9 wrz 2019

Od April CD Alexi

Historia klaczy wydawała mi się niezwykle interesująca. Senopia? Nigdy nie słyszałam o takim miejscu. Może jak znajdę dzisiaj czas to pójdę do Amelii, może ona wie o tym coś więcej. Chciałam, żeby Alexia opowiedziała mi dokładniej o swojej przeszłości, ale widziałam, że mówiąc o tym czuję się niekomfortowo, więc postanowiłam nie naciskać. Wyszłam z założenia, że być może kiedyś zaufa mi na tyle, by powiedzieć mi o wszystkim.
-No dobrze więc, może oprowadzę cię po terenach? - spytałam z uśmiechem, zmieniając temat.
Klacz pokiwała łbem i ruszyłyśmy. Zaczęłyśmy od najważniejszych miejsc, czyli Lazurowej Polanki oraz Lasu Świateł. Jednorożec wydawał się zafascynowany światłami zwisającymi z gałęzi. Później pokazałam jej również resztę miejsc i tak jak każdego nowego członka ostrzegłam ją przed Lasem Zguby, mając nadzieję na to, że Alexia mnie posłucha i nigdy tam nie wejdzie. Przez cały czas naszej wycieczki towarzysząca mi klacz słuchała mnie z uwagą i wydawała się być zafascynowana wszystkim, co mówię. Może nie zanudzam aż tak bardzo, pomyślałam.
-To już wszystko - powiedziałam, gdy znalazłyśmy się przy Jeziorze Gai - Pokazałam ci już wszystkie tereny należące do stada. Powoli robi się już ciemno, więc będę się zbierać. Mam nadzieję, że szybko się tu zaaklimatyzujesz i poznasz inne konie. A, i gdybyś mnie szukała, zazwyczaj przebywam na Lazurowej Polance - uśmiechnęłam się do klaczy, która pokiwała głową i pożegnałyśmy się.
Powoli robiło się ciemno, więc szybkim krokiem skierowałam się w stronę polany. Byłam już zmęczona, więc postanowiłam, że położę się spać. Gdy już ułożyłam się na trawie, zaczęłam myśleć o Alexi i o tajemniczej Senopii, o której nigdy wcześniej nie słyszałam. Miałam też nadzieję na to, że klacz pozna inne konie ze stada i uda jej się z nimi zaprzyjaźnić. Te myśli sprawiły, że już po chwili usnęłam.
Moje poszukiwania Amelii nie były zbyt owocne. Szukałam jej dosłownie wszędzie; na terenach stada i nawet poza granicami, ale nie mogłam jej nigdzie znaleźć. Może zawędrowała gdzieś dalej, no trudno, znajdę ją kiedy indziej. W końcu odpuściłam i udałam się do Jeziora Gai, by napić się wody. Z zaskoczeniem odkryłam, że przy jeziorze stoi znajoma mi klacz, Alexia. Podeszłam bliżej i uśmiechnęłam się.
-Witaj - zaczęłam - Jak ci się podoba w stadzie? Poznałaś już kogoś?
<Alexia?>

