Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caranthir. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Caranthir. Pokaż wszystkie posty

5 sty 2020

Odejście Caranthira oraz powrót Hope


Z przykrością informujemy o odejściu Caranthira ze stada z powodu braku czasu. Prosiłybyśmy jednak autorkę o skontaktowanie się z jedną z adminek jeżeli jest taka możliwość na discordzie, howrse bądź pocztą elektroniczną!


Yewrezz
13.11 | 7 lat | Koń ziemski | Wojownik | ---


Pragniemy także z radością ogłosić, że Hope powraca do stada! Witamy ciepło z powrotem! ^^

opaque-studios
19.02 | 13 lat | Wojowniczka | Pegaz | Pandemonium.


~ Administracja bloga Silver Moon ☽

9 paź 2019

Od Caranthir'a CD Shanti

   Gdy ogier ruszył galopem wzdłuż ścieżki, w pewnym momencie miał chęć zareagowania atakiem na wrogo nastawione istoty, co ma w zwyczaju czynić w takich sytuacjach. Jedak gdy nie dostrzegł klaczy obok siebie, z lekka się zdezorientować, gdyż był pewny, że ta podąża tuż za nim. Ciężko parsknął i przyspieszył tępa, równając oddech z jego krokiem, powodując, że galop przerodził się w cwał. Jego masywny stukot kopyt odbijał się echem od szerokich drzew, które dokładnie wymierzały ścieżkę gniadosza. Słyszał za sobą ciężki oddech wilczych stworzeń, które po czasie postanowiły odpuścić gonitwy za, znacznie szybszym od nich, osobnikiem. Dla pewności wolał oddalić się od zagrożenia, co spowodowało, że jego kopyta zatopiły się w grubym śniegu, a równowaga została na chwilę zachwiana. Zatrzymał się zdezorientowany w białym puchu i uniósł wysoko uszy, chcąc usłyszeć jak najwięcej otoczenia, lecz oprócz dzikiej zwierzyny oraz ewentualnego zagrożenia ze strony wilków, nie słyszał nic, co mogło przypominać odgłosy konia. Westchnął ciężko, wypuszczając z nozdrzy parę, a gdy tylko wyrównał oddech, zabrał się za odnalezienie klaczy.
   Same poszukiwania nie należały do najłatwiejszych i trwały dosyć długo, przez co szanse na przeżycie malały coraz szybciej. Gdy jednak ogier dostrzegł sylwetkę konia w śniegu, podgalopował do znaleziska i odgarnął z niego biały puch, a widząc znajomy kolor włosia, od razu przystąpił do akcji ratunkowej. Pomimo uczucia zimna, gniadosz delikatnie owinął ciało klaczy czarnymi mackami, wytworzonymi z własnego cienia, po czym przeszedł z dala od zlodowaciałego podłoża. Rozglądał się za jakąś jaskinią lub wnęką, gdzie mogli się skryć, jednakże na tak płaskim terenie nie było nawet najmniejszego wzniesienia, przez co był zmuszony podejść pod teren leśny. Zmęczony magicznymi działaniami, odłożył zmarznięte ciało klaczy i sam postanowił odpocząć, czuwając nad członkiem stada. 
   Gdy klacz wybudziła się z mroźnego snu, między obojga końmi rozpoczęła się rozmowa, która przeszła na temat legendy o krainach, w której aktualnie przebywają. Z jednej strony mogła być to prawda, z drugiej strony szamani mają bardzo bujną wyobraźnie i większość ich legend, to bajki dla źrebaków. Tak też pomyślał Caranthir, który próbował wszystko sobie poukładać. 
— Kierujmy się na zachód. — rzekł zaraz gniadosz — Powinniśmy opuścić ten teren, zanim przyjdzie jakaś śnieżyca. — dodał, kierując spojrzenie na ciemne chmury, które zaczęły zbierać się na horyzoncie. 
— Dobry pomysł, lecz jesteś pewny, że na zachód? — spytała, dorównując kroku ogierowi. 
— Tak. — odpowiedział krótko — Słońce zdążyło się przemieścić, lecz do zmroku mamy trochę czasu. — wyjaśnił, delikatnie wzdrygając się od zimna. 
— Widzę, że nie należysz do zimnolubnych. — powiedziała po chwili klacz, która podążała u boku wojownika. 
— Wychowałem się w zaśnieżonych górach i mam trochę dosyć tego typu krajobrazu. — odpowiedział spokojnie, delikatnie wzdychając na końcu — Zdążyłem też zauważyć, że Ty także w śniegu się wychowałaś. Jak z odpornością na mróz? — spytał, chcąc utrzymać jakąkolwiek rozmowę. 

Shanti? 

