Wydawało mi się trochę dziwne to, że klacz odpowiedziała na moje pytanie tak wymijająco, ale postanowiłam nie wypytywać i cieszyć się powrotem Hope do stada. Klacz szybko zmieniła temat, pytając gdzie reszta, na co szeroko się uśmiechnęłam i odpowiedziałam:
-Myślę, że powinniśmy kogoś znaleźć na polanie. Masz ochotę na krótki spacer?
Klacz zamyśliła się na chwilę, po czym delikatnie przytaknęła. Szłyśmy w ciszy, podziwiając uroki natury. Gdy weszłyśmy na polanę, naszym oczom ukazał się Laisrean.
-O, patrz kto to. Pamiętasz go? - spytałam Hope.
Pegaz przez chwilę wyglądał na zamyślonego, jakby próbował sobie przypomnieć, ale po chwili odezwał się:
-Tak, to Laisrean - klacz powiedziała dość niepewnie.
Uśmiechnęłam się, gdy ogier podszedł bliżej nas. Przez chwilę wydawał się nieco zdziwiony, widząc Hope, lecz po chwili na jego pysku zagościł szeroki uśmiech.
-Hope, jakże miło cię znów widzieć. Czyżbyś do stada nagle powróciła? - spytał zaciekawiony.
Klacz kiwnęła głową. Chwilę jeszcze rozmawiałyśmy z ogierem, lecz po chwili oznajmił nam, iż musi iść. Pożegnałyśmy się i poszłyśmy dalej razem. Na swojej drodze spotkałyśmy również innych członków stada: Avianę, Vanitasa, Shadowa... Wszyscy wydawali się być pozytywnie zaskoczeni powrotem Hope, co niezmiernie mnie ucieszyło. Miałam ogromną nadzieje na to, że klacz zostanie z nami na dłużej. Zdałam sobie sprawę z tego, jak długo trwał nasz spacer dopiero, gdy odczułam lekki ból w moich kończynach i ujrzałam, że powoli zaczyna robić się ciemno. Klacz obok mnie wydawała się nie zwracać na to uwagi i cicho podążała obok mnie.
- Hope? Chyba powinnyśmy się już rozdzielić. Robi się ciemno, powinnaś odpocząć, pewnie jesteś zmęczona - powiedziałam.
Ona tylko skinęła głową, pożegnałyśmy się i rozdzieliłyśmy się. Szybkim krokiem udałam się na polanę, by tam odpocząć.
<Hope?>
29 lut 2020
15 lut 2020
Od Meary CD Mauer
Pomimo ogromnego zmęczenia które odczuwałam, na sam widok ścieżki poczułam jakby na moment dodano mi skrzydeł. Wszystkie zgodnie przyśpieszyłyśmy w stronę wyjścia, a gdy już znalazłyśmy się w bezpieczniejszym miejscu opadłam na ziemię wraz z Mauer. Meriel jedynie odeszła kilka kroków dalej i stanęła tuż obok drzewa, wlepiając swój wzrok we własne kopyta.
Nie dzielimy już ciał, nie jesteśmy już połączone, już nie jesteśmy dla siebie samych przeszkodami...
To wydawało się tak nierealne, że pomimo patrzenia na własny tułów i ten siostry, wciąż miałam wrażenie, że to nie jest na prawdę. Nie mogło być, w końcu... dlaczego las miałby nam w jakikolwiek sposób pomóc na koniec...?
Obejrzałam się jeszcze za siebie, a widok mrocznego lasu sprawił, że po mym ciele przeszły nieprzyjemne ciarki. Wciąż czułam tą nieprzyjemną aurę, zmęczone czy nie, powinnyśmy były jak najszybciej oddalić się jeszcze bardziej od tego miejsca.
Mroczne obrazy które wciąż przewijały mi się przed oczami sprawiały, że do oczu nalatywały mi łzy, kiedy przez najmocniej jak mogłam zaciśnięte zęby starałam się wstrzymać od płaczu. Gdy z lekka się uspokoiłam otworzyłam pysk by odezwać się do towarzyszek, jednak nie wydostało się stamtąd nic więcej oprócz piskliwego dźwięku którzy brzmiał jakby ktoś skrzywdził małego chomika.
