20 sty 2020

Powrót Phanthoma!

Z radością ogłaszamy, że do stada ponownie zawitał Phanthom! Witamy ciepło! 


opaque-studios
19.02 | 5 lat | Zwykły członek | Pegaz | Pandemonium.

Od Shanti

Noc rodziła we mnie uczucie błogiego spokoju. Ciemne barwy nieba sprzyjały mojemu zmęczeniu, powodując jeszcze większą chęć zapadnięcia w sen. Pochyliłam się, wbijając spojrzenie w zamarzniętą taflę jeziora. W niektórych miejscach lód wydawał się na tyle kruchy, że miałam niespodziewaną ochotę, usłyszeć jak trzaskałby pod ciężarem mojego ciała. Panująca zima nie powodowała u mnie tyle nieprzyjemnych odczuć co u innych. Urodziłam się na terenach wiecznie oblodzonych i pokrytych grubą warstwą białego puchu, dlatego też niska temperatura nie robiła na mnie większego znaczenia. Długa sierść zapewniała mi długotrwałe ciepło. Wypuściłam z siebie parę powietrze, obserwując, jak w postaci ledwo widocznej chmurki wznosi się ku górze.
Wpatrywałam się w dal, nucąc melodię kołysanki z lat źrebięcych. Zmrużyłam oczy, gotowa w pełni oddać się krainie Morfeusza. Prawie zasypiałam, póki z pobliskich drzew nie dobiegł mnie odgłos szumu. Zastrzygłam uszami i leniwie uniosłam powieki w górę. Wbiłam spojrzenie w kierunku źródła dźwięku, ale wśród panujących ciemności, ciężko było mi cokolwiek dostrzec. Ponowiłam próbę uśnięcia, jednak tajemniczy szelest zabrzmiał kolejny raz. Zadręczam na wszystko, iż z pewnością nie był to zwykły wiatr dmuchający w łysawe drzewa Rośliny dawno utraciły swe liście, więc świst był dla mnie jeszcze bardziej podejrzane. W końcu warknęłam sama do siebie i zerwałam się na równe nogi. Nic tak nie ukoi moich nerwów, jest nocny spacer po pobliskiej okolicy.
Muszę przyznać, że tereny są całkiem ładne. Nawet mi się tu podobało. W centrum stada spostrzegłam kilka kształtów koni, śpiących, skrytych wśród pni drzew. Wedle znanych mi informacji, stado liczyło zaledwie dwunastu członków. Nie była to wcale aż taka mała liczba. 
Im dalej szłam, tym większe zmęczenie atakowało mój organizm. Po zrobieniu obchodu po wszystkich terenach, wróciłam nad jezioro, gdzie tym razem, nic nie przeszkodziło mojemu snu.

12 sty 2020

Od Vanitasa - CD Alicja

Wsłuchałem się w głos przywódczyni, prostując się. Dokładnie przeanalizowałem jej prośbę, zastanawiając się, jak taki spacer wpłynie na moją rutynę. Moje codzienne zadania skupiały się na zbieraniu roślin i udzielaniu rad innym członkom stada. A teraz, kolejny już, nowy koń, zawitał na tych terenach. Uznałem, że warto oprowadzić Alicję po terytoriach, biorąc pod uwagę, jak niektórzy bywają zagubieni na samym początku. Klacz nie sprawiała wrażenia nieśmiałej, a jedynie nieoswojonej z nową sytuacją. Z pewnością zaskakująca była dla niej informacja o większej ilości „odmieńców” takich jak ona.
- Jasne, mogę to zrobić — odparłem w końcu, przerywając cudowną ciszę. 
- Nie chcesz iść z nami? - zagadnąłem przywódczynię. Taki spacer mógłby polepszyć więzi między dowódcą stada a nowym członkiem, co jednocześnie mogłoby lepiej wpłynąć na Alicję. April zamyśliła się na moment, po czym z delikatnym uśmiechem lekko skinęła głową.
- Ale tylko kawałek, mam później sprawę do załatwienia- stwierdziła. W ten oto sposób nasza trójka rozpoczęła wędrówkę po terenach tabunu. Nikt z nas nie fatygował się do poprowadzenia dłuższej i głębszej konwersacji. Nasze krótkie rozmowy opierały się na opisywaniu danego miejsca, w którym obecnie się znajdowaliśmy. Patrząc na nową klacz, ciężko było mi ocenić, co sobie teraz myśli. Z pewnością fakt, iż odmienności w postaci mocy są na tych terenach codziennością, wzbudzał w niej zainteresowanie, a jednocześnie i pewną ulgę. Nie mnie jednak przejmować się takimi rzeczami. April w pewnym momencie zatrzymała się, informując, że ma do załatwienia kilka ważnych sprawy. Obiecała nam jednak ponowne spotkanie w późniejszym czasie, to też pożegnaliśmy się z nią krótko.
Nasze zwiedzanie przeobraziło się w zwykły marsz, podczas którego moja uwaga niespodziewanie przerzuciła się na ośnieżoną drogę. Chwilę mi zajęło, nim przypomniałem sobie o moim towarzystwie. Gwałtownie obróciłem łeb w lewo, gdzie ujrzałem zapatrzoną w dal klacz. Podążyłem za jej wzrokiem, wbijając go w otoczony mroczną aurą las. Mimowolnie westchnąłem, co zwróciło uwagę Alicji.
- Coś się stało? - spytała.
- Nic, tylko ten las — mruknąłem, zaprzeczając samemu sobie- Wiem, że jego negatywna energia kontrastuje z tym jakże pozytywnym otoczeniem, co wzbudza w każdym spore zainteresowanie, ale jest to miejsce, do którego wstęp jest bezwzględnie zakazany. Takie zasady stada — wyjaśniłem, uprzedzając standardowe pytania.


