11 lip 2019

Od Shadowa

Już nie pamiętam, od jak długo tak galopuje i szukam swojego miejsca. To, co mnie rozdzieliło z poprzednim stadem, niech zostanie głęboko ukryte w mojej pamięci. Mój przyjaciel Surm, który jest orłem lata nade mną i mnie pilnuje, ostrzega. Za niedługo opadnę z sił i będę musiał odpocząć. Dobiegam do jeziora na nieznanych mi terenach, pewnie nie zagoszczę tu długo jak w każdym innym miejscu, lecz muszę przyznać bardzo tu ładnie. Właśnie napiłem się zimnej wody, gdy słyszę, jak Surm przysiada na pobliskim drzewie. Rozglądam się jeszcze czy nikogo w pobliżu nie ma, abym mógł skorzystać z soczystej trawy na polanie i posilić się do dalszej drogi. Ufam Surmowi, że mnie ostrzeże przed niebezpieczeństwem, gdy ja będę odpoczywał. Gdy się położyłem, skubiąc pobliską trawę, znowu dopadły mnie demony przeszłości, walka, uciekające stado, płacz źrebaków, szukających swoich mam, jednak w tej wizji stoję i nic nie robię. Kopyta jak by były przyklejone do ziemi i nie mogę się ruszać, już miałem nawoływać swoich walczących pomocników, gdy usłyszałem krzyk Surma. Dopiero wtedy dotarło do mnie, że to tylko znowu koszmar. Jednak Surm znów nawoływał, co oznaczało, że ktoś tu jest. Wstałem, aby się rozglądnąć gotowy do walki, jednak nikogo nie zauważyłem, galopem pobiegłem do pobliskiego lasu, aby schować się za drzewem i niepostrzeżenie zaatakować wroga. Wyjrzałem zza drzewa, obserwując okolice i nagle podbiegła do jeziora piękna klacz. Nie widziałem od dawna konia na nieznanych terenach. Klacz rozglądała się na około, jednak nie mogła mnie zauważyć pomiędzy drzewami. Pomyślałem, że może być tu więcej koni, przecież klacz sama by nie chodziła po terenach, wyglądała jak by, nad czymś myślała i chciała od wszystkiego uciec. Podjadała trawę, piła z jeziora pomyślałem, że nie będę jej przeszkadzać i sobie pójdę, jednak Surm zaczął znowu głośno skrzeczeć, co zdradziło mą osobę.
<April>

10 lip 2019

Nowy członek, Shadow!

Powitajmy w stadzie nowego ogiera! ^-^
opaque-studios
04.05 | 3 lata | Ogier | Zwykły członek | Koń ziemski | Effia

Od April CD Vanitasa

-Ah, teraz powinnam pokazać ci ostoję dmuchawców - uśmiechnęłam się i zaczęliśmy iść.
Szliśmy w ciszy, jedynymi dźwiękami jakie wydawaliśmy było stukanie naszych kopyt o podłoże. Po paru minutach spaceru naszym oczom ukazała się polana pełna dmuchawców. Uśmiechnęłam się i podeszłam do roślin, aby chwilę później trącić parę z nich kopytem, sprawiając, że ziarna uniosły się w górę i poleciały wraz z wiatrem. Odwróciłam się do ogiera i przerwałam ciszę mówiąc:
-No i jesteśmy. Właściwie to nie przebywam tu często, ale lubię tu przyjść od czasu do czasu. To naprawdę miłe i spokojne miejsce.
Vanitas przytaknął i zaczął się rozglądać. W pewnym momencie jego uwagę przykuło coś znajdującego się przy jednym z drzew, gdyż skierował się w tamtą stronę. Z ciekawością patrzyłam się na poczynania ogiera. W trawie znajdowały się jakieś rośliny, lecz nie miałam pojęcia jakie, gdyż moja wiedza na temat zielarstwa ograniczała się do podstaw. Wiedziałam jednak, że musiały to być jakieś zioła lecznicze, skoro zwróciły uwagę ogiera. Mimowolnie się uśmiechnęłam, widząc to, jak Vanitas zdawał się być poświęcony medycynie. Widząc jego poczynania pomyślałam, że z pewnością nadaje się na stanowisko medyka. Po upływie paru chwil ogier zwrócił łeb w moją stronę, a ja stwierdziłam, że powinnam pokazać mu teraz najistotniejsze miejsce całej naszej wycieczki, czyli polanę, na której konie ze stada najczęściej przebywają i odpoczywają. Idąc do naszego celu, minęliśmy również Melodyjną Polanę, po której rozchodził się piękny śpiew. Gdy lekko zdezorientowany ogier spytał się, skąd dochodzi głos, opowiedziałam mu historię związaną z ów miejscem. Vanitas słuchał mnie uważnie, ale gdy skończyłam mówić, znów zapadła cisza. Szliśmy spokojnie, gdy nagle ogier zatrzymał się. Również przystanęłam, spoglądając na niego pytająco. Wskazał głową na las znajdujący się po drugiej stronie rzeki, obok której właśnie przechodziliśmy.
-Co to za miejsce? - zapytał.
Patrząc na poszarzałe gałęzie wielkich drzew, ogarnęło mnie uczucie niepokoju. Las Zguby. Słyszałam tyle niepokojących historii na temat tego miejsca. O koniach, które nigdy stamtąd nie wracały albo umierały niedługo po powrocie z lasu. Aura tego miejsca była na tyle niepokojąca, że samo przechodzenie obok niego napawało mnie lękiem. Ten las był jedną wielką niebezpieczną zagadką i nie chciałam, aby jakikolwiek z koni z mojego stada się tam zapuszczał. Spojrzałam na ogiera i odpowiedziałam:
-Nazywamy je Lasem Zguby. Konie ze stada nie mają tam wstępu, ze względu na .... wiele rzeczy. Podobno ci, którzy tam wchodzą, już nie wracają.
<Vanitas?>