- M...Mauer... Zabierajmy się stąd... - mruknęłam w końcu ledwo, na co klacz tuż obok skinęła tylko łbem i choć dość opornie to podniosłyśmy się z ziemi i podeszłyśmy do Meriel, która w milczeniu ruszyła za nami. W tym momencie nie liczyło się nawet dokąd idziemy, byle daleko stąd, byle w bezpieczne miejsce, byle tylko odpocząć. Nie miałam nawet pojęcia jak dużo czasu spędziłyśmy w tym piekle, nie wiem nawet czy chciałam do końca wiedzieć. Byłam cholernie zmęczona, głodna i przerażona.
Po dłuższym czasie przy naszym dość niezgrabnym poruszaniu się dotarłyśmy w końcu na rzadziej uczęszczaną polankę należącą do stada, która była na tyle daleko od lasu, że mogłyśmy w spokoju odetchnąć. Położyłyśmy się w zacisznym kącie, zupełnie nie zważając na porę dnia. Nic nie miało większego znaczenia przy naszym obecnym zmęczeniu.
~ • ~
Gdy po naprawdę długim czasie zaczęłam otwierać oczy spostrzegłam się, że Meriel wciąż spała. Spała tuż obok mnie, wciąż we własnym ciele, a ja wciąż nie rozumiałam co się tak właściwie wydarzyło. Mauer natomiast kawałek dalej od miejsca gdzie kładła się spać leżała w ciszy, podczas gdy jej oczy skierowane były w niebo. Doczłapałam się do niej po cichu i położyłam tuż obok, mając cichą nadzieję, że nie przeszkadzam jej szczególnie w tym momencie.
- Skoro już się wyspałyśmy musimy w końcu ustalić plan działania. Sama widzisz co stało się ze mną i Meriel... Jak inni to zobaczą zaraz coś zaczną węszyć, nie możemy dopuścić żeby ktoś poznał prawdę... Przyznam, że...Przyznam, że nie wiem co robić... Boję się, że April może nie potraktować nas ulgowo... Boje się o Meriel... Nie wiem co tam widziała, ale widzę jak bardzo jest przerażona. Gdy wychodziłyśmy z lasu wciąż wpatrywała się dziko to we mnie, to w ciebie... Ten las był przerażający, ale ja... Założę się, że nie widziałam tak okropnych rzeczy jakie widziała Meriel... - urwałam nagle, bardziej przypatrując się klaczy obok - Mauer, skoro już zaczęłam ten temat... Co ty tak właściwie widziałaś? I jak się czujesz...? - nie byłam pewna czy powinnam zadawać jej w tym momencie tyle pytań, jednak troska przemawiała teraz gorliwie przeze mnie. Gdy leżałyśmy tak pod ciemnym jeszcze niebem, mimo długiego i solidnego odpoczynku wciąż nie potrafiłam w pełni się zrelaksować. Wszystko poszło jakby za lekko, nieprzyjemna aura wciąż nas otaczało... Zupełnie tak, jakoby jeszcze nie opuściłyśmy lasu i wciąż byśmy w nim tkwiły zupełnie nieświadome, tracąc czujność i stając się łatwiejszymi ofiarami, a to wszystko było tylko iluzją...
< Mauer? >
6 lut 2020
Od Vanitasa CD April
Niewielka ilość obowiązków, spoczywających na moim grzbiecie, wywoływała we mnie uczucie znużenia. Codzienne zajęcia stały się rutyną, którą co jakiś czas urozmaicały rozmowy z niektórymi końmi. Prawie że nikt nie miał żadnych problemów zdrowotnych, co akurat było pozytywem. Jedyny problem stanowił przypadek Aviany. Moja samokrytyczna natura wzięła górę, przez co zacząłem obwiniać się o brak umiejętności w pomocy klaczy. Jak mogłem być głównym medykiem tego stada, a jednocześnie nie być w stanie ustalić choroby jednej z członkiń? Cała ta sytuacja była dla mnie niczym zagadka bez rozwiązania. W celu zdobycia sensownej odpowiedzi, musiałem dokładnie przeanalizować wszystkie zdarzenia z tamtego dnia oraz to, co działo się z klaczą teraz. Dodatkową presję wzbudza we mnie fakt, iż swoim niedoborem wiedzy mogę zawieść April. Aviana jest jej kuzynką, więc nic dziwnego, że tak bardzo zależy jej na stanie zdrowotnym klaczy.
