14 lis 2019

Od Laisreana CD Mauer

Spacerowałam sobie spokojnie, podziwiając przyrodę, gdy ujrzałem znajomą klacz, leżącą na trawie i jednym kopytem bawiącą się wodą. Nie mając nic innego ciekawego do roboty, postanowiłem do niej podejść. Powoli zbliżyłem się.
-Miło cię znów ujrzeć, Mauer - powiedziałem.
Klacz gwałtownie się podniosła i odwróciła w moją stronę. Musiałem ją zaskoczyć swoją obecnością.
-Och, Laisrean. Wybacz, nie spodziewałam się tu nikogo. Tak cicho chodzisz - zaśmiała się cicho, ale usłyszałem w jej głosie nutkę nerwowości.
-Ah, przepraszać nie musisz, to ja nie powinienem był cię tak straszyć - uśmiechnąłem się - Co cię tutaj sprowadziło?
-W zasadzie to nic szczególnego. Nudziło mi się i tutaj zawędrowałam... - powiedziała klacz - Postanowiłam tu trochę posiedzieć, gdyż nie miałam nic do roboty - uśmiechnęła się delikatnie - A ty?
-Ah, ostatnio weny mi brak, więc myśl mnie naszła, że być może spacerując po terenach natchnie mnie coś - stwierdziłem, zamyślając się na chwilę - cóż za szkoda, że tak się nie stało, w mojej głowie niezmiennie gości pustka.
Klacz zaśmiała się perliście, co wywołało uśmiech na moim pysku. Rozmawialiśmy jeszcze parę minut na różne tematy. Stąpaliśmy powoli, a jedynym słyszalnym dźwiękiem były nasze kopyta uderzające o ziemię oraz nasza rozmowa. Byłem nią tak pochłonięty, że na początku kompletnie nie zwróciłem uwagi na pewien dziwny dźwięk. Coś jakby... szepty? Dopiero po chwili, gdy zatrzymałem się i wytężyłem słuch, byłem w stanie zlokalizować "to" i domyśleć się czym jest tajemniczy dźwięk. Mauer również się zatrzymała, zauważając moje dziwne zachowanie.
-Coś się stało? - spytała lekko zaniepokojona.
Przez chwilę zamyślony kompletnie nie zwracałem uwagi na klacz stojącą obok mnie. Dopiero gdy dwukrotnie powtórzyła moje imię powróciłem do rzeczywistości.
-Słyszysz to? - spytałem.
Mauer wpatrywała się we mnie przez chwilę, najwyraźniej nie rozumiejąc o co mi chodzi, jednak poszła za moją radą i wsłuchała się w dźwięki otoczenia. Już po paru sekundach źrenice klaczy wyraźnie rozszerzyły się w niedowierzaniu.
-Ludzie - powiedziałem.
-Powinniśmy powiadomić April - oznajmiła Mauer.
Pokiwałem głową, zgadzając się z nią.
-Jak najszybciej powinniśmy to miejsce opuścić i przywódczynię powiadomić, chodźmy więc - stwierdziłem i szybkim krokiem ruszyliśmy.
<Mauer?>