8 wrz 2019

Od Aviany CD April

Krok za krokiem, krok za krokiem. Zero ptaków na horyzoncie.
Ćwir, ćwir mali przyjaciele.
Zaśmiałam się, zwracając na siebie uwagę April, nie odezwała się.
Kto by się odezwał?
Tym razem zaśmiałam się głośniej. Ćwir, ćwir.
Krok za krokiem, krok za krokiem. Muszę pozbyć się ciężaru, więc gdzie są moi wybawiciele?
Ćwir! Ćwir, ptaszki.
Do jasnej! Gdzie jesteście!?
Uderzyłam kopytami w ziemię zatrzymując się nagle. No już!
Pokręciłam łbem i opuściłam go w stronę klaczy tuż obok, kierując w jej ślepia własne martwe spojrzenie. Szeroki uśmiech wkradł mi się na pysk, a ta lekko cofnęła się jakbym miała zaraz ją pożreć.
Kiedy wzrok znowu wbiłam w niebo, moje oczy aż zaświeciły z podekscytowania na widok słodkiej ptaszyny. Po żyłach przeszedł szybki prąd kiedy spojrzałam z góry na upadające z wielkim hukiem ciało konia.
Nie było moje, ja byłam tu gdzie być powinnam.
- Aviana! Zatrzymaj się! - krzyknęła zaraz April która zaczęła mnie gonić. A raczej tylko próbowała kiedy oddalałam się z każdą chwilą coraz dalej i dalej.
Machając skrzydłami czułam się wolna i pełna życia. Nie wrócę tam. Nie wrócę choćbym zaraz miała umrzeć.
Ze łzami w oczach wzbijałam się w niebo i tańczyłam z chmurami. Nic na ziemi nie było w stanie mi nigdy zastąpić tego uczucia. Nie potrzebowałam już nic więcej.
W harmonijnym tańcu nie spostrzegłam się nawet kiedy pochwycił mnie w swoje ciężkie kopyta wielki koń o skrzydłach potężniejszych niż było mi dane zobaczyć u kogokolwiek kiedykolwiek. Zapragnęłam ich, nie przeszkadzało mi już nawet to, że właśnie wracaliśmy na ziemię, podczas kiedy on ściskał mnie w kopytach. Spojrzałam w jego oczy i starałam się utworzyć połączenie. Prąd w żyłach delikatnie mnie połaskotał, ale koń wyjątkowo dobrze się opierał moim umiejętnością. Skupiłam na nim całą uwagę i kiedy zawładnęłam w końcu jego ciałem, zdążyłam wypuścić ciało ptaka które bezwładnie spadało w dół. Chwilę utrzymałam się w powietrzu, jednak nie na długo kiedy koń znowu wywalczył sobie władzę nad własnym ciałem, a ja powróciłam do bycia karą klaczą która leżała wśród zielonej trawy. Gwałtownie podniosłam się i złapałam głęboki oddech, ciężko zaraz oddychając. Czułam się jakbym była po ciężkiej wojnie, a spojrzawszy w niebo widziałam jak ogier, który okazał się członkiem stada, mając już całkowitą kontrolę szybko zlatywał do nas.
Wzrokiem powędrowałam nieco niżej, gdzie spostrzegłam ciało ptaka. Wyczerpana próbowałam do niego podejść, kiedy rozproszył mnie donośny krzyk "Oczy! Zakryj jej oczy!". Zdezorientowana, chcąc zaraz wrócić do kontaktu wzrokowego z ptaszyną spotkałam się tylko z ciemnością. Zakryto mi czymś oczy, starałam się mimo braku sił zerwać cokolwiek było za to odpowiedzialne, ale nawet nie byłam w stanie. Przestałam się szarpać i pozwoliłam powalić się na ziemię. "Leć po Vanitasa i Mauer! Przypilnuję ją!" a zaraz za nim odgłos oddalających się wciąż kopyt zderzających się o twardą ziemię.
Uśmiechnęłam się i prawie zaczęłam się śmiać kiedy nieoczekiwanie zaczęłam kaszleć i dusić się. Ciężar który mnie przygniatał lekko zmalał, jednak nie byłam w stanie mimo wszystko wstać o własnych nogach. Zapewne nawet gdyby nikogo już tu nie było to wciąż miałabym z tym problem.
Nie wiedziałam ile czasu minęło. Czas ciągnął się, a zarazem leciał szybko.
Stukot wielu kopyt dotarł do moich uszu, kiedy jak na zawołanie wszyscy stanęli przy mnie i trzymającym mnie koniu, a do mojego pyska wsadzono coś dziwnego. Dziwnie kwaskowate i nieszczególnie dobre w smaku. Chciałam to wypluć, jednak skutecznie mnie powstrzymano. Momentalnie poczułam wyjątkowe zmęczenie które sprawiło, że usnęłam szybciej, niż mogłabym się tego spodziewać.