Zacząłem poświęcać April więcej czasu, by pokazać, jak bardzo przykro mi z powodu mojego braku kompetencji. Jednocześnie starałem się nie narzucać jej nazbyt swojej obecności. Starałem się nie porzucać swoich codziennych zajęć, jednak nazbierałem tyle przydatnych ziół, iż mój specjalny skład był wypełniony po brzegi, a ja i tak z nich nie korzystałem. Frustrowało mnie to, iż nie byłem w stanie ruszyć ze sprawą Aviany. Czasami nie potrafiłem się skupić na innych czynnościach.
Dosyć często widywałem się z dowódczynią stada, co najwyraźniej nie umknęło reszcie członków. Wydawało mi się, iż coraz częściej zwracają uwagę na naszą dwójkę, przebywającą we wspólnym otoczeniu. Bycie w centrum uwagi nigdy mnie nie ekscytowało, toteż za każdym razem, starałem się znikać z pola widzenia. Po pewnym czasie chyba każdy przyzwyczaił się do tego, a ja ponownie podjąłem się wszelkich prób wyleczenia kuzynki April. Przez długi czas próbowałem doszukać się nowych właściwości we znanych mi roślinach medycznych. Nic jednak nie było w stanie sprostować panującemu chaosu. Pierwszy raz od dawna poczułem się czymś tak bardzo przytłoczony. April nieustannie powtarzała, iż docenia każdą chęć mojej pomocy i wszystko, co robię dla dobra jej kuzynki. Mimo to, jej słowa wciąż mnie nie uspokajały. Miałem krótki okres, w którym pragnienie rozwiązania całej tej paranoicznej sytuacji stało się moją obsesją. Nie ukryło się to zbyt długo przed dowódczynią, która z łatwością mnie uspokoiła, przez co na powrót zacząłem kontrolować własne życie. Każdego dnia, byłem pewien, iż jestem o krok bliżej od poznania wyniku sytuacji, a i tak, wciąż tkwiłem w punkcie startowym.
A teraz kolejny raz staliśmy razem nad brzegiem jeziora. Ja i April. Nawet w te chłodniejsze pory roku, było to przyjemne do odwiedzin miejsce. Dobre też było to, iż mogłem spędzać czas ze swoją przyjaciółką. Choć nie wiedziałem, czy z biegiem czasu nasze relacje się nie wzmacniały. Zawsze czułem się lepiej, gdy to właśnie mi się żaliła. Szanowałem to, iż czasami nie była w stanie spotkać się ze mną, ze względu na swoje obowiązki i kuzynkę. Widywaliśmy się codziennie, a to już było czymś cudownym.
Po długiej chwili moich osobistych namyśleń, odnośnie poprzednich miesięcy, odezwałem się.
- Nie przeszkadzam ci? - zagadnąłem w stronę klaczy - To znaczy... Nie odczuwasz w swoim życiu zbyt nadmiernie mojej obecności? Myślałem nad tym, ile czasu ostatnio ze sobą spędzamy pomimo tego, iż ciążą nad tobą obowiązki przywódczyni oraz zmartwienia związane z Avianą - wyrzuciłem z siebie, prawie że na jednym oddechu. Lekko drgnęła, na dźwięk mojego głosu. Była tak wpatrzona w taflę wody, co sugerowała, że sama ledwo co wybudziła się z zamyśleń.
- Rozmawialiśmy już chyba na ten temat - mruknęła z lekkim uśmiechem, obracając łeb w moją stronę. - Jesteś moim przyjacielem i wiem, że zawszę mogę na ciebie liczyć - dodała.