8 lip 2019

Od Vanitasa

Schyliłem się i delikatnie chwyciłem zębami łodygę rośliny. Wyrwałem kwiat z ziemi i uniosłem łeb do góry. Veratrum Album jest rzadko spotykany, a jego zastosowania mogą być mi przydatne w tym momencie. Co prawda drażni skórę, ale też miejscowo znieczula. Za pomocą telekinezy wtarłem kwiat w przednią nogę, którą ledwo co przed chwilą otarłem o ciernie porastające moją drogę. Cały czas karciłem się w duchu za moją chwilę nieuwagi. Poczułem nieprzyjemne swędzenie na skórze. Jednak w połączeniu z moją zdolnością uzdrawiania i leczniczymi właściwościami rośliny szybko zagoiłem ranę. Pomachałem chwilę kopytem, w celu upewnienia się, czy wszystko jest dobrze. W pełni zdrowy mogłem ruszyć dalej. Wędrówka po nieznanych terenach była o tyle intrygująca, że na każdym kroku znajdowałem nowe gatunki flory. Niektóre ukazywały się moim oczom pierwszy raz. A moja ciekawska natura nie pozwoliła mi przejść obok nich obojętnie. Także, w tej chwili, po prawie roku podróży moja wiedza wzbogaciła się o prawie sto nowych gatunków flory leczniczej. W poprzednim stadzie szkoliłem się u głównego medyka, dzięki czemu miałem dobry start. Teraz jednak cel mojej wędrówki nie był jasny. Na razie zmierzałem przed siebie z nadzieją na odkrycie kolejnych roślin. Uważnie rozglądałem się, aż nagle spostrzegłem niewielką polanę porośniętą mniszkami lekarskimi. Zmrużyłem oczy, widząc jasną, dużą plamę pomiędzy drzewami. Sam przesunąłem się w bok i skryłem za wysokim dębem. Dopiero wtedy obraz przede mną się wyostrzył, a ja zrozumiałem, że nieopodal mnie stoi inny koń. Szybko przeanalizowałem sytuację i doszedłem do wniosku, iż najlepiej będzie podejść i zacząć rozmowę. Zawsze mogę dowiedzieć się czegoś ciekawego i przydatnego. Nie chcąc wystraszyć nieznajomego, powoli wyszedłem z ukrycia i zmierzyłem w jego kierunku. Gdy tylko obrócił łeb w moją stronę, pojąłem, że to klacz. A więc mam do czynienia z damą, co nie sprawia, iż nic mi tu nie grozi.
- Witaj – zacząłem kulturalnie, jak mnie matka wychowała. – Wiesz może, co to za tereny? – spytałem, szczerze zaintrygowany. Akurat na tym obszarze rosło najwięcej przydatnych gatunków roślin leczniczych.
- To terytorium należy do stada Silver Moon, którego to jestem przywódczynią – odezwała się.
- Stado? – powtórzyłem cicho. Nie spodziewałem się spotkać żadnej społeczności końskiej, odkąd opuściłem rodzinne strony. Spojrzałem spokojnie na klacz, czekając na dalsze wyjaśnienia.
- Owszem, stado. – potwierdziła – Zostało ono dosyć niedawno założone – dodała. To dosyć ciekawa sytuacja. Ostatni rok wędrówki zaczął mnie wykańczać, a osiedlenie się w jednym miejscu brzmiało kusząco. Poza tym jest tu tyle niespotykanych roślin, że będę miała zajęcie na długi czas.
- W takim oto razie, mógłbym dołączyć do tego stada? – spytałem, a pysk klaczy się lekko rozpromienił. Miła reakcja.
- Ależ oczywiście! – powiedziała – Tak w ogóle, nazywam się April – dodała.
- Vanitas – odparłem. – Mogłabyś mi pokazać trochę terenów? – zadałem pytanie. Wydawało mi się to ważną kwestią, gdyż dobrze jest umieć się orientować na danym terenie. Choć z reguły nie jestem dość gadatliwy, musiałem się teraz przełamać i podowiadywać kilku rzeczy.
- Jasne – odpowiedziała. – Pamiętaj, że zawsze możesz pytać o co chcesz.
Cóż. Skorzystam z tej możliwości. Na razie powoli podążam za klaczą. Wydaje mi się, że jest w moim wieku. A już ma stado na głowie. Osobiście podziwiam, sam nie podjąłbym się takiego zajęcia.
- Jest tu jakiś głębszy podział na hierarchię? – pytam.
- Prócz Przywódcy i jego doradcy, jest kilka podstawowych stanowisk. Nie musisz jednak podejmować się czegoś, jeśli nie chcesz. Istnieje opcja bycia zwykłym członkiem i w każdej chwili będziesz mógł podjąć się jakiegoś zawodu – wytłumaczyła.
- A jest może Medyk?
- Obecnie w stadzie nie, ale mamy do wyboru takie stanowisko.
- W takim razie, chciałbym się go podjąć – oznajmiłem – Mam wiedzę, zdolności i predyspozycję do pełnienia tego miejsca w hierarchii, jeśli nie stanowi to problemu.
- Oczywiście, że nie. Bardzo przydasz nam się w stadzie. Na razie, razem z tobą jest nas czterech, ale nigdy nie wiadomo, co może się wydarzyć w przyszłości – rzuciła. Skinąłem łbem. Doszliśmy do pewnego miejsca, które April przedstawiła mi jako Las Świetlików. Od razu po wejściu między drzewa, dostrzegłem pełno przydatnych roślin leczniczych. Miejsce samo w sobie było ładne.
- Hej, mam pytanie. – zatrzymałem się. Klacz także stanęła i spojrzała na mnie przyjaźnie.
- Słucham.
- Widziałem między Lazurową Polaną a tym lasem, niewielki pagórek, obrośniętego drzewami, a wewnątrz którego znajdowała się niewielka jaskinia. Mógłbym na obecny czas zająć to miejsce jako schowek na zioła i rośliny lecznice? Jeśli ktokolwiek się kiedyś zrani i będzie potrzebować pomocy, łatwo tam trafi, a jednocześnie to, co się tam dzieje, nie jest widoczne z oddali, więc miałby spokój i prywatność – wytłumaczyłem. Przywódczyni zamyśliła się na chwilę, po czym skinęła głowa.
- Myślę, że to dobry pomysł. – odparła – Z pewnością w przyszłości, w razie większej ilości koni ułatwi to sprawę.
- Dziękuje – aż sam lekko się uśmiechnąłem. Wizja trzymania zebranych roślin w jednym miejscu ekscytowała mnie – Co dalej znajduje się na naszym planie zwiedzania? – zapytałem.