Powoli poczęłam otwierać powieki, wciąż odczuwając w całym ciele spore zmęczenie i osłabienie, które skutecznie trzymało mnie blisko ziemi. W głowie lekko wirowało, więc nawet nie trudziłam się z podnoszeniem jej. Po szybkim rozejrzeniu się wokół zdałam sobie sprawę, że znajdujemy się w jakiejś jaskini. Tuż obok leżała śpiąca April. Znowu ona.
Gdzie nie byłam ja, była też ona. Zawsze robiąc wszystko by pokrzyżować mi plany, zniszczyć marzenia i odebrać wolność.
Westchnęłam ciężko i pustym wzrokiem wypatrywałam żywej duszy przez małe wyjście z jaskini. Cisza stawała się coraz bardziej przygnębiająca, kiedy jedynymi ruszającymi się obiektami była trawa huśtana na boki przez niesforny wiatr.
- Aviana. - wyszeptała klacz, przyciągając tym samym moją uwagę. - Jak się czujesz?
Otworzyłam pysk by coś odpowiedzieć, jednak finalnie wstrzymałam się. Jak się czułam? Źle. Wszystko mnie bolało, a ty po raz kolejny odebrałaś mi wolność. Jak mam się czuć? Milczałam, poprawiając tylko w ten sposób już i tak ogromnie niezręczną ciszę.
I jak zbawienie do jaskini wleciały dwa ptaszki. Spojrzały się po nas, a ja dziko zaczęłam się im przypatrywać.
No dalej, co jest do cholery.
Przejmij kontrolę! Przejmij ją, bezużyteczna kupo mięsa.
Ale nic się nie działo. Nic, a nic. Ptaki jeszcze chwilę poskakały po czym odleciały, a w moich oczach zebrały się łzy.
Co wyście mi zrobili...?
Co wyście zrobili z moją wolnością...?

< April? >

7 wrz 2019

OD Meary CD Mauer

Ucieszyłam się od razu na znajomy mi już głos Mauer, co okazałam szerokim uśmiechem skierowanym wprost do niej.
- Jeszcze nie było okazji, ale myślę, że jeszcze zdążymy z każdym bliżej się poznać. - odpowiedziałam od razu, lekko kopiąc Meriel w nogę kopytem aby przestała skubać trawę i chociaż udała, że jest zainteresowana całą sprawą.
- Też tak uważam. Planujecie coś na dzisiaj?
- Tak właściwie to... - przerwałam po chwili kiedy do mych uszu dotarł ledwie słyszalny odgłos burczenia w brzuchu. Zachichotałam odruchowo, co wywołało nieco zakłopotaną minę klaczy przed nami. Było niezaprzeczalnym faktem to, że burknięcie dochodziło z jej brzucha, jednak zastanawiało mnie dlaczego nie mogła po prostu czegoś zjeść żeby temu zapobiec? Była na tyle zapracowana, że zapomniałaby o tak ważnej rzeczy?
- O planach pogadamy później. Najpierw proszę żebyś coś zjadła. - odpowiedziałam stanowczo, czekając aż Mauer zacznie napełniać swój żołądek świeżą trawą pod moim czujnym okiem.
Meriel prychnęła tylko pod nosem i jak gdyby nigdy nic wróciła do skubania, mając nas już całkowicie w głębokim poważaniu. Ja nie miałam zamiaru się tak łatwo poddać i tak jak stałam tak i stałam nadal, starając się wywołać chociaż minimum presji na klaczy co poskutkowałoby jej ulegnięciem.
- Mauer, doceniam troskę, ale naprawdę-
- Nalegam. Zjedz chociaż trochę. - Po tych słowach Mauer z cichym westchnięciem rozpoczęła mozolne przeżuwanie trawy, a ja z lekką radością przypatrywałam się jej. Dopiero w tym momencie tak naprawdę zauważyłam, że klacz wydawała się dość drobna. Wręcz za drobna, jakby jadła za mało. Albo były to już moje paranoje? Opcji nie było za wiele, ale nie chciałam być wścibska, dlatego zostawiłam owe przemyślenia tylko dla siebie.
- Mauer. - mruknęła niespodziewanie Meriel, która najwidoczniej od jakiegoś czasu już nie jadła, a jedynie stała w bezruchu, bacznie obserwując wszystko wokół, choć skupiając swoją uwagę szczególnie na klaczy przed nami. - Co gdyby pójść do tego Lasu Zguby? Nikt by się nie dowiedział. Ty nas zaprowadzisz, my cię nie wydamy. - każde słowo które padało z jej pyska było pewne i nawet przez chwilę nie zawahała się podczas całej wypowiedzi. Pustym wzrokiem badała oczy Mauer, w których starała się wyczytać jej reakcje. Widziałam to doskonale, zbyt dobrze znałam Meriel, nawet jeżeli czasem wydawało mi się, że nie znam jej tak naprawdę wcale. Wiedziałam też, że prędzej czy później przerwie swoje grobowe milczenie w otoczeniu innych i zapyta o Las Zguby, wiedziałam to doskonale, mimo to wciąż łudziłam się, że może jednak będzie inaczej.
- Meriel, postradałaś zmysły? Jest zakaz. To chyba wystarczający powód by tam nie iść. - warknęłam w jej stronę, czekając w duchu aby Mauer mnie poparła i pomogła przekonać Meriel, że to głupi pomysł.
- Przemyśl to, Mauer. Nikt się nie dowie, nigdy. - wyszeptała, ale jej głos brzmiał bardziej jak groźba. Był zimny i nieczuły, na tyle nieprzyjemny, że przygryzłam wargę i krzywo się na nią spojrzałam. Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale nim zdążyłam odezwała się zaraz Mauer.