- Schlebia mi to niezmiernie - odparłem szczerze - Nie jestem jednak w stanie zrozumieć tego, co między nami jest. Czuję wobec ciebie ogrom zaufania, jakim jeszcze nie darzyłem nikogo spoza rodziny. Doceniam to, jak często spotykasz się ze mną, pomimo własnych obowiązków. Wydaję mi się, że darzę cię czymś znacznie większym, niż tym, co jest między zwykłymi przyjaciółmi. Nie jestem w stanie bezpośrednio określić, co to jest. Chcę, żebyś wiedziała, iż zawsze możesz na mnie liczyć. Nie powiem ci, że cię lubię. To o wiele za mało powiedziane - wyrzuciłem w skrócie wszystko, co ciążyło mi ostatnio na sercu. Klacz w międzyczasie wbiła we mnie mocniejsze spojrzenie, pełne zaskoczenia. Uśmiechnąłem się niemrawo i skinąłem jej głową, po czym odwróciłem się i spokojnym tempem zacząłem odchodzić. Będąc kawałek dalej, obróciłem się i spojrzałem na nią. April wciąż stała w miejscu, a jej wzrok był utkwiony w moją stronę. Może nie powinienem jej tego mówić? Dorzucam kolejną cegiełkę do powstającego muru jej zmartwień. Nie mogłem jednak zbyt długo tego kryć. Jest mądra, więc pewnie już dawno zauważyła zmianę w moim zachowaniu względem jej, tylko najprawdopodobniej nie wiedziała, jak na to zareagować. Równie dobrze, mogła w ogóle nie chcieć tego widzieć. Pogrążony rozmyśleniami, wróciłem do centrum stada i jakby nigdy nic, położyłem się pod jednym z pobocznych drzew i obserwowałem otoczenie.
Zacząłem poświęcać April więcej czasu, by pokazać, jak bardzo przykro mi z powodu mojego braku kompetencji. Jednocześnie starałem się nie narzucać jej nazbyt swojej obecności. Starałem się nie porzucać swoich codziennych zajęć, jednak nazbierałem tyle przydatnych ziół, iż mój specjalny skład był wypełniony po brzegi, a ja i tak z nich nie korzystałem. Frustrowało mnie to, iż nie byłem w stanie ruszyć ze sprawą Aviany. Czasami nie potrafiłem się skupić na innych czynnościach.
Dosyć często widywałem się z dowódczynią stada, co najwyraźniej nie umknęło reszcie członków. Wydawało mi się, iż coraz częściej zwracają uwagę na naszą dwójkę, przebywającą we wspólnym otoczeniu. Bycie w centrum uwagi nigdy mnie nie ekscytowało, toteż za każdym razem, starałem się znikać z pola widzenia. Po pewnym czasie chyba każdy przyzwyczaił się do tego, a ja ponownie podjąłem się wszelkich prób wyleczenia kuzynki April. Przez długi czas próbowałem doszukać się nowych właściwości we znanych mi roślinach medycznych. Nic jednak nie było w stanie sprostować panującemu chaosu. Pierwszy raz od dawna poczułem się czymś tak bardzo przytłoczony. April nieustannie powtarzała, iż docenia każdą chęć mojej pomocy i wszystko, co robię dla dobra jej kuzynki. Mimo to, jej słowa wciąż mnie nie uspokajały. Miałem krótki okres, w którym pragnienie rozwiązania całej tej paranoicznej sytuacji stało się moją obsesją. Nie ukryło się to zbyt długo przed dowódczynią, która z łatwością mnie uspokoiła, przez co na powrót zacząłem kontrolować własne życie. Każdego dnia, byłem pewien, iż jestem o krok bliżej od poznania wyniku sytuacji, a i tak, wciąż tkwiłem w punkcie startowym.