2 lis 2019

Od Meriel CD Mauer

Zarówno Mauer jak i Meara nie potrafiły uciszyć się choć na chwilę. Nieustannie gadały o jakiś bzdetach, zupełnie chyba zapominając po co tutaj jesteśmy. Ich chichotanie pod nosem sprawiało, że miałam ochotę po prostu zapaść się pod ziemię i nigdy więcej spod niej nie wychodzić. Toteż mój wzrok wiódł po glebie na której stąpałyśmy i nieszczególnie miałam ochotę go podnosić ani na na przód ani tym bardziej na moją siostrą czy samą Mauer. Czy cieszyłam się z tego, że z nami idzie? Skłamałabym odpowiadając, że tak.
Im głębiej w las tym cichsze stawały się ich rozmowy, aż w końcu zupełnie zakończyły swój dialog. Dziękowałam wszystkim bóstwom w duchu za to, że wreszcie mogłam w spokoju iść przed siebie. Nie do końca interesowało mnie jak ten cały las wygląda, interesowało mnie co ma mi do zaoferowania i czy jest w stanie zdjąć ze mnie, z nas to przekleństwo.
Gdy jedynym źródłem hałasu były nasze kroki i łamane gałęzie zupełnie straciłam czujność. W momencie kiedy coś huknęło w oddali ze strachu gwałtownie się zatrzymałam, całkowicie zdezorientowana. Meara nie zareagowała równie niespokojnie co ja, przez co zupełnie wybiłyśmy się z rytmu na co klacz w odpowiedzi spojrzała na mnie gniewnie. Potrząsnęłam tylko łbem wracając do przytomności i obejrzałam się powoli za siebie.
- Gdzie Mauer? - zapytałam dziwnie niespokojnie. Nie żebym się jakkolwiek o nią martwiła, ale skoro ona tak nagle mogła zniknąć to co może przydarzyć się zaraz nam? Wolałam o tym nie myśleć jednak milion czarnych scenariuszy przewijało mi się nieustannie przed oczami.
- Ja... Nie wiem... Była tuż obok nas, a teraz... Pewnie jest gdzieś blisko, musimy tylko jej poszukać. Zaraz się znajdziemy i zabieramy się stąd. To był zły pomysł, to był beznadziejny pomysł. Kurewsko zły pomysł. - skomentowała zaraz cała spięta Meara. Strach tańczył jej dziko w oczach kiedy starała się odnaleźć wzrokiem zagubioną klaczy.
- Ja na pewno nie mam zamiaru jej szukać. Sama chciała tu przyjść i my nie bierzemy za nią odpowiedzialności. Zgubiła się, trudno. Jakoś się znajdzie. Jedyne co musimy to wykorzystać okazję i znaleźć rozwiązanie wszystkich naszych proble-
- MERIEL! - wrzasnęła nagle, a ja stałam jak wryta w ziemię. Nigdy nie słyszałam aby Meara aż tak głośno krzyczała, nigdy. - Meriel, proszę cię! Zgodziłam się, ale to za dużo! Po prostu za dużo... Teraz nawet nie mamy pojęcia gdzie jest Mauer, a jeżeli coś się jej się stało... to to będzie nasza wina... Proszę cię Meriel, po prostu znajdźmy ją i wyjdźmy stąd. Nie chcę tu przebywać ani chwili dłużej niż jest to konieczne. - w oczach klaczy zaczęły zbierać się słone łzy, a z każdym słowem było ich więcej i więcej. Westchnęłam tylko ciężko i przytuliłam ją, starając się chociaż w minimalny sposób ją wesprzeć.

~ ○ ~

Z każdą upływającą minutą miałam wrażenie, że kręcimy się w kółko. Pomału dopadało mnie znużenie, a zaginionej klaczy jak nie było tak nie ma. To poszukiwanie było bezcelowe, ale wiedziałam, że Meara tak łatwo sobie nie odpuści.
Chciałam się odezwać kiedy znikąd coś przepełzło tuż przed nami, znikając zaraz za drzewami. Nastawiłam czujnie uszy, dostrzegając kątem oka, że moja siostra poczyniła identycznie. Zwolniłyśmy kroku kiedy to same tajemnicze stworzenie przeleciało tym razem tuż za nami. Znikąd do naszych uszu zaczęły dochodzić dziwne szepty, a pełzający stwór przewijał się nam już bezpośrednio pomiędzy nogami.
- Meriel! Meriel pomóż mi!
Kiedy podniosłam łeb dostrzegłam nikogo innego jak samą Mauer. Walczyła z dziwnymi korzeniami które oplatały ją szybciej i szybciej. Szarpanie się było coraz mniej skuteczne, ktoś musiał jej pomóc.
Ruszyłam przed siebie bez większego zastanowienia, zupełnie ignorując szepty czy cokolwiek to co pełzało po tej rąbanej ziemi. Używając telekinezy zaczęłam wyrywać wszystkie korzenie po kolei, wspomagając się zębami które choć mało skuteczne, zawsze jakiś efekt dawały.
Im szybsze były moje ruchy, tym szybciej działały korzenie ściskając drobne ciało klaczy.
- Meriel! Meriel, kochanie! - ryknęła nagle i zaśmiała się mi prosto w twarz. Jej śmiech brzmiał jakby setka demonów zamieszkała w niej, na raz krzycząc i śmiejąc się do rozpuku. Cofnęłam się przerażona, a korzenie całkowicie pożarły jej ciało, miażdżąc je, kiedy spomiędzy nich zaczęła wypływać czerwona ciecz. Krzyknęłam i upadłam na ziemię, chwilę po tym gdy oberwałam czymś twardym w tył łba.