< Mauer? > 

6 wrz 2019

Od April CD Shadowa

Musiałam przyznać, że wyznanie ogiera mocno mnie zszokowało i jednocześnie zaciekawiło jednak widziałam, że Shadow nie do końca chce rozmawiać o swojej przeszłości, więc postanowiłam już dalej na niego nie naciskać. Być może kiedyś zaufa mi na tyle, by opowiedzieć mi całą swoją historię. Szliśmy w ciszy, nikt z nas się nie odzywał. Jedynymi dźwiękami, które słyszałam były szelest trawy oraz okazjonalnie skrzeczenie Surma, latającego nad nami. Niepokoił mnie stan Phanthoma, który od czasu przemienienia się Shadowa w wilka wydawał się być...nieobecny. Wzrok wlepiony miał w ziemię i ani razu się nie odezwał. Może jest chory? 
-Tom? Wszystko w porządku? - zapytałam niepewnie.
Ogier zwrócił łeb w moją stronę. Przez chwilę wpatrywał się w moje oczy i po chwili zdawkowo odpowiedział:
-Tak, nic mi nie jest.
Nadal byłam lekko zaniepokojona, lecz postanowiłam się tym nie przejmować. Niedługo mu przejdzie, to pewnie nic poważnego. Pewnie też był zszokowany umiejętnością Shadowa. W końcu, po paru minutach (które dla mnie były jak parę godzin) spędzonych w ciszy dotarliśmy na tereny stada, gdzie się rozdzieliliśmy. Słońce już powoli zaczynało chować się za horyzontem, więc postanowiłam udać się na Lazurową Polankę. Gdy znalazłam się na miejscu, usadowiłam się wygodnie na trawie. Już zaledwie po paru minutach ogarnęło mnie zmęczenie, spowodowane dzisiejszymi wydarzeniami. Tak, ten dzień zdecydowanie nie był nudny, pomyślałam, uśmiechając się. Rozkoszując się ciszą panującą na polanie oglądałam zachodzące słońce, a gdy na niebie pojawił się księżyc, zasnęłam.
Następnego ranka nie działo się nic szczególnie ciekawego. Wstałam, udałam się do Jeziora Gai, by się napoić i zjeść trawę, ruszyłam na krótki patrol po terenach. Czyli dzień jak co dzień, przynajmniej dla mnie. Nie miałam żadnych ważnych rzeczy do zrobienia, więc postanowiłam znaleźć kogoś ze stada, aby dotrzymał mi towarzystwa. W tym celu udałam się do Lasu Świateł, mając nadzieję na to, że natknę się na kogoś na swej drodze. Spacerowałam, niespiesznie stawiając krok po kroku, gdy nagle, między drzewami spostrzegłam sylwetkę konia. Gdy podeszłam bliżej, dostrzegłam, że jest to Shadow. Szczęśliwa, że spotkałam kogoś ze stada, postanowiłam zacząć rozmowę.
-Miło cię widzieć - na moim pysku zawitał szeroki uśmiech - Jak ci mija dzień? - spytałam.
<Shadow?>