A teraz kolejny raz staliśmy razem nad brzegiem jeziora. Ja i April. Nawet w te chłodniejsze pory roku, było to przyjemne do odwiedzin miejsce. Dobre też było to, iż mogłem spędzać czas ze swoją przyjaciółką. Choć nie wiedziałem, czy z biegiem czasu nasze relacje się nie wzmacniały. Zawsze czułem się lepiej, gdy to właśnie mi się żaliła. Szanowałem to, iż czasami nie była w stanie spotkać się ze mną, ze względu na swoje obowiązki i kuzynkę. Widywaliśmy się codziennie, a to już było czymś cudownym.
Po długiej chwili moich osobistych namyśleń, odnośnie poprzednich miesięcy, odezwałem się.
- Nie przeszkadzam ci? - zagadnąłem w stronę klaczy - To znaczy... Nie odczuwasz w swoim życiu zbyt nadmiernie mojej obecności? Myślałem nad tym, ile czasu ostatnio ze sobą spędzamy pomimo tego, iż ciążą nad tobą obowiązki przywódczyni oraz zmartwienia związane z Avianą - wyrzuciłem z siebie, prawie że na jednym oddechu. Lekko drgnęła, na dźwięk mojego głosu. Była tak wpatrzona w taflę wody, co sugerowała, że sama ledwo co wybudziła się z zamyśleń.
- Rozmawialiśmy już chyba na ten temat - mruknęła z lekkim uśmiechem, obracając łeb w moją stronę. - Jesteś moim przyjacielem i wiem, że zawszę mogę na ciebie liczyć - dodała.
- Schlebia mi to niezmiernie - odparłem szczerze - Nie jestem jednak w stanie zrozumieć tego, co między nami jest. Czuję wobec ciebie ogrom zaufania, jakim jeszcze nie darzyłem nikogo spoza rodziny. Doceniam to, jak często spotykasz się ze mną, pomimo własnych obowiązków. Wydaję mi się, że darzę cię czymś znacznie większym, niż tym, co jest między zwykłymi przyjaciółmi. Nie jestem w stanie bezpośrednio określić, co to jest. Chcę, żebyś wiedziała, iż zawsze możesz na mnie liczyć. Nie powiem ci, że cię lubię. To o wiele za mało powiedziane - wyrzuciłem w skrócie wszystko, co ciążyło mi ostatnio na sercu. Klacz w międzyczasie wbiła we mnie mocniejsze spojrzenie, pełne zaskoczenia. Uśmiechnąłem się niemrawo i skinąłem jej głową, po czym odwróciłem się i spokojnym tempem zacząłem odchodzić. Będąc kawałek dalej, obróciłem się i spojrzałem na nią. April wciąż stała w miejscu, a jej wzrok był utkwiony w moją stronę. Może nie powinienem jej tego mówić? Dorzucam kolejną cegiełkę do powstającego muru jej zmartwień. Nie mogłem jednak zbyt długo tego kryć. Jest mądra, więc pewnie już dawno zauważyła zmianę w moim zachowaniu względem jej, tylko najprawdopodobniej nie wiedziała, jak na to zareagować. Równie dobrze, mogła w ogóle nie chcieć tego widzieć. Pogrążony rozmyśleniami, wróciłem do centrum stada i jakby nigdy nic, położyłem się pod jednym z pobocznych drzew i obserwowałem otoczenie.
April?
30 sty 2020
Od Laisreana CD Aviany
Dzisiejsza noc była dla mnie wyjątkowo niespokojna. Wynikało to głównie z bardzo realistycznego snu, który mnie nawiedził. Niezbyt miłe wspomnienia przeszłości... Westchnąłem, wciąż rozmyślając dokładnie nad tym, co dokładnie mi się przyśniło. We śnie pojawiły się znajome mi pyski - konie z mojego stada, a wraz z nimi niezbyt miłe komentarze na mój temat. Skrzywiłem się nieznacznie, wstając z ziemi. Wieczne odrzucenie... Potrząsnąłem głową, nie chcąc już więcej o tym myśleć. Tutaj już nie miałem o co się martwić - w końcu znalazłem miejsce, w którym czułem się akceptowany przez innych, i właśnie tym powinienem się cieszyć. Skoro i tak nie mogłem już zmusić się do zaśnięcia, postanowiłem zająć się jakimś pożytecznym zajęciem. Powolnym krokiem wyszedłem z jaskini, kierując się do Tysiącletniego Drzewa. Ostatnimi czasy było to jedno z moich ulubionych miejsc w stadzie - rzadko można spotkać tutaj inne konie, co pozwala mi się wyciszyć i w spokoju tworzyć nowe wiersze. Usiadłem na trawie i dałem ponieść się myślom. Siedziałem tam tak długo, że nawet nie spostrzegłem jak słońce było już wysoko na niebie. Udało mi się ułożyć jeden krótki wierszyk, ale drugi sprawiał mi duże kłopoty. Zacząłem rozglądać się, próbując znaleźć jakąś inspirację, coś co mogłoby mi pomóc.