                                                                            Alicja?

11 sty 2020

Od Hope cd. April

Zapomniałam już, jak wyglądają konie z tego stada, w końcu dla mnie każdy wygląda tak samo. Wyleciał mi z głowy również fakt, że April miała moc uzdrawiania – to imponujące regenerować swoje rany i szybko wrócić do zdrowia. Obserwowałam, jak jej rana po prostu znika, a gdy klacz zadała mi pytanie, chciałam się zaśmiać.
- Też tak myślałam – jednak mój pysk pozostał bez wyrazu. Przez chwilę milczałyśmy, prawdopodobnie sądziła, że coś dodam, ale nie chciało mi się opowiadań, po co odeszłam i dlaczego wróciłam.
- Więc co cię tu sprowadza? Chcesz wrócić? - znowu przez chwilę milczałam, zastanawiając się nad odpowiedzią. Czy naprawdę chciałam tu znowu zostać? Wśród tych, których nie lubię? Których lubię tylko pod postacią ofiary do zjedzenia? Tak naprawdę, wyboru nie miałam, co innego mogłam ze sobą zrobić?
- Tak, jest na to szansa? - zapytałam spokojnie. Klacz pokiwała głową i się lekko uśmiechnęła.
- Ciesze się – skinęłam na to głową, gdyż ja się nie cieszyłam. Byłabym szczęśliwa, gdybym mogła wrócić do swojego prawdziwego życia. - Mogę zapytać, gdzie byłaś przez ten czas? - chciałam pokręcić głową, ale zamiast tego odpowiedziałam:
- Tu i tam, szlajałam się gdzie popadło.
Tak naprawdę odeszłam, aby znaleźć sposób, na powrót do prawdziwej postaci. Chciałam znaleźć tego szamana, albo chociaż moje stado, niestety nie odnalazłam nikogo, kompletnie. Jakby wszyscy się rozpłynęli, chociaż pewnie ruszyli na zachód. Może za jakiś czas i ja się tam wybiorę? - Gdzie reszta? - zmieniłam temat. 

April?