~ ○ ~

Cały świat wirował, a ja czułam jakby ktoś właśnie porządnie mnie skopał i zostawił na pastwę losu.
- Me...meara... - wyszeptałam pod nosem starając się obrócić łeb aby sprawdzić stan siostry. Jednak tam jej nie było. Serce zaczęło walić mi jak młot kiedy przez myśl przeszło mi, że jej głowa mogła zostać ścięta i zagubiona gdzieś w tym przeklętym lesie. Ale jej po prostu nie było, Meary, całej. Nie było nawet śladu, że kiedykolwiek mogłybyśmy być połączone. Niepewnie poruszyłam obcymi mi dotąd kończynami i byłam już pewna, byłam pewna w stu procentach, że moje marzenie nareszcie się ziściło. Wszystkie cztery kończyny należały do mnie, nie tylko dwie. Nie było drugiego łba z którym musiałam spędzać dzień i noc bez chwili wytchnienia. Tylko i wyłącznie moje ciało. Uśmiechałam się, uśmiechałam jak głupia, jednak moje szczęście nie trwało długo kiedy na pierwszy plan wkradła się ogromna troska o siostrę. Opornie, lecz jakimś cudem stanęłam o własnych siłach i przez dziwnie rozmazany obraz starałam się czegoś wypatrzyć. Czegokolwiek.
Po kilku sekundach wyłapałam tylko dużą jasną plamę która powiększała się z każdą chwilą aż w końcu zatrzymała się. Ze wszystkich sił próbowałam dostrzec z kim miałam do czynienia i kiedy zorientowałam się, że to nie kto inny jak Mauer poczułam nagłą radość jak i przerażenie. Zrobiłam krok do przodu jednak zaraz się zatrzymałam, mając przed oczami straszny widok krwi która powoli zmierzała w moją stronę z ciemnych korzeni, otulających martwe ciało klaczy.
- Meriel...? - zapytała niepewnie, jednak kiedy nie otrzymała żadnej odpowiedzi przez jakiś czas kontynuowała. - Meriel, to ja, Mauer. To naprawdę ja, co się stało? Dlaczego ty... Gdzie jest Meara?
Gdy dokończyła swoją wypowiedź poczułam jak całe moje ciało zaczęło się trząść, a w oczach pojawiła się masa łez. W tym momencie już nie obchodziło mnie czy była to prawdziwa Mauer czy też nie, po prostu podbiegłam do niej i rzuciłam się jej na szyję, przytulając z całej siły i rycząc jak małe dziecko. Nie wiedziałam co mam mówić, nie miałam nawet siły na jakiekolwiek rozmowy. Choć ciężko było mi to przyznać to szczerze cieszyłam się, że odnalazłam klacz, a raczej, że to ona odnalazła mnie.


< Mauer? >

1 lis 2019

Od Mauer CD Meriel

Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, klacze pospiesznie odeszły. Patrzyłam w osłupieniu, jak oddalają się, nie rozmawiając między sobą.
Wcześniejsza uwaga Meriel trochę mnie zabolała, choć byłam dobrą aktorką i umiałam to ukryć. Nie znosiłam się domyślać, nawet jeśli odpowiedź na moje pytanie była pozornie oczywista. Nienawidziłam niejasnych sytuacji, nawet nie da się wyobrazić, jak bardzo.
Ostatnim razem, gdy się czegoś "domyślałam", zginęła moja najbliższa rodzina, a wraz z nią całe stado.
Zawaliłam, ale Meriel nie mogła przecież o tym wiedzieć i raczej się to nie zmieni. Nigdy nie chowałam urazy.