-Iskry... w oczach twe, com rozgrzewają serce me - zacząłem powoli łączyć pierwsze słowa, które przyszly mi do głowy w zdania - Miła o ma, miła ma, tyś... hmm - przestałem mówić, zastanawiając się nad tym, jakie słowo będzie odpowiednie. Westchnąłem ciężko, najwyraźniej dzisiejszego dnia moja wena już się skończyła. Rozmyślając, nawet nie spostrzegłem sylwetki innego konia. Lekko się przestraszyłem, nie wiedząc kim jest. Cofnąłem się o parę kroków i przyjąlem pozycję gotowy do ewentualnej ucieczki. Jednak klacz (tak wywnioskowałem z jej wyglądu) nie wyglądała jakby chciała zrobić mi krzywdę. Może była ze stada? Jej pysk wydawał się znajomy, na pewno już kiedyś ją widziałem, lecz nie mogłem przypomniec sobie jej imienia. Lekko niepewnie, postanowiłem się odezwać.
- Um.. witaj? - powiedziałem - Laisrean mnie zwą i do stada Silver Moon, na którego terenach twoje kopyta spoczywają, należę.
Uśmiechnąłem się, próbując wyglądać na miłego.
- A jak ciebie zwą? - spytałem, gdy klacz nadal mi nie odpowiedziała.
<Aviana?>
-Iskry... w oczach twe, com rozgrzewają serce me - zacząłem powoli łączyć pierwsze słowa, które przyszly mi do głowy w zdania - Miła o ma, miła ma, tyś... hmm - przestałem mówić, zastanawiając się nad tym, jakie słowo będzie odpowiednie. Westchnąłem ciężko, najwyraźniej dzisiejszego dnia moja wena już się skończyła. Rozmyślając, nawet nie spostrzegłem sylwetki innego konia. Lekko się przestraszyłem, nie wiedząc kim jest. Cofnąłem się o parę kroków i przyjąlem pozycję gotowy do ewentualnej ucieczki. Jednak klacz (tak wywnioskowałem z jej wyglądu) nie wyglądała jakby chciała zrobić mi krzywdę. Może była ze stada? Jej pysk wydawał się znajomy, na pewno już kiedyś ją widziałem, lecz nie mogłem przypomniec sobie jej imienia. Lekko niepewnie, postanowiłem się odezwać.
- Um.. witaj? - powiedziałem - Laisrean mnie zwą i do stada Silver Moon, na którego terenach twoje kopyta spoczywają, należę.
Uśmiechnąłem się, próbując wyglądać na miłego.
- A jak ciebie zwą? - spytałem, gdy klacz nadal mi nie odpowiedziała.
<Aviana?>
29 sty 2020
Od Phanthoma cd. Alexii
Byłem kompletnie bez sił, bolało mnie całe ciało, jakby wczoraj zleciał z dużej wysokości i uderzył w kilka gałęzi. Skrzydła ciągnąłem po ziemi, nie interesując się, czy się pobrudzą. Szedłem przed siebie, aż nie dotarłem do źródełka. Tam postanowiłem odpocząć, położyłem się blisko wody, napiłem się zimnej cieczy i położyłem łeb na trawie. Czułem się wyprany ze wszystkich sił, a nawet uczuć, bo nie czułem żadnej irytacji, złości, czy nawet zdziwienia tym, co się ze mną działo. Może będę wkrótce chory? Miałem nadzieje, że nie, wtedy Głos całkowicie się uwalnia i słyszę go ciągle. Bez przerwy o czymś mówi, opowiada, a najgorsze jest to, że gdy staram się sobie przypomnieć, co mi powiedział, nie pamiętałem i nie ważne, jak silnie bym wytężał swój umysł, słyszałem tylko jego śmiech.