30 wrz 2019

Od Caranthir'a CD Shanti

   Gdy ogier odprowadził towarzyszkę do medyka, sam odszedł w kierunku dowódcy, do którego już dobrze znał drogę. Przemierzając leśną ścieżkę, nasłuchiwał otoczenia i oprócz jego równego oddechu, dało się usłyszeć miejscowe wycie psowatych lub kroki innych kopytnych, z czego tylko to pierwsze było dość niepokojące. O tym też powiadomił April, którą zastał tuż przed jej jaskinią i choć Car był świeży w stadzie, przywódczyni uwierzyła w jego raport i przekazała tą informację innymi, z czego to wojownicy muszą zająć się zagrożeniem, jeśli te pojawi się za blisko centrum. To też ogier uczynił, robiąc rundkę po terenach najbardziej zagrożonych atakiem ze strony psowatych, a nie widząc już zagrożenia, Car przeszedł w spokojniejszą część stada, gdzie mógł ponownie się wyciszyć. Gdy na chwilę przymknął swoje powieki, w moment usłyszał ciężki galop koni oraz ich parskanie, natomiast w jego głowie budował się obraz stada, którym dowodził. Była to armia, istne stado, które sobą potrafiłby zrównać wroga z ziemią, lecz nie smoki, które znienacka przybyły na ich tereny. Ich widok w wyobraźni spowodował, że oddech ogiera przyspieszył, lecz szybko ocknął się z tych myśli, gdy usłyszał kuśtykającą klacz, która zmierzała w jego kierunku. Od razu przedstawiła swój obecny stan, po czym podziękowała, co ogiera w duchu zadowoliło, że komuś udało się pomóc.
— (...) Od dziecka planowałeś mieć rolę obrońcy stada? — spytała zaczynając temat rozmowy.
— Nie. — odpowiedział krótko, lecz gdy klacz dała mu czas, ten kontynuował. — Od dziecka szkolono mnie na wojownika, lecz pozostałem przy walce magią. Przysiągłem na kodeks rycerski i obrona stada to mój obowiązek. — wyjaśnił spokojnie, dokładnie wypowiadając każde ze słów. — Pochodzę też wojowniczego stada, gdzie kodeks był obowiązkiem. — dodał lekko wzdychając.
— A czemu stamtąd odszedłeś? — zapytała zerkając na ogiera.
— Bo wszyscy nie żyją. — odpowiedział bez jakichkolwiek uczuć, których i tak nie posiadał. — Nie zdołałem ich obronić. — dodał trochę ciszej i choć teraz zamilkł, w środku krzyczał. W tym też momencie zapadła cisza, którą ogier rozumiał, ba, klacz nie musiała tego komentować.
Z jednej strony, ogier miał ochotę uciec od jakichkolwiek istot żywych lub rozpędzić się, wyżyć w terenie i wrócić zmęczonym, by móc przespać te okrutne dni. Lecz z drugiej strony, chyba nadszedł czas, gdy to trzeba choć trochę otworzyć się do innych, porozmawiać, gdyż to rozmowa jest najlepszym lekarstwem na wszystko, ba, nawet jakby miało się gadać z własnym cieniem. W pewnym momencie ogier poczuł dziwną ulgę, która zaraz została stłumiona zlodowaciałym sercem, a wszystko to działo się w ułamkach sekund, czego nie dało się zauważyć.
 — Jak Twoja rana? — spytał zaraz Car, zerkając na grzbiet klaczy. — Podali Ci maść z ziół? Dobrze regeneruje skórę. — dodał, chcąc sam rozpocząć jakąś rozmowę, co jest trochę jego przeciwieństwem.

Shanti? 

