowicie, ale nie powiesz mi chyba, że zamierzasz zamieszkać w tym lesie?
- No co ty! Po prostu udałam się na krótki spacer. Zrobiłaś się strasznie rozgadana, wiesz?
Obie zaśmiałyśmy się na to, a zaraz potem powolnym krokiem ruszyłyśmy w nieznaną mi stronę.
- Pokażę ci miejsce gdzie chcę założyć własne stado. - powiedziała April z wyraźnie rysującą się na jej twarzy dumą.
- Stado? Chcesz założyć stado sama? Myślałam, że po prostu chcesz zacząć od nowa w innym miejscu, tak mi mówiono. Nie spodziewałam się, że będziesz chciała zakładać własne stado. Przecież to nie jest takie proste! Ale jeśli myślisz, że dasz radę... Masz moje pełne wsparcie. - uśmiechnęłam się szeroko, choć w środku biłam się z myślami. Sprawiało mi radość, że April ma tak duże ambicje i jest w nie tak zaangażowana, jednak martwiło mnie zarazem czy nie jest to dla niej zbyt wiele... Założenie stada to niesamowita odpowiedzialność, a nawet jak się je założy to utrzymanie jego jest jeszcze cięższe. Chciałabym ją wspierać całym sercem, mimo iż mam złe przeczucia...

< April! Nareszcie się zmotywowałam do napisania tego! c: >

28 cze 2019

Doradca Przywódcy, Aviana!

Powitajmy doradcę przywódcy, Avianę! :)


3.10 | 3 lata | Klacz | Doradca Przywódcy | Koń Ziemski | Alicja153