Nie wiem ile przespałem, ale niebo się nie zmieniło, a słońce dalej chowało się za koronami drzew. Podniosłem łeb, teraz czułem się tylko niewyspany, aby pożegnać to uczucie, zmusiłem się do wstania i się rozciągnąłem, rozkładając skrzydła na boki. Wypiąłem grzbiet i wtedy usłyszałem czyjeś kroki. Powoli złożyłem skrzydła i zaciekawiony ruszyłem w stronę dźwięku. Po chwili zobaczyłem konia, konkretnie, to klacz, jednorożca o jasno brązowych barwach. Co ciekawsze, zamiast jego rogu, miała poroża.
- Kim jesteś? - zapytałem z tej racji, że jej nie znałem. Nie miałem pojęcia, czy należy do stada, czy nie, w końcu wróciłem do całkiem nie dawno, nie mogę się zdziwić, jeśli April przyjęła do stada kogoś jeszcze. Samica nie odpowiedziała, tylko się na mnie gapiła.
Może głucha jest? Nastrasz ją.
- Pytałem, kim jesteś – powtórzyłem pytanie, ignorując Głos.
- Nazywam się Alexia – jakiś postęp.
- Należysz do tego stada? - wolałem się upewnić, przed przedstawieniem się.
Alexia?
28 sty 2020
Od Aviany Do Laisreana
Chłodny zimowy powiew muskał moją skórę, kiedy powolnym i dość niezgrabnym krokiem zmierzałam przed siebie bez podjętej decyzji dokąd tak właściwie zamierzam się udać. Myślałam nad Jeziorem Gai, tudzież o Lazurowej Polance, jednak fakt, że mogłabym tam spotkać sporą ilość członków stada skutecznie mnie od tych miejsc odwodziła co spowodowało, że w dalszym ciągu po prostu szłam przed siebie w przyjemnej ciszy.
Po pewnym czasie, minutach, może nawet i godzinach znalazłam się wyjątkowo blisko Tysiącletniego Drzewa, stare drzewo które świadkiem musiało być niesamowitych wydarzeń. Na obecną chwilę nie widziałam lepszej lokalizacji w której mogłabym się zatrzymać, toteż podeszłam jeszcze bliżej, a upewniwszy się, że wokół żywej duszy brak zajęłam dogodne sobie miejsce w cieniu okazałych gałęzi. Wiatr choć wciąż nieco chłodnawy, w obecnych warunkach stał się raczej bardziej przyjemnym doświadczeniem niżeli utrapieniem. Wsłuchałam się w szum wody która spokojnie spływała i przymknęłam oczy wyobrażając sobie rodzinę którą porzuciłam kawał drogi stąd. W głowie odtwarzałam stale dobre wspomnienia, starając się nie wyobrażać sobie w swojej chorej wyobraźni tego co mogłoby by się stać gdybym tam jeszcze powróciła w takim stanie. Odrzucenie? To dość delikatne słowo. Hańba dla całej rodziny i wygnanie w okrutny sposób. Wzroki pełne pogardy które obwiniałyby cię o każdy najmniejszy błąd, wiedząc o tobie wszystko, a zarazem nic. Do diabła, Aviana, nawet w takich warunkach nie potrafisz się zrelaksować.
- ...iskry w oczach twe, com rozgrzewają serce me, miła o ma... Miła ma, tyś.. hm... - dobiegło w ten do moich uszu, jeżeli nie mylę się zaledwie kilka kroków dalej. Drzewo duże jest, owszem, ale byłam przekonana, że jestem tu sama.