Może i byłam najgłupsza w swoim życiu, gdy następnego ranka stałam na polanie z zamkniętymi oczami, pochłaniając swoim ciałem pierwsze promienie słońca. Czekałam na nie, przyszłam dosyć wcześnie. Nie spałam tej nocy zbyt długo, nie zdziwiło mnie to. Noce były coraz gorsze, gdy tylko zostawałam sam na sam ze swoimi myślami.
Patrzyłam w dal, w cienką i długą z daleka ścianę Lasu Zguby.
Zastrzygłam uszami, słysząc kroki. Nie musiałam się nawet odwracać, Meriel i Meara miały charakterystyczny sposób poruszania się.
– Mauer! – Wreszcie spojrzałam na Mearę, która mimo domniemanej przeze mnie niepewności, a może nawet strachu, nie traciła pogody ducha.
– Przyszłaś – dopowiedziała od niechcenia jej siostra. Nie miałam zamiaru się jej narzucać.
– Chodźmy. Nie należy marnować czasu – wysiliłam się na lekki uśmiech i zrównałam krok z towarzyszkami.
Droga była dosyć długa, szłyśmy żwawo, rozmawiając o głupotach. To znaczy, Meriel za dużo się nie odzywała. Raczej zdawkowo odpowiadała na pytania zadawane przez siostrę. Czułam się niepożądana, może przez wczorajszą wymianę zdań. Starałam się nie przejmować, w Lesie mogłabym się okazać nieco użyteczna.
Przekroczyłyśmy granicę lasu, zanim się zorientowałyśmy. Nie była ona zbyt wyraźna.
Z każdą chwilą było coraz gęściej, drzewa coraz wyższe, a my coraz cichsze. Atmosfera lasu była tajemnicza, to fakt, jednak milczałyśmy z powodu... Jego piękna.
Było wyjątkowo ciemno, jakby słońce nie docierało przez warstwy liści lub, mniej racjonalnie, mrocznej aury. Las wydawał się być jednocześnie martwy i żywy. Wokół panowała głucha cisza, przerywana dźwiękiem naszych kroków i trzasków gałęzi. Głębiej pojawiały się niewielkie polanki, trawa była ciemna, choć miała soczysty kolor. Gdzieniegdzie latały świetliki. Miałam wrażenie, że czas płynie wolniej.
Usłyszałam dziwny dźwięk, jakby coś wielkiego się przewróciło gdzieś daleko.
– Co to było?
Odwróciłam się, zadając pytanie, ale...
Za mną nikogo nie było.

Meriel/Meara?

19 paź 2019

Od April CD Aviany

Ostatnie kilka miesięcy minęło zaskakująco spokojnie. Na początku było trudno, ale z czasem było coraz lepiej. Co prawda może i Aviana nie wróciła do swojego dawnego zachowania, ale zmiana jaka dokonała się w ciągu tych miesięcy była na prawdę godna podziwu i byłam dumna ze swojej kuzynki. Boli mnie to, że przez te nieszczęsne wydarzenia tak bardzo oddaliłyśmy się od siebie. Kiedyś nierozłączne, a teraz.... Starałam się rozmawiać z nią i dotrzymywać jej towarzystwa, ale za każdym razem czułam się, jakby owa klacz myślami znajdowała się w zupełnie innym miejscu. Na szczęście u mojego boku zawsze był Vanitas, na którego zawsze mogłam liczyć i opowiedzieć mu o swoich problemach. Musiałam przyznać, że ostatnimi czasy spędzałam z nim dużo czasu i nawet.. zbliżyliśmy się do siebie? Przynajmniej tak mi się wydawało. Z zamyśleń wyrwał mnie widok klaczy leżącej na polanie i postanowiłam podejść do niej. Przywitała się ze mną i po chwili smętnie położyła głowę na ziemi. Ułożyłam się zaraz obok niej i przez chwilę trwałyśmy w ciszy, której żadna z nas nie zamierzała przerwać. Moja kuzynka wyglądała na smutną, lecz nie był to obcy widok. Ostatnio cały czas taka była, a ja czułam się bezużyteczna; nie mogłam zrobić nic, żeby poprawić jej nastrój i to bolało najbardziej. Już chciałam się odezwać, lecz wyprzedziła mnie Aviana, wyskakując niespodziewanie z pytaniem, które zaskoczyło zarówno mnie, jak i (chyba) ją samą.
- Czy kiedyś ktoś w końcu usłyszy mój głos? Czy kiedyś ktoś w końcu da mi szansę?
Już miałam się odezwać, ale klacz kontynuowała swoją wypowiedź, nie dając mi szansy na powiedzenie czegokolwiek:
- Jest już za późno. Tak, wiem. Ale chciałabym wierzyć, że jednak jeszcze czeka mnie coś dobrego w tym życiu. Chciałabym wierzyć w lepsze jutro, ale jakoś nie przekonują mnie te wizje. To cięższe niż się może wydawać.
Chciałam coś powiedzieć, uspokoić ją, powiedzieć, że będzie dobrze, że zawsze będę przy niej, ale w głębi duszy wiedziałam, że będzie lepiej , jeżeli nic nie powiem. Na prawdę chciałam ją pocieszyć, ale wiedziałam, że takie słowa w obecnej sytuacji tylko pogorszyłyby stan mojej kuzynki, więc ugryzłam się w język. W środku biłam się z myślami. Aviana potrzebowała teraz spokoju, musiała sobie to sama poukładać. Wiedziałam, że nie potrzebuję mojej słów, tylko samej mojej obecności. Obiecałam sobie, że będę z nią w trudnych chwilach i miałam zamiar tej obietnicy dotrzymać. Klacz wpatrywała się we mnie kątem oka, ale już po chwili ziewnęła przeciągle i przymknęła oczy. Po chwili usłyszałam, jak jej oddech się wyrównuje i uśmiechnęłam się pod nosem.
-Dobranoc, Aviano. Śpij dobrze - powiedziałam cicho.
Ułożyłam głowę na trawie i jeszcze chwilę wpatrywałam się w klacz, rozmyślając o wszystkim. Poczułam, jak ogarnia mnie zmęczenie i moje powieki powoli opadły i ja sama pogrążyłam się w sen.
<Aviana?>