5 wrz 2019

Od April CD Vanitasa

Ostatecznie zgodziłam się zostać na jeszcze jedną noc i następnego ranka udać się na patrol wraz z ogierem. Oczywiście musiałam więc siedzieć w jaskini i się nudzić. Do południa czasu dotrzymywał mi Vanitas, z którym dużo rozmawiałam, ale w końcu ogier oznajmił, że ma do załatwienia ważną sprawę i wróci pod wieczór. Nie pozostawało mi więc nic innego oprócz patrzenia się na ściany jaskini i okazjonalnie na wiewiórki albo ptaki, które czasem ciekawsko zaglądały do wnętrza groty. Myślałam, że umrę z nudów, ale na szczęście pod wieczór Vanitas już wrócił. Porozmawialiśmy jeszcze chwilę i gdy było już stosunkowo późno, poszliśmy spać.
Obudziłam się wcześnie, chwilę przed wschodem słońca i zaskoczona zauważyłam, że Vanitas również jest już na nogach.
-Czyli ruszamy? Myślę, że moja noga już jest w porządku - powiedziałam i przebiegłam wokół jaskini. Ból podczas szybszego chodzenia nadal się utrzymywał, ale był o wiele mniejszy niż wczoraj.
Ogier uśmiechnął się i kiwnął głową. Nie zwlekając, ruszyliśmy więc na patrol. Pierwszym miejscem naszej inspekcji była Lazurowa Polanka. Uważnie chodziliśmy we wszystkie krzaki i trawy, próbując dostrzec niebezpieczeństwo. Nigdzie jednak nie byłam w stanie ujrzeć dziwnej pułapki, która mnie zraniła. Może była tylko jedna? Zamyśliłam się. Z przemyśleń wyrwał mnie donośny głos Vanitasa, który mnie zawołał. Zaciekawiona udałam się w jego stronę. Gdy podeszłam bliżej, ogier kiwnął głową w stronę jednego z krzaków. Ukryta pomiędzy trawami pułapka lśniła lekko w blasku słońca, a jej ostre zęby z niecierpliwością czekały na jakąś istotę, która w nią wpadnie.
-Co z nią zrobimy? - zapytał towarzyszący mi Vanitas.
Pytanie ogiera zmusiło mnie do intensywnego myślenia. Skoro to niebezpieczne urządzenie raniło, kiedy się w nie weszło, nie mogliśmy go dotknąć, gdyż mogłoby nam wyrządzić krzywdę. Po chwili znowu usłyszałam głos ogiera:
-Mógłbym przenieść tą pułapkę za pomocą telekinezy - stwierdził.
Bingo. To był dobry plan. Tylko gdzie to zanieść, żeby już nie wyrządziło nikomu krzywdy? Kolejne pytanie zbiło mnie z tropu. Mogliśmy to przenieść, tylko jak to zniszczyć?
-Tak, zróbmy to. Tylko musimy ją zanieść gdzieś, gdzie nikogo nie skrzywdzi - powiedziałam, dzieląc się z Vanitasem moimi przemyśleniami - Masz może jakiś pomysł?
Vanitas?
Wybacz, że tak krótko, ale ostatnio wena mi nie dopisuje ;/

3 wrz 2019

Od Mauer do Laisreana

Rozmawiałam chwilę z Tomem, gdy przeleciał nad nami orzeł, głośno skrzecząc. Skrzywiłam się, co pegaz zauważył, jednak nie skomentował. Miałam wyjątkowo wrażliwy słuch, co często mnie irytowało. Ten ptak sprawił, że coś mi świtało w głowie, ale nie wiedziałam dokładnie co.
Postanowiłam się przejść. Stawiałam kopyto za kopytem niespiesznie, śpiewając pod nosem. Nagle nie wiedząc kiedy, znalazłam się na skraju lasu niedaleko naszej polany - cienką, ciemną ścianę Lasu Zguby miałam dokładnie na wprost. Straciłam panowanie. Zaczęłam cwałować, w ułamku sekundy  zamiast końskich nóg stawiałam jasnoszare łapy. Byłam dużo szybsza.
Stanęłam gwałtownie przed wejściem do Lasu już w swoim ciele, gdy uświadomiłam sobie, że coś chyba zgubiłam.
Sakiewka.
Gwałtownie odwróciłam się, gdy zza drzew wyszedł wyjątkowo urodziwy, jeśli mogę tak to określić, koń w jasne łaty. Dopiero po chwili przyjrzenia się ze zmrużonymi oczami zauważyłam, że to ogier. Był wyjątkowo smukły. Spojrzał na mnie. Chyba widział mnie wcześniej w stadzie, bo nie był zaskoczony, w przeciwieństwie do mnie. Nagle zestresowałam się, myśląc, że widział moją drugą postać, jednak wyraz jego twarzy na to nie wskazywał. Odetchnęłam z ulgą, ale uświadomiłam sobie, że przez długą chwilę po prostu na niego patrzę bez słowa. Spuściłam głowę, zażenowana.
– Witaj. Laisrean mnie zwą, śmiem twierdzić, że już cię ujrzałem.
Podniosłam głowę, zaskoczona. Nie chciało mi się, co prawda, śmiać - znałam wiele nietypowych koni, choć takiego jeszcze nie. Przez króciutką chwilę przemknęła mi przez głowę myśl, że tak dziwne słownictwo mógł wykorzystywać w artystyczny sposób.
– Miło mi cię poznać. Jestem Mauer, jeden z medyków – uśmiechnęłam się nieśmiało.
– To chyba do ciebie należy, jeśli mnie nie zmyliły moje spostrzeżenia – mówił spokojnym, melodyjnym głosem.
Miał moją sakiewkę.
Odebrałam ją, chyba ze zbyt wdzięcznym wyrazem twarzy. Była dla mnie niesamowicie ważna. Upewniała mnie, że wszystko, czego byłam świadkiem, nie zostało przeze mnie wymyślone w śnie.
– Dziękuję. Już prawie zawału dostałam – zaśmiałam się cicho z własnej nerwowości.