W końcu wychyliłam się bardziej by dostrzec jegomościa i zauważyłam drobnego konia, którego smukła sylwetka i delikatna uroda zupełnie przeczyła usłyszanego przeze mnie wcześniej głosu. Głos choć niewątpliwie był męski, sam koń raczej przypominał dorodną klaczkę.
Wychyliłam się jeszcze bardziej i lekko otworzyłam paszczę by się przywitać, jednak zaraz oświeciło mnie i jedynie ugryzłam się w język, spuszczając nieco łeb. Nie kojarzyłam go nawet, czy był członkiem stada czy po prostu wędrowcem? Gdyby był obcy z chęcią bym przedstawiła go April, jednak wątpię czy by zechciał pójść za kimś, kto nawet nie uraczy go ciepłą rozmową.
Choć sam ogier jak mniemam, bo głosu postanowiłam jednak jego zaufać, zadziwił mnie nie tylko swą urodą, ale i swą mową. Był artystą, to na pewno, a sposób w jaki się wypowiadał był co najmniej intrygujący. Tak bardzo chciałam wymienić z nim choć parę słów więc zbliżyłam się ostatecznie nieco bardziej by zauważył mą obecność i delikatnie, wręcz niezauważalnie skinęłam głową w jego stronę, co najwidoczniej wystraszyło go, przez co delikatnie się wzdrygnął i przyjął pozycję gotową do ewentualnej ucieczki. Spojrzałam na niego smutno, starając się gestami wskazać, że złych zamiarów z pewnością nie mam.
< Laisrean? >
Od Alexii do Phanthoma
Była noc. Na czarnym nieboskłonie nie dostrzegłam ani jednej pojedynczej gwiazdy, o gwiazdozbiorach nie wspominając, gdy uniosłam swój łeb na chwilę ku górze. Nigdzie nie było też widać księżyca. Nie mam pojęcia, czy to wina mgły, która w tak krótkim czasie stała się naprawdę gęsta, czy też chmury zasłoniły piękno nocy. Dookoła nikogo nie było. Żadnej żywej duszy. Ta cisza dźwięczała mi w uszach i z minuty na minutę stawała się nie do zniesienia. Poruszałam się powoli, niespiesznie do przodu. Nie miałam określonego celu. Nawet nie wiem jakim cudem nie zauważyłam, że tu zaszłam. Co to było za miejsce? Czy to jeszcze tereny stada? Co mi w ogóle przyszło do głowy chodzić samej? No tak... Samotność. Jedynym dźwiękiem, który towarzyszył mi przez tę nieznaną podróż był cichy stukot kopyt i bicie serca. Jednak to i tak była dla mnie cisza. Głupio było mi rżeć co jakiś czas jak jakiś obłąkany koń toteż właśnie miałam oddać się swoim wspomnieniom i muzyce, lecz wnet usłyszałam czyiś stukot kopyt, a potem głos:
- Kim jesteś?
Sama nie wiedząc, czy mam się cieszyć że w końcu od jakże dłuższego czasu wędrowania samej w tej nocy kogoś spotkałam. Czy może lepiej zignorować to? W końcu poza zarysem sylwetki i głosu nie wiedziałam o tym koniu nic więcej. Nie znałam jego zamiarów. Nie wiedziałam nawet czy jest stąd. Czy zaryzykować? Z drugiej strony po pierwsze nie znam za wiele koni w tym stadzie. Po drugie czuję się samotna. Zbyt. Po trzecie może zawrę nową znajomość?
<Phantom?>
- Kim jesteś?
Sama nie wiedząc, czy mam się cieszyć że w końcu od jakże dłuższego czasu wędrowania samej w tej nocy kogoś spotkałam. Czy może lepiej zignorować to? W końcu poza zarysem sylwetki i głosu nie wiedziałam o tym koniu nic więcej. Nie znałam jego zamiarów. Nie wiedziałam nawet czy jest stąd. Czy zaryzykować? Z drugiej strony po pierwsze nie znam za wiele koni w tym stadzie. Po drugie czuję się samotna. Zbyt. Po trzecie może zawrę nową znajomość?
<Phantom?>
Subskrybuj:
Posty (Atom)