Od April CD Vanitasa

Niespodziewana propozycja ogiera wywołała wielki uśmiech na moim pysku oraz przyjemne uczucie ciepła w brzuchu. Gdy to wszystko się dobrze skończy (jeżeli w ogóle się dobrze skończy, pomyślałam) z chęcią wybiorę się na spokojny, długi spacer. Ostatnio myśli o kiepskim stanie Aviany nękały mnie dzień i noc i spędzały mi sen z powiek, więc obietnica spaceru brzmiała niezwykle kusząco.
-Tak, oczywiście. Chcę żebyś wiedział, że jesteś dla mnie naprawdę wielkim oparciem w trudnych chwilach i niesamowicie cenię sobie twoje towarzystwo. Myślę, że spokojny oraz długi spacer po wszystkich tych przykrych wydarzeniach zrobi dobrze nam obu - powiedziałam, nadal się uśmiechając.
Ogier odwzajemnił mój gest i skinął lekko głową. Przez chwilę staliśmy w ciszy, gdyż żadne z nas nie wiedziało co ma powiedzieć. Zaczęłam wpatrywać się w trawę i nerwowo grzebać kopytem w ziemi. Po paru niezręcznych minutach postanowiłam w końcu przerwać ciszę:
-Wiesz, chyba zobaczę co u Aviany, jeżeli to nie problem. Może coś się u niej poprawiło... - westchnęłam przeciągle.
Vanitas wpatrywał się we mnie zmartwionym spojrzeniem, ale skinął lekko głową.
-Oczywiście, rozumiem. I jeszcze jedno... Dbaj o siebie, dobrze? Wiem, że sytuacja jest trudna, ale nie przemęczaj się tym aż tak. Jesteś przywódcą, ale też potrzebujesz odpoczynku - powiedział.
Słowa Vanitasa spowodowały uśmiech na moim pysku i sprawiły, że moje samopoczucie lekko się poprawiło. Myśl o tym, że ktoś się o mnie szczerze martwi w obecnej sytuacji niesamowicie podnosiła mnie na duchu i byłam wdzięczna ogierowi za tyle ciepłych słów. Pożegnaliśmy się ostatni raz i odeszłam, kierując się w stronę jaskini, w której znajdowała się Aviana. W trakcie spaceru do mojej głowy zaczęły napływać różne myśli, głównie te związane z Vanitasem. Uśmiech, który wywoływał na moim pysku swoimi słowami oraz uczucie motylków w brzuchu za każdym razem, kiedy go widziałam sprawiały, że zaczęłam zastanawiać się nad tym, czy aby na pewno traktowałam go tylko jak przyjaciela. On był na prawdę wspaniały, ceniłam go za jego pomoc w stadzie oraz ciepłe słowa, którymi mnie obdarzał. Czułam, że mam w nim oparcie i że mogę mu zaufać. Jednak w obecnej sytuacji moje myśli i uczucia były jak jeden wielki chaos, więc może, gdy to wszystko się skończy... Byłam tak zamyślona, że nawet nie zorientowałam się, gdy już byłam na miejscu. Niepewnie weszłam do jaskini i skierowałam się do miejsca na samym końcu, gdzie leżała Aviana.
-Hej, jak się czuj-
Przerwałam w połowie zdania, gdy ujrzałam moją kuzynkę spokojnie śpiącą. Uśmiechnęłam się sama do siebie na ten widok. Śpiąca klacz wyglądała niesamowicie łagodnie i niemal zapomniałam o tym, co się stało. Nie widziałam obłędu w jej oczach, wyglądała zupełnie jak stara Aviana, ta Aviana, którą tak bardzo kocham. Mój uśmiech zamienił się w lekki grymas, gdy przypomniałam sobie o przeszłości. Mimo wszystko, nadal w głębi swojego serca miałam nadzieję na poprawę. Ostatni raz spojrzałam na klacz i wyszłam cicho z jaskini, tak, by jej nie zbudzić. Skierowałam się na polanę, gdzie jeszcze trochę rozmyślałam, wpatrując się w niebo i co jest bardzo zaskakujące, pierwszy raz od paru dni, poczułam jak ogarnia mnie sen.
<Vanitas?>
Wybacz mi, że musiałaś tak długo czekać na odpis >.<