19 wrz 2019

Od Caranthir'a CD Shanti

Przeszłość.
   Po wykonaniu swoich codziennych zadań, Caranthir udał się do laboratorium, oddalonego zaledwie kilka metrów od kwater wojska konnego. Stukot jego kopyt o twardą posadzkę niósł się na pobliskie sale, w których pracowali zielarze oraz chemicy, lecz ci nie obawiali się ogiera, a bardziej cieszyli na jego widok.
— Jak idą pracę nad nową osłoną? — spytał ogier jednego z chemików, który akurat wyszedł z sali.
— Zaskakująco dobrze. — odpowiedział z uśmiechem — Dzisiejsze wyniki potwierdziły, że ukończenie badań jest bliskie. — dodał zaraz.
— Bardzo dobrze. — rzekł spokojnie — W takim razie miłej pracy.
Gdy młody chemik z uśmiechem oddalił się od ogiera, ten mógł przemierzać długi korytarz, dzięki któremu zaraz doszedł do swojej prywatnej sali. W jej środku znajdował się obca istota żyjąca, która nie przypomina żadnego z obecnie istniejących zwierzyn. Sam Caranthir zaczął badania nad nią i pomimo kilku dni pracy, nadal nie posiadają żadnych informacji. Młody alfa zajął swoje miejsce w bezpiecznej klatce i mackami cienia zaczął badać obiekt, który od czasu do czasu wydobywał z siebie ciche piski.
— Co dzisiaj robisz? — usłyszał nagle głos młodej klaczy, która akurat weszła do sali.
— To samo, Verinne. — odpowiedział w skupieniu — Nie powinnaś być na zajęciach iluzji? — spytał ogier i zerknął na swoją córkę.
— Profesor się rozchorował i wcześniej nas wypuścili. — rzekła spokojnie i przyglądnęła się nieznanemu bytowi — Nadal nie wiadomo, co to za maleństwo?
— Podejrzewam, że jest to jakiś gad lub płaz, lecz ciężko w tej fazie to określić. — spojrzał na byt — Myślę, że jak podrośnie, to łatwiej będzie go określić.
Gdy młoda Verinne była gotów wypowiedzieć kolejne słowa w stronę ojca, jej mowa została przerwana przez potężne uderzenie, którego dźwięk dobiegał od centrum stada, a samo drganie przeszło po ciele alfy. Konie zaraz po sobie spojrzały i prędkim galopem udali się do wyjścia z laboratorium, do którego wkradały się liczne rżenia oraz.. warczenia. To, co ujrzeli na miejscu, zszokowało młodego alfę, który to teraz musi pokazać, jak bardzo ważne jest dla niego stado.
— Biegnij do Ariel i zbierz grupę szamanów oraz czarowników. — powiedział szybko ogier — Ja zostanę z wojownikami.
Młoda klacz przytaknęła i portalem przeniosła się w tereny zamieszkałe, natomiast Caranthir przystąpił do obrony swojego stada.
Kilka dni później.
   Wojna wybiła większość mieszkańców tych terenów, lecz nie umarli oni od zadanych im obrażeń, a od broni chemicznej, którą wypuścił smoczy szaman. Pomimo dobrych zielarzy oraz lekarzy, nie udało się ich uratować, w tym córki alfy, która umarła kilka dni po zakończeniu wojny. Jego syn poległ w trakcie walki, natomiast Ariel.. została zamordowana przez niedobitków. Tego dnia stado się rozpadło i każdy kto przeżył, poszedł w swoją stronę.
Teraźniejszość.
   Caranthir dość często korzystał ze smoczej klątwy i w tej też postaci przemierzał nieznane mu ziemie, w celu oddalenia się od rodzinnego miejsca. Mijały tygodnie, miesiące, ogier był coraz dalej, a jego umysł jeszcze bardziej zamknięty..
Czując liczne zagrożenie ze strony dzikich zwierzyn, musiał dołączyć do pierwszego napotkanego stada, które o dziwo go przyjęło z otwartymi kopytami i posadzili na stanowisko wojownika, co ogierowi nawet pasowało. Czas jednak było zapoznać się z okolicą, a że długo przebywał w smoczej postaci, jego kroki momentami były niepewne, a brak skrzydeł na grzbiecie sprawiał mu lekki dyskomfort. Szybko jednak przywykł do swojej prawdziwej natury, odrzucając w głąb smocze myśli, przechodząc od razu w cwał, dla poczucia choć odrobiny wolności.
Gdy odkrył większość terenów, udał się w miejsce, które najbardziej go urzekło, a konkretnie pod samotne drzewo, które idealnie opisuje jego samego. Wiatr delikatnie muskał rozgrzane ciało ogiera, a grzywa lekko falowała z ciepłym wiatrem, co trochę pozwoliło mu uciec od złych myśli. Ten stan trwał dość długo, do momentu pojawienia się klaczy ze stada i pewnie gdyby nie jego skupienie, już wcześniej zdołałby ją usłyszeć czy wyczuć. Ich wspólna rozmowa się nie kleiła i choć ogier chciał zapoznać się z członkiem stada, nie potrafił wydusić z siebie miłego słowa, a wszelkie wredne były hamowane, gdyż Caranthir nie chciał urazić nowej towarzyszki, której imię zapadło mu w pamięć — Shanti. Jednak ich rozmowa nie trwała za długo, czego można było się spodziewać od początku, więc ogier powrócił do swoich przemyśleń, lecz gdy on sam wyczuł zapach zagrożenia, odruchowo spojrzał w kierunku oddalającej się klaczy oraz.. wilka. Psowaty szybko przystąpił do ataku na pojedynczego osobnika, na co Caranthir od razu zareagował i przystąpił do obrony klaczy, a zaraz zlikwidowania zagrożenia. Shanti podziękowała i wstała z ziemi o własnych siłach, choć rana na jej grzbiecie nie wyglądała najlepiej.
— Dobrze będzie, jak udasz się z tym do medyka. — oznajmił ogier i zerknął na jej ranę — Krew za szybko uchodzi. Możliwe, że uszkodził jedną z głównych żył.. — dodał bardziej półszeptem i jakby do siebie. Wtem jego słuch zarejestrował kolejne kroki wilków, które wyczuły zapach krwi. — Wataha się zbliża.. — zerknął ponownie na klacz — Idziesz czy czekasz na włochatych kolegów? — dopytał kopytnej, "włączając" charakter nadopiekuńczo ostrego ogiera.

Shanti?

17 wrz 2019

Wojownik, Caranthir!

Powitajmy w stadzie nowego wojownika - Caranthira!

Yewrezz
 13.11 | 7 lat | Koń ziemski | Wojownik | Shee [discord]