<April?>

Medyk, Vanitas! :)

Z wielką radością witamy w stadzie nowego ogiera ^^

opaque-studios
23.12 | 3 lata | Ogier | Medyk | Koń Ziemski | witto59

5 lip 2019

Od Phanthoma CD Aviany

Spojrzałem na czarną klacz, zastanowiłem się, po co chciała się tak bardzo poznać. Owszem, było to normalne, wszyscy na początku się pytają skąd jesteś, kim, co robiłeś w przyszłości i takie tam bzdety, ale ja nie widziałem siebie, opowiadającego o całej przeszłości. Gdyby się jeszcze jej dowiedziała, możliwe, że by już nie stała tak blisko mnie i uśmiechała. Mimo to nie chciałem jej pokazać, że nie mam ochoty na rozmowę, nie chciałem rozmawiać na swój temat, nie potrzebowałem też wiedzieć o jej przeszłości. Było o wiele za wcześnie na takie ważne rozmowy, wolałem zostać, zjeść i zwiedzić teren. 
- Aviano, nie chciałbym wyjść na egoistę, ale nie chce opowiadać o swoim życiu prywatnym, ciebie także o to pytać nie będę – poruszyłem uszami, gdyż usłyszałem jakiś szmer, jednak kontynuowałem dialog. - Przejdę się z chęcią, chciałbym poznać tereny – przyjąłem jej propozycje. Może chociaż to sprawi, że nie będzie taka niezadowolona z obrotu spraw, gdyż pewnie oczekiwała innej odpowiedzi, ale ja po prostu nie umiałem się otworzyć przed koniem, którego poznałem kilka godzin temu. - A co do znaków, mam je od małego – skończyłem, tym samym odpowiadając na jej pierwsze pytanie.
Samica nie wyglądała w pełni na zadowoloną, ale uśmiech nie zszedł z jej twarzy. Pokiwała głową, dając mi znać, ze wszystko rozumie.
- Nie ma problemu – powiedziała miło, na co poczułem ulgę. Mam kilka dni, by przywyknąć do tej dwójki, a potem szykować się na ponowienie pytania, w końcu jako tako będę je znał.
Klacz opowiedziała mi, że zamieszkujemy północną Seranie, a aktualnie znajdowaliśmy się na Ostoi dmuchawców. W południowej Serani leżało pustkowie, a ja słuchając jej krótkiej historii na ten temat, zacząłem się zastanawiać, czy im powiedzieć, że byłem tam. Co prawda, tylko przechodziłem i przypadkiem natrafiłem na te tereny, a nie wiedząc co ze sobą zrobić, parłem przed siebie. Postanowiłem na razie milczeć.
Potem dowiedziałem się o Lodowej Krainie i Mieście Chmur, które wydawały mi się znajome, ale w dalszym ciągu się nie odzywałem, w końcu nie mieliśmy rozmawiać o przeszłości. Dalej zaszliśmy nad jezioro Gai, gdzie postanowiliśmy ugasić pragnienie.