14 paź 2019

Od Meriel CD Mauer

Wykrzywiłam pysk w niezadowoleniu i wbiłam wzrok w ziemię, nie mając już zupełnie ochoty na dalszą rozmowę z klaczami. Wiedziałam, że bez zgody Meary nie uda mi się zawędrować do Lasu Zguby i odnaleźć tego czego szukam, nie póki dzielimy jedno ciało. Ale wiedziałam też, że Meara pragnie tego samego co ja i miałam zamiar wykorzystać to w jakiś sposób, nie chcę i nie poddam się jeszcze tak łatwo.
- Powiedz mi... Dlaczego chciałabyś tam iść? - zapytała w końcu Mauer, przyglądając mi się z zaciekawieniem. Nie chciałam jej udzielić na to odpowiedzi. To było głupie pytanie, a powód wręcz oczywisty. Z niechęcią i lekką kpiną w głosie wyrzuciłam krótkie "Pomyśl trochę. To nie tak trudne."
Dopiero gdy wypowiedziałam tych kilka krótkich wyrazów dotarło do mnie jak wrednie to zabrzmiało, ale jakoś nieszczególnie męczyło mnie przez to sumienie. Meara natomiast już gromiła mnie wzrokiem, w myślach zapewne rozrywając mnie na strzępki.
- Przepraszam cię, Mauer. Nie miej jej tego za złe. - skomentowała szybko ma jakże droga siostra, kierując pokorne spojrzenie w stronę swojej rozmówczyni. Ta skinęła tylko głową. Może nie dała po sobie nic poznać, ale czułam, że wewnątrz musiało ją to urazić chociaż minimalnie. A może jednak nie? Może zupełnie nawet nie przejmowała się jakąkolwiek opinią innych na jej temat? Nie wiem i nie mam w planach się w to zagłębiać. Pewne jest to, że odmówiła mojej propozycji, a ja na nie miałam zamiaru za bardzo się z nią spoufalać. 
- Tooo... Chyba będziemy już iść, niech każda sobie w spokoju, ten, um. Zapomnijmy o tym najlepiej. Może, może na pewno spotkamy się później. Na trochę dłużej, tak mi się wydaje. Tylko, zapomnijmy... Tak, zapomnijmy. Do jutra, Mauer, albo do później, tak czy siak, cześć! - ledwie wydukała Meara, gubiąc się samej we własnych słowach. Z ust Mauer padło krótkie "Do później." po czym rozeszłyśmy się, klacz w swoją stronę, a ja wraz z siostrą w naszą.
Czekałam tylko aż znajdziemy się w odpowiedniej odległości aby wysłuchać marudzenia jak to bardzo wszystko zepsułam i jak bardzo nie doceniam danej nam szansy.
Po kilku minutach drogi zatrzymałyśmy się na skraju polanki, a moją uwagę przykuł tępy wzrok Meary który kierowała w trawę.
- Wiem dlaczego chcesz to zrobić, ale... Nie boisz się, że możemy zastać tam coś co tylko pogorszy już i tak beznadziejną sytuację? Nie bez powodu jest tam bezwzględny zakaz wstępu. Myślałaś ile koni przed nami ze stada musiało tam zawędrować i wrócić z traumą albo w ogóle nie wrócić? Ile ofiar, ile zgonów liczy sobie ten Las? To nie są żarty Meriel, ja... Chcę wierzyć w to, że wszystko będzie dobrze, ale jeśli nie? Jeśli coś pójdzie nie tak? Mimo wszystko kocham cię i... boje się. Naprawdę się boję, Meriel. 
Zupełnie zdębiałam. Z szeroko otwartymi oczami wgapiałam się w klacz który była bliska łez. Nie tego się spodziewałam. Nie to miało się wydarzyć.
Delikatnie przytuliłam się do niej łbem, a ona odwzajemniła gest. Cicho tylko westchnęłam, zbierając się do wypowiedzenia kilku słów które wspomogłyby w przekonaniu jej do wejścia na teren Lasu, jednak uprzedziła mnie i kontynuowała wcześniejszą wypowiedź.
- Ale jeśli... Jeśli to jest co czego naprawdę pragniesz i to cię uszczęśliwi no i obiecasz mi, że nic ci się nie stanie to... Możemy tam pójść... Ale tylko raz i na chwilę, jeżeli nic nie znajdziemy albo będzie się źle dziać od razu wracamy. 
To było... szybkie. Szybkie i dziwnie proste. Zgodziła się tak bez większego przekonywania, jeszcze chwilę temu uparcie starając się o to aby nawet nie zbliżać się do zakazanych terenów. Pozostało tylko zaplanować wszystko i sięgnąć po to czego obie najbardziej pragniemy.