7 sty 2020

Od April CD Hope

Powolnym krokiem przemierzałam tereny w poszukiwaniu jednego konkretnego konia - Laisreana. Pilnie potrzebna mi była jego pomoc w pewnej sprawie - nieznana wataha wilków zaczęła się panoszyć po naszych terenach i potrzebowałam kogoś, kto mógłby z nimi porozmawiać. Sytuacja była naprawdę pilna, ale ogiera nigdzie nie było. Zrezygnowana zatrzymałam się na chwilę by odpocząć, gdyż byłam zmęczona ciągłym bieganiem w te i we wte. Podeszłam bliżej jeziorka i napiłam się trochę wody. Byłam dzisiaj niezwykle zmęczona i nie czułam się zbyt dobrze, ale nie wiedziałam czym było to spowodowane. Skupiłam się na własnych przemyśleniach tak bardzo, że nie zwróciłam uwagi na szelest krzaków znajdujących się zaraz za mną. Wróciłam do rzeczywistości dopiero, gdy usłyszałam głośne warczenie. Jak poparzona odwróciłam się i ujrzałam wielkiego, czarnego wilka.
-O nie, tylko nie to - wymamrotałam wystraszona.
Wilk warknął jeszcze raz i zaczął się powoli zbliżać. Wycofałam się lekko i w myślach zaczęłam obmyślać wszystkie możliwe sposoby ucieczki. Nie zdążyłam jednak porządnie się zastanowić, gdyż napastnik rzucił się na mnie. Upadłam na ziemię, a moje ciało opanował silny ból, gdy wilk zatopił swoje kły w moim boku. Zarżałam głośno, próbując zrzucić go z siebie. W końcu mi się udało, a zdezorientowane zwierzę uderzyło mocno w pobliskie drzewo. Drapieżnik zaskomlał cicho, spojrzał się na mnie ostatni raz i wskoczył w krzaki. Nie miałam pojęcia, czy był to wilk z mniemanej watahy, która zabłądziła na nasze tereny, ale wiedziałam, że muszę jak najszybciej zająć się swoimi ranami i znaleźć Laisreana oraz resztę członków stada, żeby ich ostrzec. W końcu nie chciałam, żeby komukolwiek stała się krzywda. Jako przywódczyni powinnam być odpowiedzialna za wszystkich a bezpieczeństwo stada jest moim priorytetem. Próbowałam wstać z trawy, ale nie dałam rady. Traciłam krew niezwykle szybko i wszelkie próby ruchu kończyły się ponownym położeniem na ziemi. Spojrzałam się przelotnie na ranę, próbując ocenić sytuację. Była dość rozległa, ale wiedziałam, że jeżeli się skupię, to dam radę ją uleczyć. Postanowiłam spróbować. Skupiłam się na ranie i krwi najbardziej jak potrafiłam, ale wtedy.. Usłyszałam kroki. Szybko odwróciłam głowę w stronę źródła dźwięku, lecz jedynym co zobaczyłam był koń. Pegaz, jeżeli mam być bardziej precyzyjna. Czarna klacz wlepiła we mnie swoje spojrzenie.
-Może pomóc? - zaoferowała spokojnie.
Uśmiechnęłam się słabo i pokręciłam głową.
-Dam sobie radę, mam moc uzdrawiania - powiedziałam i ponownie skupiłam się na ranie.
Klacz stała cicho, a ja użyłam swojej mocy. Już po kilkunastu sekundach rana zaczęła się zasklepiać i już po chwili praktycznie nie było po niej śladu (z wyjątkiem krwi). Powoli się podniosłam. Nadal było mi słabo, gdyż nie dość, że straciłam dużo krwi, dużo mej energii również ubyło. Uśmiechnęłam się w stronę pegaza i przyjrzałam się jej dokładniej. Wtedy dotarło do mnie z kim rozmawiam.
-Hope? To ty? Myślałam, że odeszłaś - powiedziałam zdziwiona, jednak uśmiech nie znikał z mojego pyska. Miło było znowu ją widzieć.
<Hope?>

5 sty 2020

Od Hope

Zamknęłam oczy i znowu to sobie wyobraziłam. 

Biegnę przez las z niewiarygodną prędkością, ścigam swoją ofiarę, która jest równie szybka jak ja. Po chwili obok mnie pojawia się kolejne zwierzę, biegniemy razem, tak jak kiedyś. Omijamy drzewa, przeskakujemy rzeczki i razem dopadamy sarnę. Potem się zatrzymuję, podnoszę łeb i spoglądam na swego przyszłego męża.

Nigdy nie pozwolę odejść tym wspomnieniom, nie ważne ile czasu przetrwam w tym ciele, nawet jeśli mam tak żyć do końca swego istnienia, nigdy nie zapomnę swej miłości. Nigdy nie pozwolę sobie zapomnieć tego, kim na prawdę jestem i co mam w sercu, a mimo wszystko, w sercu dalej jestem drapieżnikiem - tylko w ciele ofiary.
Podniosłam się z ziemi i wyprostowałam gnaty. Przez chwilę stałam otumaniona, promienie słońca ledwo do mnie docierały przez las, w jakim się znajdowałam. Spojrzałam w górę, zobaczyłam błękitne niebo, a po chwili lecącego ptaka. Kolejny nudny koński dzień. Westchnęłam zrezygnowana i zniżyłam łeb, skubnęłam trochę trawy i zaczęłam ją przeżuwać. Miałam dość tej zieleniny, ale co zrobić, kiedy moje ciało nie przyjmuje mięsa? Rozprostowałam skrzydła i aby chodź trochę urozmaicić sobie ten dzień, postanowiłam wybrać się w góry. Stamtąd chciałam po prostu skoczyć i polatać wśród orłów. Skierowałam się do wyjścia z lasu, jednak coś mnie zatrzymało. Była to woń krwi, jako drapieżnik instynktownie ruszyłam w jej kierunku. Przez chwilę miałam wrażenie, że jestem pumą i właśnie zmierzam do swej kolacji - jakże ta myśl była mylna. Zamiast ofiary do pożarcia, zobaczyłam konia. Leżał na ziemi i miał zraniony bok, podeszłam do niego.
- Może pomóc? - zaoferowałam spokojnie.

<Ktoś?>

Odejście Caranthira oraz powrót Hope


Z przykrością informujemy o odejściu Caranthira ze stada z powodu braku czasu. Prosiłybyśmy jednak autorkę o skontaktowanie się z jedną z adminek jeżeli jest taka możliwość na discordzie, howrse bądź pocztą elektroniczną!


Yewrezz
13.11 | 7 lat | Koń ziemski | Wojownik | ---


Pragniemy także z radością ogłosić, że Hope powraca do stada! Witamy ciepło z powrotem! ^^

opaque-studios
19.02 | 13 lat | Wojowniczka | Pegaz | Pandemonium.


~ Administracja bloga Silver Moon