Laisrean?

Od Alicji do Vanitasa

Moje ciało drgnęło, czując nagłe ciepło oraz gryzące w chrapy powietrze. Kiedy otworzyłam oczy, chcąc zobaczyć źródło tej aury, od razu je zamknęłam, bo tak mocne światło nie działało na nie korzystnie po kilku godzinach ciemności. Zrozumiałam, że stoję w ogniu.
Chwila... Skąd wziął się tu ogień? Postanowiłam wyjść z jaskini, aby to sprawdzić. Kiedy już znalazłam się na zewnątrz, zamarłam w miejscu.
Cała łąka, niektóre drzewa i jaskinie stały w płomieniach. W jakiś sposób na naszych terenach musiał wzniecić się pożar. Uniosłam kopyto, zastanawiając się nad tą sytuacją. Dlaczego tak się stało?
Po chwili uświadomiłam sobie, że powinnam ratować resztę stada. Ruszyłam w kierunku innych jaskiń, jednak ku mojemu zdziwieniu, nigdzie nie zastałam żadnego konia. Każda jaskinia była pusta, po łące także nikt się nie szwędał.
Dopiero po zwiedzeniu wszystkich terenów zorientowałam się, że stado musiało zobaczyć ogień wcześniej i uciec. Wściekła kopnęłam leżący obok mnie patyk, a spod mojego kopyta poleciało parę iskier. Jak mogłam być taka głupia, aby im zaufać? Te konie nigdy mnie nie tolerowały, a i od mojej matki się odwrócili, kiedy dowiedzieli się, że jest w ciąży z samotnikiem z żywiołem ognia. Każdy członek naszego stada był zwykłym koniem ziemskim, nie posiadającym żadnych mocy. Nigdy nie mogłam zrozumieć, dlaczego już kiedy byłam źrebakiem każdy patrzył na mnie z nienawiścią, a moi rówieśnicy przez moje moce bali się ze mną bawić. Byłam intruzem w tym stadzie, nie powinnam była się w nim urodzić.
Zeskoczyłam ze skały i ruszyłam przed siebie cwałem. Chciałam jak najszybciej znaleźć się z dala od tych terenów i zapomnieć o stadzie, które zawsze wydawało mi się fałszywe, a dzisiaj to udowodniło. Musiałam znaleźć sobie nowy dom, lub po prostu zostać samotniczką...
Bo czy gdziekolwiek znajdzie się miejsce dla kogoś takiego jak ja?

~ dwa lata później ~

Nie wiedzieć czemu, byłam dzisiaj wyjątkowo zmęczona, pewnie przez ten upał. Zaczęłam więc szukać jakiejś rzeki czy choćby kałuży, aby się napić, ale wszystko wyschło od promieni słońca, które ostatnio grzały dość mocno.
Kłusowałam przez las, gdy nagle wyczułam wodę gdzieś w pobliżu. Zwolniłam do stępa i zatrzymałam się na chwilę, próbując zlokalizować wodopój. Kiedy udało mi się oszacować kierunek, ruszyłam tam, aby już po chwili ujrzeć piękne, choć niewielkie jeziorko z małym wodospadem. Stanęłam na brzegu, aby zaspokoić pragnienie. Woda miała dość dziwny smak, ale niezbyt się tym przyjmowałam.
Nagle usłyszałam szelest kawałek za mną. Uniosłam szyję i kątem oka dostrzegłam delikatny ruch między drzewami. Wciągnęłam powietrze w chrapy; zapach przypominał mi coś, co wcale nie kojarzyło mi się dobrze. Jeśli moje przeczucia się nie myliły, źródłem ruchu był jakiś koń.
Po chwili z tamtego miejsca wyłonił się siwy ogier. Położyłam uszy, gotowa na każdy jego ruch.

Vanitas?