Jeszcze przez spory czas rozmawiałyśmy na przeróżne tematy, bardziej lub mniej związane ze stadem i wydarzeniami z mijającego powoli dnia. Gdy nadszedł wieczór znalazłyśmy przyjemne miejsce i ze spokojem zasnęłyśmy, niedaleko reszty stada. 

~ ○ ~

Od jakiegoś czasu przemierzałyśmy przeróżne tereny stada w poszukiwaniu Mauer. Wczorajsza próba oprowadzenia nas dokładnie po nim nie poszła do końca po naszej myśli, a teraz nikt nie wiedział nawet gdzie klacz może obecnie przesiadywać, a my nie wiedziałyśmy gdzie się znajdujemy. W końcu naszym oczom ukazała się przywódczyni stada która prowadziła spokojną rozmowę z karą klaczą tuż przy brzegu jeziora. Meara delikatnie wcisnęła się w ich dialog, pytając o poszukiwaną przez nas klacz. April oznajmiła nam z szerokim uśmiechem, że właśnie niedawno tutaj była i zmierzała w stronę Lazurowej Polanki. Po wskazaniu drogi podziękowała jej i ruszyłyśmy zgodnie we wskazane miejsce z nadzieją, że nareszcie uda nam się osiągnąć cel.
Na miejscu ku naszej uciesze odpoczywała wyraźnie zamyślona klacz, zupełnie nie zauważając naszej obecności. Podeszłyśmy do niej powoli nie chcąc wystraszyć jej nagłym zjawieniem się znikąd. 
- Cześć, Mauer... - zaczęła Meara z delikatnym uśmiechem. Jednorożec spojrzał na nas witając się przyjaźnie. - Przemyślałam sobie wszystko i... Wraz z Meriel planujemy udać się do Lasu Zguby. Możliwe, że jutro, tego jeszcze nie ustaliłyśmy. Jednak widziałam jak wczoraj zaświeciły ci się oczy na ten pomysł dlatego chciałam upewnić się co do twojej decyzji. Przemyśl sobie wszystko na spokojnie, jeżeli zdecydujesz się z nami pójść to przyjdź o świcie tam gdzie wczoraj się pożegnałyśmy. Poczekamy chwilę, a jeżeli się nie zjawisz wyruszymy bez ciebie. Póki co będziemy się zbierać, mamy kilka planów na dzisiaj, a domyślam się, że chciałabyś dobrze wszystko przemyśleć w spokoju dlatego też nie będziemy ci więcej przeszkadzać. Do później.
Meara posłała szeroki uśmiech  w stronę klaczy i zaraz oddaliłyśmy się w stronę głównej polany stada. Prawdę powiedziawszy nie zrobi mi większej różnicy to czy pójdzie z nami czy też nie. Wszystko zależy od niej, byleby nie przeszkadzała mi w poszukiwaniu rozwiązań które jestem przekonana znaleźć w zakazanym miejscu.