<Aviana?>

4 lip 2019

Od Aviany CD Phanthoma

Położyłam się niedaleko nowo poznanej osoby, wciąż ukradkiem na jegomościa zerkając. Wiedziałam, że poszedł zmęczony spać, jednak nie miałam pewności czy przypadkiem nie udaje w tym momencie, lub czy ma może jakieś magiczne umiejętności dzięki którym potrafi spać, jednocześnie obserwując wszystko co dzieje się wokół niego.
Cicho westchnęłam pod nosem i położyłam się wygodniej, przymykając delikatnie oczy. Nie potrafiłam przestać o nim myśleć. Zastanawiało mnie skąd jest, dlaczego był sam, kim jest jego rodzina i jak tu zawędrował? Aczkolwiek moją uwagę przykuły głównie dziwne, czarne znaki na jego łbie, te przede wszystkim nie dawały mi spokoju. Fascynowały mnie i pragnęłam wiedzieć chociaż, czy są one z nim od zawsze, czy może jednak nabył je podczas swojej wędrówki? Miałam w głowie zbyt wiele pytań i zbyt mało odpowiedzi.
Pogrążona w myślach nawet nie zorientowałam się kiedy ogier już wstał i zaczął skubać w spokoju trawę. Uznałam to za idealną okazję aby dowiedzieć się czegoś więcej na jego temat i wejść z nim w bliższą relację.
Przez chwilę zawahałam się czy na pewno powinnam mu w tym momencie przeszkadzać, jednak w końcu zadecydowałam, że lepszej okazji już mogę nie dożyć.
Powolnym krokiem zbliżyłam się do niego, utrzymując delikatny uśmiech.
- Cześć! Nie mieliśmy wcześniej okazji bliżej się poznać. Jak już wiesz, jestem Aviana, kuzynka April.
Uwaga ogiera momentalnie została skupiona na mnie, a ja tylko poszerzyłam w odpowiedzi swój uśmiech.
- Tak, to prawda. April opowiadała mi o tobie wcześniej. - odpowiedział, wydawać mogłoby się beznamiętnie. Kąciki jego ust zaraz po wypowiedzeniu ostatniego słowa nawet nie drgnęły. Przez chwilę przemknęła mi myśl, czy ogier na pewno ma ochotę na rozmowę ze mną. A może po prostu musi najpierw bliżej kogoś poznać żeby się otworzyć? Mimo wszystko nie zamierzałam się jeszcze poddawać. Postawiłam sobie za cel bliższe poznanie osobnika tuż obok mnie i tak też na pewno się stanie.
Gdy stałam obok niego, mój wzrok mimowolnie spoczął na czarnych znakach które zdobiły jego twarz, a które nie dawały mi wcześniej spokoju. Nie wahając się bardziej postanowiłam o nie zapytać.
- Nie chcę wyjść na nachalną, jednak bardzo ciekawią mnie te czarne znaki na twoim łbie. Masz je od zawsze czy może nabyłeś je w jakiś sposób? No i nie wiem wciąż skąd jesteś, a naprawdę wszystko mnie to strasznie ciekawi. Co byś powiedział na krótki spacer aby choć trochę się lepiej poznać? - zapytałam szczerząc się jak głupi do sera. Miałam szczerą nadzieję, że ogier przystanie na moją propozycję i nie odbierze w negatywny sposób tego co powiedziałam. Zależało mi na dobrych relacjach z nim, szczególnie, że był on pierwszym członkiem stada April, nie licząc oczywiście mojej osoby.

< Phanthom? >