< Mauer? > 

9 paź 2019

Od Caranthir'a CD Shanti

   Gdy ogier ruszył galopem wzdłuż ścieżki, w pewnym momencie miał chęć zareagowania atakiem na wrogo nastawione istoty, co ma w zwyczaju czynić w takich sytuacjach. Jedak gdy nie dostrzegł klaczy obok siebie, z lekka się zdezorientować, gdyż był pewny, że ta podąża tuż za nim. Ciężko parsknął i przyspieszył tępa, równając oddech z jego krokiem, powodując, że galop przerodził się w cwał. Jego masywny stukot kopyt odbijał się echem od szerokich drzew, które dokładnie wymierzały ścieżkę gniadosza. Słyszał za sobą ciężki oddech wilczych stworzeń, które po czasie postanowiły odpuścić gonitwy za, znacznie szybszym od nich, osobnikiem. Dla pewności wolał oddalić się od zagrożenia, co spowodowało, że jego kopyta zatopiły się w grubym śniegu, a równowaga została na chwilę zachwiana. Zatrzymał się zdezorientowany w białym puchu i uniósł wysoko uszy, chcąc usłyszeć jak najwięcej otoczenia, lecz oprócz dzikiej zwierzyny oraz ewentualnego zagrożenia ze strony wilków, nie słyszał nic, co mogło przypominać odgłosy konia. Westchnął ciężko, wypuszczając z nozdrzy parę, a gdy tylko wyrównał oddech, zabrał się za odnalezienie klaczy.
   Same poszukiwania nie należały do najłatwiejszych i trwały dosyć długo, przez co szanse na przeżycie malały coraz szybciej. Gdy jednak ogier dostrzegł sylwetkę konia w śniegu, podgalopował do znaleziska i odgarnął z niego biały puch, a widząc znajomy kolor włosia, od razu przystąpił do akcji ratunkowej. Pomimo uczucia zimna, gniadosz delikatnie owinął ciało klaczy czarnymi mackami, wytworzonymi z własnego cienia, po czym przeszedł z dala od zlodowaciałego podłoża. Rozglądał się za jakąś jaskinią lub wnęką, gdzie mogli się skryć, jednakże na tak płaskim terenie nie było nawet najmniejszego wzniesienia, przez co był zmuszony podejść pod teren leśny. Zmęczony magicznymi działaniami, odłożył zmarznięte ciało klaczy i sam postanowił odpocząć, czuwając nad członkiem stada. 
   Gdy klacz wybudziła się z mroźnego snu, między obojga końmi rozpoczęła się rozmowa, która przeszła na temat legendy o krainach, w której aktualnie przebywają. Z jednej strony mogła być to prawda, z drugiej strony szamani mają bardzo bujną wyobraźnie i większość ich legend, to bajki dla źrebaków. Tak też pomyślał Caranthir, który próbował wszystko sobie poukładać. 
— Kierujmy się na zachód. — rzekł zaraz gniadosz — Powinniśmy opuścić ten teren, zanim przyjdzie jakaś śnieżyca. — dodał, kierując spojrzenie na ciemne chmury, które zaczęły zbierać się na horyzoncie. 
— Dobry pomysł, lecz jesteś pewny, że na zachód? — spytała, dorównując kroku ogierowi. 
— Tak. — odpowiedział krótko — Słońce zdążyło się przemieścić, lecz do zmroku mamy trochę czasu. — wyjaśnił, delikatnie wzdrygając się od zimna. 
— Widzę, że nie należysz do zimnolubnych. — powiedziała po chwili klacz, która podążała u boku wojownika. 
— Wychowałem się w zaśnieżonych górach i mam trochę dosyć tego typu krajobrazu. — odpowiedział spokojnie, delikatnie wzdychając na końcu — Zdążyłem też zauważyć, że Ty także w śniegu się wychowałaś. Jak z odpornością na mróz? — spytał, chcąc utrzymać jakąkolwiek rozmowę. 

Shanti?